Kolejny zakręcony dzień

Kolejny wyjątkowo mocno emocjami naładowany dzień powoli zbliża się do końca. Mówię ( a w zasadzie) piszę tutaj o emocjach służbowych, bijących całą mocą w moją odsłoniętą pierś.  A może osłoniętą? W końcu nago w pracy nie paraduję.  Od zeszłego tygodnia trwa służbowy szał  i na chwilę nie chce odpuścić. Wracając do domu czuję się przemielony, wypluty, rozdrgały (cokolwiek to oznacza) duchowo i doprowadzony do stanu ledwie użyteczności popołudniowej . A do tego dzisiaj rankiem zima delikatnym mrozem

Czytaj Dalej ->

Nowy tydzień rozkoszami służbowymi wypełniony czas zacząć

Wyjątkowo piękna wiosna tego zimowego  dnia do nas zawitała. Chociaż do końca kalendarzowej zimy to mamy  jeszcze prawie miesiąc. Natomiast  dzisiaj to był wiosenny dzień w swojej najjaśniejszej postaci. Takiej wiosny zawsze sobie życzymy, do takiej śnimy i o takiej marzymy. Cieplutko, do tego słoneczko. Aż wszystkie części ciała radośnie oddychają starając się chociaż na chwilkę wydostać na zewnątrz, by wiosennego powietrza zakosztować. Nic tylko żyć, śmiać się i oczywiście biegać. No bo jakże by inaczej.

Czytaj Dalej ->

Czas rozpocząc nowy tydzień

Na początku chciałbym dzisiaj jeszcze nawiązać do wczorajszego biegu oraz komentarza TGrega. Otóż tych „szóstek” we wczorajszym dreptaniu trochę było. Nie dość, że 66 miejsce, to jeszcze był mój 66 bieg w ramach Parkrun.  Więc nazbierało się trochę tych piekielnych cyferek.. Nawet o jedną więcej, niż szatańska liczba. No, a jeżeli dodamy, że zająłem wg płci 60 miejsce, to już zupełnie nie będzie pasowało. No, ale pewien szatański pierwiastek we wczorajszy bieg wniosłem. Natomiast nie do końca byłem zadowolony

Czytaj Dalej ->

Parkrunowa sobota, to jest to

Sobotni ranek w moich planach, jak zwykle mocno opracowany i przygotowany. Pobudka koło 7 rano, kąpiel, psica i na Cytadele. Bo jakże mógłbym inaczej. Ale dzisiaj było trochę inaczej niż zwykle. Kiedy rano dotarłem na w okolice startu przeżyłem pierwszy szok.  Ujrzałem policyjny radiowóz z pełną obsadą tzn dwoma policjantami w  środku. Od razu pierwsze co zrobiłem to rachunek sumienia. Czy i co w ostatnim czasie nabroiłem. Ale jakoś nie wpadło mi nic szczególnego w pamięć. Żadna impreza, po której ‘film mógłby

Czytaj Dalej ->

Piątkowe nonsensy biegacza amatora

Wielkimi krokami nadszedł wreszcie upragniony koniec tygodnia. Muszę przyznać, że czekałem już na ten piątek.  Mogę nawet wielkimi literami to napisać „ WRESZCIE PIĄTEK”. Nie, żebym miał coś do moich stosunków służbowo nacechowanych. Oj wręcz przeciwnie. Ten tydzień był wyjątkowo intensywny, a każdy dzień przynosił ładunek emocjonalny porównywalny z mocą eksplozji w czasie wielkiego początku, kiedy Wszechświat zaczął się kręcić dookoła własnej osi. A może nie wszechświat, tylko nasz układ zakręcony

Czytaj Dalej ->

I znowu maksymalny dystans

Jakże może być inczej, znowu mamy piękną wiosnę w środku zimy. Nic, tylko biegać, śpiewać, tańczyć i robić inne rzeczy, ku chwale i rozmnożeniu gatunku. Gdyż z tym rozmnażaniem, to tak nie do końca w ostatnich latach. Społeczeństwo nie pała chęcią w kierunku zapewnienia sobie godnej emerytury. Czyli robienia tych, którzy na tą emeryturę pracować w przyszłości będą. No niestety, każdy patrzy, by żyć w swoim odczuciu jak najwygodniej, a to oznacza minimalna ilość dzieci, lub nawet bez. Gdyż wtedy nie ma stresów,

Czytaj Dalej ->

Środowy spokojny bieg

Na początku pragnę dzisiaj podziękować Sławkowi za komentarz pod wczorajszym wpisem oraz wrzutę o podbiegach. Człowiek powinien czerpać ze zróżnicowanych źródeł , oraz cały czas się uczyć od innych. Watro korzystać  z wiedzy zdobywanej, to tu, to tam, by bez sensu nie wywarzać otwartych na oścież drzwi. Jednak  z drugiej strony człowiek to taka uparta natura, że czasem chociaż mu dookoła będzie wisiało tysiące propozycji, ostrzeżeń i gróźb, to póki się sam nie oparzy, nie przekona, że  z ogniem igrać nie

Czytaj Dalej ->