Pora ruszyć na Cytadelę – czy po życiówkę?

Na początku, jak zwykle w tym miejscu i czasie. Agnes, co do małżeńskich parkrun stosunków, to trasa parkrun to taka żona, która każdego z radością i rozkoszą przyjmie i zaprosi. I nie ma przy niej tłoku, tylko radość z namiętnością tuptającą połączona. Dzisiaj jakoś nie mogłem dospać. Ale to chyba naturalne, jeżeli takie biegowe wydarzenie przede mną. Kolejne wielkie wyzwanie. Czy dam radę?  Tak sobie liczę, że od września od półmaratonu w Pile, kiedy Andrzej wziął mnie pod swoją

Czytaj Dalej ->

Każdy bierze udział w maratonie

Robercie wcześniej poznany, odpowiadając na Twój komentarz ciekawe ile osób, z tych które odebrały pakiety faktycznie wystartowało, a ile nie. Jeżeli faktycznie “tylko” ciut poniżej 6300, którzy “odbili” się na pierwszym pomiarze czasu ruszyło w biegowy bój, to okaże się, że ponad 700 osób, które odebrały pakiety, czy też je opłaciło nie stanęło na starcie. A to już spora grupa. No i oczywiście wielki podziw dla pana wspierającego mnie swoimi radami. Jego 312 miejsce wczoraj na mecie –

Czytaj Dalej ->

Dziadek kamikadze, czyli zgroza na drodze

Na początku, jak zawsze w tym miejscu i czasie. Robercie dłużej znany, co do adrenaliny i Szczecinka, to już było, temat zamknięty. Byłem, pobiegłem, przeżyłem, nie ma co rozpamiętywać. Nie lubię żyć przeszłością, myślę co przede mną. W sobotę bieg żołnierzy wyklętych w Sobótce. Jak pisałem, na zakup pakietu w normalnej cenie się spóźniłem i by pobiec muszę zapłacić na miejscu 60 PLN, a nie jak dotychczas 30. Teoretycznie, jako rodowity Pyrrus z krwi i kości powinienem się burzyć, a wąż w kieszeni plątać

Czytaj Dalej ->