Kto rano biega…

Biegacze, podobnie jak i całe nasze społeczeństwo dzielą się na sowy i na skowronki. Skowronki, jak można się domyśleć zrywają się skoro świt, nim jeszcze w dzienne, zawodowe czy jakiekolwiek inne obowiązki wkroczą swoją biegową normę wyrobić. Do sów zaliczmy całą resztę czyli zarówno tych, co biegają po południu, jak i wieczorem i w końcu w nocy. Jest to na zasadzie zrobiłem, co miałem do zrobienia moje dzienne główne zadania wyrobiłem, to w nagrodę mogę swoje kilometry pokonać.

Co jest lepsze? Trudno napisać,

Czytaj Dalej ->

Krajowa dwubiegunowość pogodowa

Muszę przyznać, że kiedy byłem dzieckiem, a potem młodzieńcem, to przeżywałem klasyczne cztery pory roku. Mieliśmy wiosnę, lato, jesień i zimę w pełnej swojej krasie. Jak była wiosna to wszystko w pełnej świeżości budziło się do życia. Temperatura umiarkowana trochę chłodu, trochę ciepła, do tego orzeźwiający wiosenny deszczyk, a cały nasz kraj przywdziewał radosne barwy. Potem mieliśmy ciepłe, czasem upalne, ale i z chwilami chłodnym lato. No i potem jesień najpierw złota, potem szara i ponura, która zmieniała się

Czytaj Dalej ->

Chłodzenie nóg po bieganiu

Dzisiaj chciałem na chwilę wrócić do niedzielnego Szpota. Po biegu, jak to po biegu gadało się z różnymi starymi, lub zupełnie nowymi znajomymi. I właśnie jeden z takich nowych znajomych „sprzedał” mi ciekawą metodę na ulgę dla stóp po bieganiu. Nie ma co ukrywać, że bieganie w takiej upalnej, jak obecnie pogoda nie należy do przyjemnych. Nie dosyć, że jest gorąco i pocimy się jak świniak na haku wypalany z tłuszczu, to jeszcze nasze nogi po przebiegnięciu nastu czy kilkudziesięciu kilometrów są z lekka zużyte. Takie

Czytaj Dalej ->

Łagodny, weekendowy dwupak biegowy

No i ledwo się weekend zaczął, a już się zbliża ku końcowi. Tym razem, jak czasem mi się zdarza odbywa się on pod biegową flagą. Może nie takim prawdziwym, poważnym biegowym sztandarem, prędzej chorągiewką, ale w jakiś tak sposób bieganiem jest naznaczony. Oznacza to, że planowałem w ten weekend dwa starty.

Wczoraj tradycyjnie, jak to w sobotę wybrałem się do mojej tup Mekki czyli na Cytadelę, by po raz diabli już wiedza który ponownie w moim ulubionym cyklu biegowym wystartować. Pogoda piękna, słoneczna, ale jeszcze

Czytaj Dalej ->

Biegi uliczne, a biegi klasy z

Pod moim wpisem wrzuconym kilka dni temu i związanym z bieganiem zaciętym i bieganiem na luzie, rozgorzała na jednym z poważnych biegowych portali dosyć poważna dyskusja. Dzisiaj postanowiłem wrzucić dwa, myślę że stanowiące jakby clue całej dyskusji komentarze:

 „Powinny byc zawężone limity, to jest moje zdanie albo biegamy 4fun albo idziemy na zawody. Maraton poniżej 3h czy nawet 3:30, dyszka 40min, połowka z 1:30 i wtedy miasta nie były by blokowane na 10godzin a i startowali by biegacze a nie ludzie co robią sobie

Czytaj Dalej ->

Bieganie zacięte a bieganie na luzie

Ostatnio wbiegły mi przed oczy dwa zdjęcia. Na pierwszym trójka „zawodowych amatorów” w stanie wyścigowym pędząc za czasem podczas jednego z naszych parkrun tuptań. Na drugim ja, całkowicie na luzie tuptając sobie w pełnej swobodzie podczas tego samego parkrun.

Porównanie wręcz szokująco-uderzające, przynajmniej mnie. Na pierwsze fotce aż moc i szybkość biegowa uderza wręcz swoją wyrazistością. Cała trójka panów pochylona do przodu, ręce odpowiednio ułożone, aż widać ogień biegowy na każdym centymetrze zdjęcia

Czytaj Dalej ->

Biegamy przed czy raczej po posiłku.

Dzisiaj taka trochę kontynuacja wczorajszych rozważań o braniu się za siebie. Tyle, że już nastawiona na jeden z najważniejszych elementów związanych z gubieniem wagi, czyli jedzeniem. Jednak nie chcę żadnych diet ukazywać, gdyż nie jestem specjalistą w tym zakresie, a co pomaga mi, wcale nie musi być dobre czy odpowiednie dla innych. Dlatego chciałbym się zatrzymać na innym aspekcie. Czy biegać przed jedzeniem, czy raczej po jedzeniu i kiedy jak.

Myślę, że duże znaczenia ma tutaj fakt w jakich godzinach oddajemy się naszej

Czytaj Dalej ->