Parkrun, czyli kolejna samowolka biegacza amatora

No i rano, jak klasycznie od 3.5 roku pojechałem na moje ulubione miejsce naszych cotygodniowych spotkań. Jak na środek zimy, to pogoda iście wiosenna. Kiedy przybyłem na miejsce, to już pewna grupa osób była oddając się biegowym przygotowaniom. Jedni się rozgrzewali inni plotkowali, ot typowy przedbiegowy mysz masz, stanowiący jakby kwintesencje naszych cotygodniowych przybyć. Bo bieganie jest bardzo ważne, ale nasz cały poza biegowy socialising jest nie mniej ważny.

Po wszystkich przywitaniach nadbiegł

Czytaj Dalej ->

Budujmy siłę nad Maltą

Na początku, jak zwykle w tym miejscu i czasie. Marku dzięki za zwrócenie uwagi, oczywiście wszystko wyczyściłem. No i masz rację, że nasz bieg jest jedyny i ukochany, a nie ująłem go w zestawieniu, gdyż jeszcze ma za krótką historię. Michu dzięki za info o GWiNT, jako o perełce wśród biegów .Na razie jeszcze się poważę, ale w przyszłym roku, może 55 km wezmę pod lupę.

Muszę przyznać, ze wczoraj trochę zmieniłem moje plany treningowe. Parę dni temu znalazłem na Facebook grupę: „Środowe

Czytaj Dalej ->

Są rzeczy ważne i ważniejsze

Wczoraj wieczorem kładłem się spać z jasnym i klarownym planem na weekend, ze szczególnym uwzględnieniem soboty. Rano wstanę ok godziny 6, coś skrobnę motywacyjnego i pojadę na Cytadelę. Bo to miał być mój już 146 tuptający tydzień na Cytadeli. Jeżeli skrobię, że miał to znaczy że nie będzie i dzisiejsza sobota będzie niestety bez parkrun. Dlaczego? Cóż wyobraźcie sobie wagę. Na jednej szali stawiacie parkrun, na drugiej swoją córkę, którą dzisiaj muszę się zająć. Czy jest wybór?

Czytaj Dalej ->

Pora ruszyć na Cytadelę – czy po życiówkę?

Na początku, jak zwykle w tym miejscu i czasie. Agnes, co do małżeńskich parkrun stosunków, to trasa parkrun to taka żona, która każdego z radością i rozkoszą przyjmie i zaprosi. I nie ma przy niej tłoku, tylko radość z namiętnością tuptającą połączona. Dzisiaj jakoś nie mogłem dospać. Ale to chyba naturalne, jeżeli takie biegowe wydarzenie przede mną. Kolejne wielkie wyzwanie. Czy dam radę?  Tak sobie liczę, że od września od półmaratonu w Pile, kiedy Andrzej wziął mnie pod swoją

Czytaj Dalej ->

Każdy bierze udział w maratonie

Robercie wcześniej poznany, odpowiadając na Twój komentarz ciekawe ile osób, z tych które odebrały pakiety faktycznie wystartowało, a ile nie. Jeżeli faktycznie “tylko” ciut poniżej 6300, którzy “odbili” się na pierwszym pomiarze czasu ruszyło w biegowy bój, to okaże się, że ponad 700 osób, które odebrały pakiety, czy też je opłaciło nie stanęło na starcie. A to już spora grupa. No i oczywiście wielki podziw dla pana wspierającego mnie swoimi radami. Jego 312 miejsce wczoraj na mecie –

Czytaj Dalej ->

Dziadek kamikadze, czyli zgroza na drodze

Na początku, jak zawsze w tym miejscu i czasie. Robercie dłużej znany, co do adrenaliny i Szczecinka, to już było, temat zamknięty. Byłem, pobiegłem, przeżyłem, nie ma co rozpamiętywać. Nie lubię żyć przeszłością, myślę co przede mną. W sobotę bieg żołnierzy wyklętych w Sobótce. Jak pisałem, na zakup pakietu w normalnej cenie się spóźniłem i by pobiec muszę zapłacić na miejscu 60 PLN, a nie jak dotychczas 30. Teoretycznie, jako rodowity Pyrrus z krwi i kości powinienem się burzyć, a wąż w kieszeni plątać

Czytaj Dalej ->