Żartobliwy paszkwil na biegaczy

Dzisiaj trochę z humorem, ale i do zastanowienia. Chciałem przypomnieć tekst, który znalazłem na Polska Biega z 2013 roku. Kiedy zaczniecie się wkurzać i oburzać, dotrwajcie proszę do końca i mam nadzieję, że ogarniecie przesłanie tekstu:

Nie jestem szowinistą, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że biegacze to jedna z najbardziej wkurzających grup społecznych. Udowadniam to w kilku punktach. A jeśli to do Ciebie nie przemawia, przeczytaj tekst: Dlaczego biegacze są tacy fajni?

Przebieganie na drugą stronę ulicy w miejscu,

Czytaj Dalej ->

Wagowo-biegowa teoria biegacza amatora

Jak już nie raz pisałem, jestem osobą która niestety należy do tej grupy, która ma olbrzymią łatwość z wagowym przybieraniu. Wystarczy, że trochę popuszczę żywieniowych fantazji, wzbogacę je słodyczami i kilogramy przybywają z prędkością światła. Oczywiście, na szczęście potrafię to też potem zbić, ale jeżeli nie trzymam rygoru konsumpcyjnego, to wszystko zaczyna się nowo.

O moim największym sukcesie, czyli zejść ze 132 do 67 kilogramów już pisałem więc nie chcę wracać, dlatego wolę odnieść się do obecnych

Czytaj Dalej ->

Muzyka to legalny środek dopingujący dla sportowców”

Czasem zdarza mi się wrzucić na bloga nie mój tekst, ale w moim odczuciu na tyle ciekawy, że warto o nim przypomnieć. Tak też jest dzisiaj. Chciałbym przypomnieć tekst Magdy Sołtys zamieszczone na portalu Polska Biega 12.06.2013 pod pełnym tytułem: Bieganie z muzyką Rock and Run. Oczywiście nie wrzucam całości, tylko wybrane fragmenty:

” Na początku łowo o autorze. Dr Karageorghis (Brunel University, London) to autorytet w dziedzinie psychologii sportu, członek-założyciel

Czytaj Dalej ->

Spokojne dodawanie kilometrów i odejmowanie kilogramów

Do mojego głównego, tegorocznego startu czyli poznańskiego maratonu jeszcze trzy i pół miesiąca, ale postanowiłem już powoli, acz systematycznie zwiększać codziennie tuptany dystans. Co prawda, jeżeli mamy już jakieś względne przygotowanie biegowe, to treningiem na poziomie tych 5 kilometrów dziennie wzbogaconym o parę nastek w ostatnich dwóch tygodniach można, jak widziałem w zeszłym roku jakoś przetuptać Królewski Dystans, ale będzie to obarczone wcale nie małym ryzykiem wzbogaconym pewnym płomieniem szaleństwa, żeby

Czytaj Dalej ->

Życiówka czy spiesz się powoli

Tak w maksymalnym uproszczeniu osoby biegające możemy podzielić na dwie główne grupy: strusie pędziwiatry i stonowanych tuptaczy smakujących pokonywany dystans. Każda z tych grup dąży do jednego, własnego założonego celu: albo walczyć o życiówkę podczas każdego startu dając z siebie wszystko, co w danym momencie dać możemy, albo wręcz przeciwnie biec by cieszyć się urokiem samych pokonywanych kilometrów, a czas jaki osiągniemy nie ma dla nas zbytniego znaczenia. Po prostu osiągnęliśmy taki jaki się dało osiągnąć

Czytaj Dalej ->

Ogólnoświatowy, organizacyjny dominator biegowy

Dzisiaj, jak to w każdą sobotę, pod warunkiem oczywiście, ze mam ją wolną i nic niespodziewanego nie wyskoczyło, udałem się na Cytadelę, by w moim ulubionym cyklu biegowym wystartować. Jak co sobotę w naszym mieście dosyć liczna grupa prawie 200 osobowa pojawiła się na miejscu zbiórki. Byli nie tylko biegający z Poznania, ale także mocna ekipa z Łodzi i z jeszcze paru miast naszego kraju. Co prawda tup-turystów spoza naszego kraju dzisiaj nie widziałem, ale nie raz byli, co znaczy że międzynarodowa turystyka parkrunowa

Czytaj Dalej ->

Uroki ekstremalnego, letniego biegania

Na początku tak dla przypomnienia: nie jestem żadnym ultrasem, moje maksymalne osiągi startowe zatrzymują się na poziomie maratonu i poza ten dystans nie wyściubiam nosa i raczej nie planuję. Więc pod względem kilometrowym żadnego tup-ekstremum nie uskuteczniam i raczej uskuteczniać w najbliższych latach nie zamierzam. W temacie moich treningów, to główny dystans pod dyszkę, a raz góra dwa w tygodniu jakieś naście się trafi, a od przyszłego miesiąca do końca września po  dwie dwudziestki z mniejszym lub większym hakiem

Czytaj Dalej ->