Zimowa bieganinka część druga

No cóż Sławku, w tym co napisałeś chyba coś jest.Rano, kiedy wychodziłem do pracy, pierwsze co to oceniałem warunki panujące na drodze pod kątem popołudniowego biegu. Dopiero po wstępnej ( nawet pozytywnej ocenie) zastanawiałem się jak dzisiaj dostanę się do pracy. Samochód przypominał jedną lodową kukłę. Był dokładnie opatulony lodem. Wczoraj go nie ruszałem, jechaliśmy ze znajomym jego,  więc ominęło mnie wczorajsze skrobanie, ale dzisiaj to nie było opcji. Musiałem szukać alternatywnych rozwiązań, dostania

Czytaj Dalej ->

Ekstremalne bieganie

Muszę przyznać, ze wczoraj miałem więcej szczęścia niż rozumu. Jak pisałem, kiedy biegłem rano, padała marznąca mżawka, była jakaś ślizgawica, ale jeszcze do ogarnięcia i opanowania. Dało się biec. Natomiast dwie godziny później już wyjść się nie dało z domu. Na chodniku leżał jeden ciągły lód. Tak samo na jezdni. Nieprzerwana błyszcząca warstwa, po której iść się nie dało, o bieganiu nie wspomniawszy. Ale niektórzy jeździli . No i potem się słyszało o wyciąganych z rowów, a także  tworzących surrealistyczne

Czytaj Dalej ->

Niedzielne rozważania

Na początku dzisiejszego pisania pragnę podziękować za wczorajsze komentarze. Szczególnie gratuluję Sławkowi za pokonanie 10 km. Super, że udało się Tobie przełamać godzinę. Czas podczas treningu zawsze jest dużo gorszy, niż w czasie biegu zbiorowego na czas. Ja także np. teraz robię 11.5 trochę powyżej godziny, a mój najlepszy wynik na 10 km, to podczas Biegu Niepodległości w Luboniu w zeszłym roku, kiedy uzyskałem 48.58. Dla innego porównania, dzisiaj „ ósemkę” zrobiłem w 45.26. Co prawda pogoda dzisiaj byłą

Czytaj Dalej ->

Kolejny Parkrun za nami

Jak co sobotę rano nie mogę dospać, wiedząc, ze kolejny Parkrun przede mną. To już faktycznie nałóg. Bo zrywać się z łóżka przed szóstą w sobotę wiedząc, że sumie mogę jeszcze spokojnie do siódmej  pospać?  Jest w tym szaleństwie metoda, ale może nie do końca wiem jaka. Ale wróćmy do poranka. Wstaję, szybkie spojrzenie na dwór, a tam mleczny  gęsty welon opatulił miasto. Czyli mamy mgłę. Kiedy wyszedłem stwierdziłem, że jest dosyć ciepło ( jak na tą oczywiście porę roku), ale mgła tworzyła, dosyć

Czytaj Dalej ->

I znowu piątek

No, to mamy kolejny piątek, czyli czas na mój dzień bezbiegowy. Rano wstając już sobie myślałem „ jak ja to przeżyję?” Ale nic  trzeba dać radę. Nie ma innej opcji. Założyłem taki, a nie inny harmonogram działań, a jak coś założyłem, to już przepadło. W  pracy, jak to w pracy, czas minął i z powodu klasycznego nadmiaru zadań  nie było żadnych szans na zajmowanie się innymi sprawami.  Do tego jeszcze deszcz uskuteczniał harce  za oknem, więc bez reszty oddałem się tym najmniej rozkosznym ze wszystkich stosunków,

Czytaj Dalej ->

Najdłuższy tygodniowy bieg

No i minął kolejny biegowy wieczór. Zgodnie z dzisiejszym założeniami najdalszy tygodniowy dystans, czyli 11.5 km. Pogoda dzisiaj bardzo interesująca. Śnieg już nie padał, ale tu i ówdzie jeszcze leżał. Temperatura praktycznie idealna, w granicach 0 stopni, w skali u nas rozpoznawalnej. Może z lekkim plusem, a może i minusem. Różnie to być mogło. Jakoś nie chciało mi się dokładnie sprawdzać. Wystarczyło więc takie określenie „na oko”. Co prawda  w mieście jadąc do domu widziałem elektroniczne termometry, skąd

Czytaj Dalej ->

Śnieżno-zimowe bieganie

Dzisiaj to był wesoły dzień. Rano sobie grzecznie wychodzę to pracy, a tu śnieg. W którą stronę nie spojrzę: biało. I co bu było bardziej oryginalnie jeszcze sypie. No to myślę sobie, będzie wesoło. Miałem dzisiaj w planie wyjazd służbowy, a tu pogoda pod zdechłym azorkiem. Może nie zdechłym, ale  z pewnością ostro skomlącym. Ale w końcu mamy zimę. No, kiedy jak nie teraz ma śnieżyć? No, ale nic to praca, to praca trzeba jechać. Tym bardziej, że jeszcze mieliśmy dzisiaj ważny wyjazd do klienta. Standardowo wizyta

Czytaj Dalej ->