Bardziej koń czy bardziej osioł…

Na początku chcę szybko nadmienić, że dzisiejszym wpisem nie chcę nikogo ani obrazić, ani urazić. To, że będę nas porównywał do obu wymienionych w tytule zwierząt nie ma podłoża prześmiewczego, tylko raczej poważnego, pewnym podziwem wypełnionego. Gdyż będę się odnosił do tych najbardziej pozytywnych i najbardziej pożądanych cech obu tych zwierząt.

Jednak zacznę z tzw. grubej rury pisząc, że w każdej osobie biegającej walczą ze sobą, albo już uzyskało zdecydowaną przewagę jedno z wymienionych charakterów zwierzęcych.

Czytaj Dalej ->

Maraton dla (prawie) każdego

Dla większości ludzi, którzy wcale nie biegają, a nawet dla sporej grupy tych, co od czasu do czasu oddają się tup-pasji określenie: „ przebiec maraton” wywołuje dreszcze, myśli w stylu: głupota, szaleństwo, samobójstwo,  z pewnością nie dla mnie. W końcu start na Królewskim Dystansie jest otoczony pewną nawet mroczną legendą, która wcale dobrze się nie kończy. I dlatego zdecydowana większość z nas tak też do tego biegu podchodzi: „ coś całkowicie poza moimi możliwościami”. O tych, co się rzucają na

Czytaj Dalej ->

Pij bracie ( siostro) pij…

Dzisiaj, w nawiązaniu do robiących się coraz mniej znośnymi warunkami pogodowymi, chciałbym zatrzymać się myślę na bardzo aktualnym temacie czyli nawadnianiu się przed, w trakcie i po bieganiu. Jak to jest z tym piciem osób biegających?

Jak przebiegniemy się wzrokiem po wszelakich mądrych biegowych źródłach, to wszędzie jak byk czy nawet krowa stoi: pić trzeba przed, pić trzeba w trakcie i pić trzeba po. A najlepiej to chyba pić cały czas, bo wtedy nawodnienie organizmu jest najpełniejsze i gwarancja dobrych wyników praktycznie pewna.

Czytaj Dalej ->

Nasze biegowe preferencje

W bieganiu, podobnie jak i w życiu są  miejsca, dystanse, same biegi oraz dziesiątki, jak nie setki szczegółów, które powodują że mamy takie, które bardziej lubimy, a i takie, które nie wyzwalają w nad aż takiego, jak te bardziej lubione ognia. Może to być jakaś konkretna forma treningu, jakaś miejscówka, gdzie najbardziej lubimy tuptać, czy wręcz konkretny bieg czy cykl biegowy, który jest najbliższy naszemu sercu.

Jak już nie raz pisałem, więc zapewne moich częściej odwiedzających mnie gości nie zdziwię, ale

Czytaj Dalej ->

Goniąc zaginiony czas

Kiedyś jeden z francuskich klasyków popełnił powieść pod tytułem „ W poszukiwaniu straconego czasu”. W zasadzie nie tyle co powieść co „siedmiotomowy quasi-autobiograficzny cykl powieściowy” przez wielu krytyków uznawany za arcydzieło. Nie będę wnikał w treść ani opisywał o co tam biega, gdyż rozważania literackie nie są  motywem przewodnim mojego bloga. Jednak pewne skojarzenia mi się nasuwają.

Jak już pisałem wiele razy w ostatnich dwóch latach trochę się „zapuściłem” wagowo, czego efektem były,

Czytaj Dalej ->

Biegając w upale się hartujemy, ale kiedy pada grad to już nie halo

Jest takie przysłowie, bodajże ukraińskie, że stal hartuje się w ogniu, a dusza człowieka w walce z trudnościami.. czy jakoś tak. No, ale w ten deseń. Kiedy wyruszamy na treningi w obecnych warunkach pogodowych, to można to przysłowie bardzo fajnie przerobić: dusza biegacza hartuje się w ogniu pogody, która na zewnątrz panuje.

Trzeba przyznać, że pogoda w obecnym tygodniu (przynajmniej u nas w Poznaniu) stanowi połączenie afrykańskich z piekielnymi klimatami. Można napisać, że ruszanie w biegowy tan w takich warunkach to szaleństwo

Czytaj Dalej ->

Kranówa wspomaga biegających

Trzeba przyznać, że w kwietniu, maju pogoda może nie nas rozpieszczała, ale raczej schładzała nasz temperament. Ba, można napisać, że maj był wręcz zimny. No, ale co pogoda w maju zabrała, to na początku czerwca w końcówce wiosny oddała z nawiązką.

Można napisać, że pod względem temperaturowym to mamy wręcz piekło, w którym szatański miot cały czas pali. Wczoraj w okolicach 18.30 mieliśmy w Poznaniu temperaturę w cieniu na poziomie 34 stopni. A to już hardcore pogodowy. Dosyć napisać, że w tym samym czasie w Barcelonie

Czytaj Dalej ->