Biegowe zamki na piasku

Na początku dla, tych którzy może nie zwrócili w moich wpisach na to uwagi, ze zawsze byłem wielkim fanem idei parkrun. Powiedzmy sobie szczerze, ten cykl od samego początku napędzał moją biegową wenę. Stanowił taki mój główny motywator do codziennych treningów. Zresztą sami organizatorzy od początku głosili hasła, że zawsze i w każdej lokalizacji będzie można w sobotę o godzinie 9 pobiec ( no chyba za gdzieś w upalnych regionach świata starty były wcześniej). No, ale hasło, które nam fanom tego cyklu przyświecało było jedno: parkrun będzie zawsze, niezależnie od tego co na świecie się dzieje. Owszem, były incydentalne przypadki odwołania, a to z powodu upałów, a to zbytniego mrozu czy jakiegoś przypadku kalendarzowego… ale to było na tyle wyjątkowo, że na zasadzie wyjątku potwierdzającego regułę. To wszystko powodowało, że powstawało coraz więcej lokalizacji, a coraz więcej osób biegających się przekonywało do tej inicjatywy. I postawiono wielką biegową motywacyjną budowlę, która z każdym miesiącem utrwalała swoja pozycję najpopularniejszej inicjatywy biegowej świata.

No, aż wreszcie nadszedł czas wirusa i cały nasz świat stanął na głowie. Również ten biegowy. Odwołano wszystkie imprezy w tym i parkrun. No, ale spora grupa Organizatorów postanowiła wziąć się za barki z wirusem i nie odpuszczać. Powstawały różne biegi wirtualne i jakoś nasze biegowe życie mimo że kulejąc, ale biegło do przodu. Zaczęto wprowadzać poluzowania obostrzeń i wkrótce powolutku, po cichutku, ale pierwsze spotkania biegowe zaczęły się odbywać. Wymagało to pewnego pomyślunku, często kombinacji, ale biegowe życie znowu zaczęło się kręcić. Niestety parkrun dalej tkwi w okopach i ani myśli z nich się ruszyć. Ja rozumiem, że wielka inicjatywa ogólnoświatowa, że wszyscy muszą razem, ale mimo wszystko odnoszę wrażenie że orgowie parkrun biegną po najprostszej obecnie ścieżce. Nie szukają jakiejś możliwości wybrnięcia w taki sposób, abyśmy my biegający byli szczęśliwi.  Po prostu czekają, aż wszystko wróci do normy.  Takie tkwienie w marazmie i czekanie.

Tylko kiedy wróci na tyle, by mogli znowu wszyscy wrócić na biegowe trasy? Nie chcę być złym prorokiem, ale jeżeli faktycznie coś jest na rzeczy z groźbą drugiej fali jesienią, to może się okazać, że obostrzenia na wszelki wypadek też będą trwały do potencjalnej drugiej fali. A kto wie, czy koronawirus nie pozostanie z nami na zawsze i trzeba będzie zupełnie przestawić nasze życie na zupełnie inne tory. A wtedy np. kiedy za pół roku okaże się, że jednak trzeba w tej rzeczywistości zacząć funkcjonować, to może okazać, że pozostaną takie ruiny, których już się na da odbudować. Obecny świat wymaga od nas wszystkich elastyczności i szybkiego dopasowywania się do zmiennych warunków. Kto tego nie zrozumie i nie będzie potrafił się dostosować, to raczej będzie musiał zniknąć. To nie świat będzie na nas czekał… To my musimy go dogonić… Z inwencja i pomysłowością i to we wszystkich dziedzinach życia. Także w bieganiu… Bo okaże się, że biegowe twierdze to są w rzeczywistości tylko zamki na piasku, które jeden po drugim rozsypują się w pył… . Żeby było jasne: nie jest to żadna pozycja roszczeniowa. Ja rozumiem ciężką sytuację i specyfikę parkrun ( w końcu startuję w nim od 2012 roku), ale myślę że przy normalnej inwencji, pomyślunku i chęci czego zrobienia, to coś byłoby zrobione… Zdaję sobie sprawę z faktu, że to inicjatywa oparta na wolontariacie, poświeceniu swojego wolnego czasu dla innych. Mam nadzieję, że kiedy wróci na biegowe trasy ci inni dalej będą… Zawsze Organizatorów podziwiałem za ich poświecenie dla nas i chęć robienia czegoś wielkiego… Zawsze byłem im życzliwy. Rozumiem, że poświęcają swój wolny czas za free, by zrobić coś dla nas. Mam nadzieję, ze kiedy wróci na biegowe trasy napłynie świeży biegowy narybek… Bo, ze część się wykruszy… To jest bardzo prawdopodobne. Wielu z nas przegra z obecną sytuacją…

0 0 vote
Article Rating

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments