10 dni do Krakowa – zaczynamy odliczanie

Mamy piątek, co oznacza, że do przyszłej niedzieli pozostało nam 10 dni. Ostatnie 10 dni do kolejnego startu na Królewskim Dystansie. To będzie mój już lub dopiero 4 maraton w życiu. Do tej chwili moje występy przypominały trochę sinusoidę. W Szczecinku dobiegłem w duchocie i skwarze z czasem 4 godziny i trzydzieści parę minut. W Poznaniu biegło się super i udało mi się o dwadzieścia parę sekund 4 godziny załamać. W zeszłym miesiącu w Dębnie znowu konałem i ponownie, mimo teoretycznie najlepszego

Czytaj Dalej ->

Pojechać na Cytadelę, czy nie pojechać, oto jest pytanie

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Małgorzato dziękuję bardzo za miłe słowa i wsparcie. Zobaczymy co i jak będzie. No i przybiegła nam kolejna sobota. W zasadzie bez cienia wątpliwości powinienem teraz zerwać się i za chwilę pędzić na Cytadelę. No właśnie powinienem, ale muszę przyznać, że nie do końca się chce. Jakiś dziwny stan tuptającego znużenia mnie ogarnął, od wczoraj. No, ale trzeba będzie się zerwać i pojechać.

Miałem przez chwilę nawet myśl, by dzisiaj nie jechać,

Czytaj Dalej ->

No i zdobyliśmy Mount Everest

Na początku jak to na początku, czyli wiadomo o co biega. Robercie wcześniej i później poznany, Michu cóż Wasze możliwości biegowe z moimi, to trochę inna orbita tuptająca, więc  mojego przypadku nie można porównywać z Waszymi osiągnięciami. No, a podsumowując piszemy, jak to słusznie Robert później poznany zauważył o Ślężańskim Półmaratonie, który sam z siebie do łatwych, lekkich i przyjemnych nie należy. Jak to mi Andrzej powiedział: „walcz i niech walka będzie w tobie”. No

Czytaj Dalej ->

Wyzwanie na treningową niedzielę

Ostatnio wbiegł mi w oczy na najbliższą  niedzielę fantastyczny pomysł biegowy:

https://www.facebook.com/events/1089075234488345/

 Myślę, by moje niedzielne 30 km zgłosić. Pobiegnę dalej i napiszę, że zgłosiłem. Pytanie, ktoś jeszcze się dokłada? Myślę że fajnie można to w nasze niedzielne  rozbiegania wpisać. W końcu zdecydowana większość z nas właśnie w niedzielę ma w planie trochę dłuższe niż zwykle odległości do pokonania. Kiedy wszystko złączymy,to kto wie, może na Mount

Czytaj Dalej ->

Parkrun, czyli kolejna samowolka biegacza amatora

No i rano, jak klasycznie od 3.5 roku pojechałem na moje ulubione miejsce naszych cotygodniowych spotkań. Jak na środek zimy, to pogoda iście wiosenna. Kiedy przybyłem na miejsce, to już pewna grupa osób była oddając się biegowym przygotowaniom. Jedni się rozgrzewali inni plotkowali, ot typowy przedbiegowy mysz masz, stanowiący jakby kwintesencje naszych cotygodniowych przybyć. Bo bieganie jest bardzo ważne, ale nasz cały poza biegowy socialising jest nie mniej ważny.

Po wszystkich przywitaniach nadbiegł

Czytaj Dalej ->

Budujmy siłę nad Maltą

Na początku, jak zwykle w tym miejscu i czasie. Marku dzięki za zwrócenie uwagi, oczywiście wszystko wyczyściłem. No i masz rację, że nasz bieg jest jedyny i ukochany, a nie ująłem go w zestawieniu, gdyż jeszcze ma za krótką historię. Michu dzięki za info o GWiNT, jako o perełce wśród biegów .Na razie jeszcze się poważę, ale w przyszłym roku, może 55 km wezmę pod lupę.

Muszę przyznać, ze wczoraj trochę zmieniłem moje plany treningowe. Parę dni temu znalazłem na Facebook grupę: „Środowe

Czytaj Dalej ->

Są rzeczy ważne i ważniejsze

Wczoraj wieczorem kładłem się spać z jasnym i klarownym planem na weekend, ze szczególnym uwzględnieniem soboty. Rano wstanę ok godziny 6, coś skrobnę motywacyjnego i pojadę na Cytadelę. Bo to miał być mój już 146 tuptający tydzień na Cytadeli. Jeżeli skrobię, że miał to znaczy że nie będzie i dzisiejsza sobota będzie niestety bez parkrun. Dlaczego? Cóż wyobraźcie sobie wagę. Na jednej szali stawiacie parkrun, na drugiej swoją córkę, którą dzisiaj muszę się zająć. Czy jest wybór?

Czytaj Dalej ->