Zaczynamy przedstartowe odliczanie – dzień pierwszy

 

Na początku dzisiejszego  skrobania chciałby nawiązując do wczorajszych komentarzy, na ten tydzień zamknąć temat planowanej londyńskiej wyprawy. Gdyż tutaj mamy jeszcze trochę czasu. Co oznacza, że pewna ilość wody w Warcie i Tamizie musi upłynąć, a już inne ognie i wichry duszę zaczynają rozpalać i smagać. Robercie, termin wyjazdu i grupę jadącą zaczniemy poważnie ustalać w połowie listopada. Wtedy określimy kiedy i z kim jedziemy. Jeżeli zechcesz z nami jechać będzie super, jeżeli jednak planujesz dłuższą

Czytaj Dalej ->

Biegająco- latające sprawy

 

Dzisiejszy  wpis będzie dotyczył głównie wrzuconych wczoraj komentarzy oraz nawiązania do nich. Postaram się to przeprowadzić w dwóch głównych częściach. Pierwsza będzie związana z danymi tzw formalno- technicznymi dotyczących podróży, a druga odniesienia do wypowiedzi mniej formalnych, ale jakże w moim odczuciu interesujących. Zaczynam od oferty biura podróży „ Tgreg-Parkrun-Fly”  Może trochę skomplikowana nazwa, ale chyba wszystko tłumacząca.  Tgreg przysłał ofertę na lotniczą podróż do Londynu na

Czytaj Dalej ->

Trochę biegająco, trochę jeżdząco, trochę latająco

Dzisiaj wprowadzę lekką zmianę w moim cyklu piszącym. Oznacza, to, że zanim przejdę do komentarzy, oraz treści głównej chciałbym zainteresować propozycją firmy Reh Med., dla wszystkich, którzy w najbliższym czasie planują spore obciążenie ( czyli Kościan lub Luboń), albo tak jak u mnie występuje wash and go, czyli jedno i drugie. W czwartek i piątek firma proponuje cykl rehabilitacyjny przygotowujący do wysiłku. W jego skład wchodzą masaż, oraz podłączenie do urządzenia fizykoterapeutycznego – Salus Talent. Co na

Czytaj Dalej ->

Kolejna szalona wizja biegacza amatora

Na początku jak to zwykle w moim skrobaniu bywa, zaczynam od odpowiedzi na wczorajsze komentarze. Dzięki Bogdanie za wiarę we mnie. Chciałbym, aby moja była tak samo niezachwiana. No, ale co ma być, to w niedzielę, a potem w przyszły wtorek się wydarzy. Kości zostały rzucone, jak powiedział Cezar  przekraczając Rubikon i podskakując dość wysoko Senatowi. Robert II, dzięki za wiadomy komentarz. Miło mi, że kogo w nostalgiczny nastrój wprowadzić zdołałem. Co do historii maratonu, to wolę się nie wypowiadać, gdyż tylko

Czytaj Dalej ->

Zaczynamy odliczanie przed biegowym finałem

Na początku, jak to mam w zwyczaju nawiązuję do wczorajszej wypowiedzi. Robercie maraton w Nowy Jorku? Echh można sobie pomarzyć, chociaż, może kto wie, kiedyś się wybierzemy. Ale wpierw zmierzmy się patriotycznie z naszym lokalnym poznańskim , a potem możemy myśleć o wyjazdach. Z drugiej strony po sobotniej wizycie w Lesznie coraz bardziej ciągnie do dalszych wyjazdów. A może w przyszłym roku, zbierzemy ekipę i wybierzemy się na parę dni do kolebki parkrun, czyli do Londynu, a konkretnie do Bushy Park. Zobaczcie, jak wyglądają

Czytaj Dalej ->

Relacja z parkrun w Lesznie

Na początku, jak to mam w zwyczaju zaczynam od odpowiedzi, a w zasadzie rozwiązania Roberta wątpliwości związanej z podszywaniem się pod niego, przez innego komentującego podpisującego się jako  Robert. Jest drugi pan, pod tym samym imieniem, który jednak będzie się od teraz podpisywał jako Robert II. Mam nadzieję, że teraz sprawa jest już wyjaśniona. I już przechodzę, do dzisiejszego tematu. Jak w każdą sobotę, mój wewnętrzny parkrun budzik zerwał mnie na nogi, tak bym spokojnie mógł zdążyć, gdzie planowałem jechać.

Czytaj Dalej ->

Trochę refleksyjnie, trochę biegająco

Na początku jak to zawsze na początku zaczynam od rozmów, gdyż one stanowią istotę mojego skrobania. Jest podtrzymany lub wrzucony nowy temat, który można rozwijać, analizować i wtedy mogę mojemu wrodzonemu gadulstwu wolność dać. Chociaż z tym moim gadulstwem to różnie bywa. Gdyż faktycznie potrafię gadać bez przerwy i zacinania przez bardzo długą chwilę prowadząc dysputę, ale potrafię w zadumie i milczeniu się zanurzyć na długie chwile.

Robert, czyli jedziemy twardą ekipą, która często pod prąd, ale zgodnie ze

Czytaj Dalej ->