Ostatni wolny dzień biegacza amatora

Muszę przyznać, że mam dzisiaj zupełnie nietypowy dzień . Gdyż oficjalnie dzień pracujący a ja,  jak to się mówi „ uskuteczniam klasyczne opieprzanie”. Zamiast rano, jak większość oddających się stosunkom służbowym udać się w wiadomych godzinach do pracy, by swoje zadania zrealizować, ewentualnie swoje odsiedzieć, jak kto woli i jak kto ma, to mogłem sobie spokojnie na maksa spać. Co prawda z tym spaniem to wyszło jak wyszło, ale teoretycznie mogłem. Tyle, że teoria bardzo często ma się tak do praktyki, jak seks

Czytaj Dalej ->

Świateczny mistycyzm biegający

Na początku, jak zawsze chciałbym się odnieść do wczorajszego komentarza. A w zasadzie podziękować Cezaremu za miłe słowa. Wiadomo, że kiedy ktoś skrobie sobie na blogu, to głównie po to, by swoje jakieś myśli, wizje problemy gdzieś przelać. Bo kotłują mu się w duszy, gromadzą nabierają mocy, pęcznieją i szukają gdzieś drogi wyjścia. Trochę jak para w czajniku niegdyś na gazie ustawianym, która ze gwizdem i świstem wylecieć w końcu musi. Są różne możliwości jej wypuszczenia. Można pójść do lasu, stanąć

Czytaj Dalej ->

Trochę statystyki z wczorajszego Parkrun

Freelove, cieszę się że trafiłem z rozpoznaniem nicka, natomiast smutek jest związany z faktem, że może jednak chciałeś pójść w bardziej swobodną interpretację. Ale zanim przejdę do analizy wczorajszego biegu, chciałbym trochę powyzywać sam siebie. Wyrównałem swój najlepszy wynik, w sumie mógłbym być zadowolony, ale ( i tu cała wiązanka przekleństw następuje) jedna sekunda, jeden krok szybciej wykonany i byłby rekord pobity. I znowu byłby biegowy orgazm, a tak co najwyżej namiętny buziak z języczkiem połączony

Czytaj Dalej ->

Wielka Sobota na Parkrun

Freelove, akurat pomysł z nabijaniem chipa, to był taki mój żarcik, podobnie jak pozostałe wczorajsze wizje opisujące co można z nim zrobić. Natomiast co do Twojego Nicku, to chociaż ze smutkiem, ale przypuszczam, ze jest to związane z jednym z utworów Depeche Mode, pod tym tytułem, ewentualnie wolność miłości, na zasadzie „kocham wszystkich ludzi”. Ale mimo wszystko nie podejrzewam, byś aż tak był miłującym wszystko i wszystkich pacyfistą życiowym. Ale jeżeli tak, to pełen szacunek.

Natomiast dzisiaj relację z sobotniego

Czytaj Dalej ->

Piątkowe wizje biegacza amatora

Jak zwykle zaczynam od wiadomo czego, czyli porannych ( gdyż ciągle jeszcze jest ranek) rozmów Polaków. Freelove, to że chip trzeba odebrać w dniu zawodów, mnie akurat nie martwi. Gdyż w domu jeszcze by mógł ulec uszkodzeniu, gdybyśmy np. po pijaku trafiali w niego rzutkami zamiast do tarczy, albo gdybyśmy w napadzie fantazji sprawdzali jego wytrzymałość na twardym podłożu. Inna możliwość, ktoś wyjątkowo zdolny mógłby chcieć jeszcze przed startem „przekręcić” sobie licznik i wyjść na sam bieg z „wczytanym”

Czytaj Dalej ->

Operację Interrun czas zacząć

Jak zawsze zaczynam od odpowiedzi na wczorajszy komentarz. No cóż Sławku, dylematy biegaczy, to coś co zawsze im towarzyszyć będzie. Czy i kiedy w końcu wejść na wyższy poziom biegowy? Czy już, czy może jeszcze poczekać? Oczywiście z półmaratonem miałem je także, ale u mnie był on zaplanowany już prawie rok wcześniej, więc może dlatego ostatni okres, to było raczej luźniejsze oczekiwanie. Pożary zapłonęły dopiero w dniu startu. Tak samo jest teraz z królewskim dystansem. Mimo, że jeszcze ponad rok do ewentualnego

Czytaj Dalej ->

Sny o Królewskim Dystansie

Muszę się cichutko przyznać, że od pierwszego startu w półmaratonie, moje myśli coraz częściej krążą dookoła „królewskiego dystansu”. Nie bez powodu się uważa, że start i dobiegnięcie do mety w maratonie jest ukoronowaniem wszystkich treningowych wyrzeczeń biegacza. I nie mówimy tutaj o wyniku, o miejscu, bo w końcu jesteśmy amatorami. Jedni tylko bardziej, a inni może trochę mniej „amatorskimi”. Dla nas nadrzędnym celem jest sam fakt startu i dobiegnięcia o własnych siłach do mety. Natomiast czas czy miejsce

Czytaj Dalej ->