Trochę statystycznych zabaw po wczorajszym parkrun

 

Na początku jak zwykle zaczynam od wczorajszych komentarzy.  Freelove i Tgref podpisuję się pod Waszymi stwierdzeniami, że wartość setki biegów wzmocnioną chociaż paroma wolontariatami  jest z pewnością zdecydowanie większa i zasługuje na dużo większy szacunek niż sama czysta setka bez dania czegoś od siebie. Z drugiej strony setka bez zagrychy także wchodzi, czyż nie? Ale już to może pomińmy, gdyż zaczynam znowu wchodzić na śliski grunt.

Tak sobie wczoraj przeanalizowałem ilość wolontariuszy ( dotyczy obecnego

Czytaj Dalej ->

Kolejna sobota na parkrun

Na początku jak zwykle odpowiadam na wczorajsze komentarze. Może niepotrzebnie to zaznaczam, gdyż i tak większość obecnych wie o tym, ale zazwyczaj zaszczyca mnie swoją obecnością grupa nowych osób i nie chciałbym, aby powstało niepotrzebne niezrozumienie moich intencji w pierwszych czytanych zdaniach. Bogdanie i tak jestem pod wielkim wrażeniem twoich planów startowych w pierwszym roku biegania. Kiedy ja zaczynałem dwa lata temu, to w pierwszym roku robiłem tylko piątki. Był to oczywiście parkrun plus kilka innych płatnych

Czytaj Dalej ->

Piątkowe skrobanie bez codziennego biegu

Na początku zaczynam jak zwykle, więc już nie skrobię z czym, bo szanowne czytające i równie szanowni czytający, którzy zaglądają wiedzą, a osoby, które pierwszy raz wstąpiły w moje obszary zapewne się domyślą. Robert masz rację tanio nie jest, ale myślę tutaj może jakąś firmę wspomagającą znaleźć ( idealnie nawet nie jedną), która lub które chciałaby się włączyć do organizacji i wtedy koszty byśmy „ścieli”. Coś mi po głowie zaczyna chodzić. Ale to jak się spotkamy w większym gronie chętnych do

Czytaj Dalej ->

Kolejna szalona wizja biegacza amatora

Na początku jak zwykle zaczynam od tego od czego zazwyczaj, czyli odpowiedzi na wczorajsze komentarze. Freelove, masz rację, że są biegi i biegi. Tam gdzie dbają o biegaczy, a organizacji nie można nic zarzucić i tam gdzie podchodzą, że tak skrobnę „z dużym luzem”. Pod koniec roku będę chciał zrobić taką ogólną ocenę i ranking biegów w którym brałem udział. Fajnie, gdyby do tych moich można było dorzucić te, w których w których odwiedzający mojego skromnego bloga brali udział. Dzięki temu na koniec roku można

Czytaj Dalej ->

Parkrunobus gotowy na chyże zawody

Zanim przejdę do rozwinięcia dzisiejszego tytułu, jak zwykle zaczynam w tradycyjnym stylu, czyli odpowiedziami na uwagi, sugestie czy nawet zawoalowaną krytykę. Dzięki Freelove za słuszne uwagi i zwrócenie w tym, czy tamtym miejscu na pewne niedociągnięcia. Pisząc i  pisząc opętany szałem skrobania, czasem człowiek się zapomina, a w czasie sprawdzania jeden czy drugi szczegół może umknąć krytycznej ocenie autocenzora. Co do dzwonienia tam czy tu, cóż nie mam zahamowań i jak będzie taka potrzeba to się skontaktuję z

Czytaj Dalej ->

Wielkopolska jesień półmaratonami zdobiona

Powoli, ale nieubłaganie zbliża się biegowa jesień. Okres, w którym oddzielony zostanie ( a w zasadzie oderwany), tkwiący we mnie ciągle biegacz młodzieniec i wejdę w etap dorosłego ( ale jeszcze nie w pełni dojrzałego) biegania. Dlaczego tak uważam? Kiedy zaczynałem biegać dwa lata temu, pierwsze pól roku, to był etap biegowego niemowlęcia. Ot biegałem sobie codziennie 3-4 kilometry, do tego od czasu do czasu, gdzieś przypadkiem znaleziona, wyniuchana,  jakaś piątka. Kiedy w październiku poszedłem na pierwszy parkrun,

Czytaj Dalej ->

Takie sobie poniedziałkowe skrobanie

Na początku zaczynam jak zwykle, czyli już raczej  nie będę skrobał, o co chodzi, tylko od razu przechodzę to istoty, sedna, kwestii, jądra (ups) zagadnienia. Nie wiem, czy mi się zbytnio nie namieszało, ale fajnie brzmi.  Robercie masz rację, ze przychodzi bieg, w którym się biegnie nie dla wyniku, tylko dla przełamania samego siebie. Pokonania kryzysu, który wcześniej czy później każdego z nas dopadnie. Czasem na początku, czasem w połowie a czasem na samym końcu trasy. I tak naprawdę diabli wiedzą, kiedy jest najlepiej

Czytaj Dalej ->