Trochę biegająco, trochę jeżdząco, trochę latająco

Dzisiaj wprowadzę lekką zmianę w moim cyklu piszącym. Oznacza, to, że zanim przejdę do komentarzy, oraz treści głównej chciałbym zainteresować propozycją firmy Reh Med., dla wszystkich, którzy w najbliższym czasie planują spore obciążenie ( czyli Kościan lub Luboń), albo tak jak u mnie występuje wash and go, czyli jedno i drugie. W czwartek i piątek firma proponuje cykl rehabilitacyjny przygotowujący do wysiłku. W jego skład wchodzą masaż, oraz podłączenie do urządzenia fizykoterapeutycznego – Salus Talent. Co na

Czytaj Dalej ->

Kolejna szalona wizja biegacza amatora

Na początku jak to zwykle w moim skrobaniu bywa, zaczynam od odpowiedzi na wczorajsze komentarze. Dzięki Bogdanie za wiarę we mnie. Chciałbym, aby moja była tak samo niezachwiana. No, ale co ma być, to w niedzielę, a potem w przyszły wtorek się wydarzy. Kości zostały rzucone, jak powiedział Cezar  przekraczając Rubikon i podskakując dość wysoko Senatowi. Robert II, dzięki za wiadomy komentarz. Miło mi, że kogo w nostalgiczny nastrój wprowadzić zdołałem. Co do historii maratonu, to wolę się nie wypowiadać, gdyż tylko

Czytaj Dalej ->

Zaczynamy odliczanie przed biegowym finałem

Na początku, jak to mam w zwyczaju nawiązuję do wczorajszej wypowiedzi. Robercie maraton w Nowy Jorku? Echh można sobie pomarzyć, chociaż, może kto wie, kiedyś się wybierzemy. Ale wpierw zmierzmy się patriotycznie z naszym lokalnym poznańskim , a potem możemy myśleć o wyjazdach. Z drugiej strony po sobotniej wizycie w Lesznie coraz bardziej ciągnie do dalszych wyjazdów. A może w przyszłym roku, zbierzemy ekipę i wybierzemy się na parę dni do kolebki parkrun, czyli do Londynu, a konkretnie do Bushy Park. Zobaczcie, jak wyglądają

Czytaj Dalej ->

Relacja z parkrun w Lesznie

Na początku, jak to mam w zwyczaju zaczynam od odpowiedzi, a w zasadzie rozwiązania Roberta wątpliwości związanej z podszywaniem się pod niego, przez innego komentującego podpisującego się jako  Robert. Jest drugi pan, pod tym samym imieniem, który jednak będzie się od teraz podpisywał jako Robert II. Mam nadzieję, że teraz sprawa jest już wyjaśniona. I już przechodzę, do dzisiejszego tematu. Jak w każdą sobotę, mój wewnętrzny parkrun budzik zerwał mnie na nogi, tak bym spokojnie mógł zdążyć, gdzie planowałem jechać.

Czytaj Dalej ->

Trochę refleksyjnie, trochę biegająco

Na początku jak to zawsze na początku zaczynam od rozmów, gdyż one stanowią istotę mojego skrobania. Jest podtrzymany lub wrzucony nowy temat, który można rozwijać, analizować i wtedy mogę mojemu wrodzonemu gadulstwu wolność dać. Chociaż z tym moim gadulstwem to różnie bywa. Gdyż faktycznie potrafię gadać bez przerwy i zacinania przez bardzo długą chwilę prowadząc dysputę, ale potrafię w zadumie i milczeniu się zanurzyć na długie chwile.

Robert, czyli jedziemy twardą ekipą, która często pod prąd, ale zgodnie ze

Czytaj Dalej ->

O bieganiu głównie dzisiaj

Na początku, jak to mam w zwyczaju, zaczynam od odpowiedzi na wczorajszy komentarz. Robercie, cóż każdy biegnie tak, jak mu fantazja nakazuje. Jeżeli jest możliwość ścięcia na „całkowitym legalu” paru metrów, to dlaczego nie ma z tego skorzystać. Jak mam być szczery nigdy nie rozważałem takiej możliwości, ale biegnąć na kolejnym parkrun zerknę na to ‘krytyczne miejsce”. Właśnie parkrun. Dobrze gdybyśmy dzisiaj podjęli decyzje co robimy z Lesznem. Czy ewentualnie biegniemy w wersji nieoficjalnej na Cytadeli, gdzie

Czytaj Dalej ->

Takie nasze biegowe sprawy oraz podsumowanie wczorajszego odchudzającego pisania

Na początku, jak to na początku mam w zwyczaju zaczynam od kontynuacji wczorajszych rozmów. Robercie gratulacje z okazji maila i szans na numer 50 w Twojej kolekcji. Ja niestety maila takiego nie dostałem, ale mam nadzieję, że z tej racji, że już kiedyś wysyłałem, kiedy otrzymałem moją pierwszą „50”, jeszcze w wersji powiedzmy próbnej. Mam nadzieję, że teraz dostanę oryginalną 50, może w połączeniu z 100? Pobiegniemy, otrzymamy, zobaczymy i się odniesiemy. Cały czas rzecz jasna skrobię o koszulkach “made in

Czytaj Dalej ->