Najszybsza metoda na poprawę wyników biegowych

Na początku szybkie wprowadzenie. Nie jestem wybitnym, bardzo dobrym czy nawet dobrym biegaczem. Moje nawet najlepsze biegowe wyniki ustawiają mnie w grupie tych najbardziej przeciętnych pokonywaczy kilometrów. Nie jestem śmigaczem, nie jestem pożeraczem, raczej kimś kto spokojnie z luzem i godnością smakuje każdy pokonany kilometr.

Jeżeli do tego jeszcze dodamy pewne wcale nie małe ( na szczęście już wyeliminowane) przybrania wagowe z okresu 2017-2018,  to możne się okazać, że byłem w tym czasie na poziomie dolnej granicy

Czytaj Dalej ->

I po cholerę się tak katować?

Ostatnio zrobiłem sobie przegląd moich zdjęć z niedzielnego maratonu. Trzeba przyznać, że trochę ich tu i tam znalazłem. Do tego nawet krótki filmik jak docierałem do mety. W sumie gdzieś plus minus około setka fotek. Skąd ich tyle sam nie wiem, ale to daje obraz jak dzielnie armia fotografów walczyła na trasie. Jeżeli mieliśmy ponad 6000 uczestników i każdy miał zrobione około 100 zdjęć, to ile razy palce na spuście fotograficznym strzał musiały wykonać. Jestem pełen podziwu dla ekipy naszych pstrykopisów. Kiedyś

Czytaj Dalej ->

Nabieranie biegowej lekkości

Trzeba przyznać, że dla sporej grupy nas, całkowitych amatorów, z wchodzeniem w rytm treningowy po takim startowym wysiłku, jakim jest pokonanie Królewskiego Dystansu bywa różnie. Szczególnie, jeżeli jeszcze miało się takie, jak ja przygody w trakcie, a szczególnie po. W poniedziałek przyznam szczerze, że odpuściłem bieganie. Nie miałem ani ducha, ani siły by wyjść na stałą treningową trasę. Stwierdziłem, że trochę odpoczynku mojemu biegowemu ja się należy.

We wtorek już powiedziałem sobie: nie ma, że boli trzeba

Czytaj Dalej ->

Rewolucja wagowa zakończona

Jak już nie raz pisałem, należę do sporej grupy osób, które mają niestety ciągoty do nadwagi, czy wręcz otyłości. Oznacza to, że jeżeli popuszczę żywieniowe hamulce, to nie ma bata, waga od razu skacze do góry. Problemy z nadwagą miałem praktycznie od czasów dziecięcych. 100 kilogramów ważyłem już w szkole średniej, a mój szczyt wagowy przypadł na początek 2000 roku, kiedy ważyłem ponad 130 kilogramów. Wtedy sobie powiedziałem „basta”, narzuciłem własny rygor żywieniowy i w efekcie zgubiłem ponad 50 kilogramów.

Czytaj Dalej ->

Czy to już jest starość?

Na początku krótkie odniesienie, to wielu komentarzy, które pod moim poniedziałkowym wpisem, zarówno na stronie, jak i Facebook zostały wrzucone. Wiele osób z niemałym szokiem przyjęło fakt, jak ja mogę biegać dłuższe dystanse bez picia. No cóż, do zeszłego roku nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Moje pierwsze 8 maratonów, naście połówek, nie zliczę ile dziesiątek przebiegałem bez łyka wody na trasie. I nie było z tym żadnego problemu. Nie jadłem, nie piłem tylko jak ten wielbłąd podążałem przed siebie.

Czytaj Dalej ->

Podsumowanie poznańskiego maratonu

Na początku zanim przejdę do głównego punktu krótkie nawiązanie do moich wczorajszych przeżyć. Wielkie dzięki za wszystkie komentarze pod wpisem, jak i na różnych portalach Facebookowych, gdzie mój wpis egzystuje. Zgadzam się z Wami, że bieg bez wsparcia napojowo-konsumpcyjnego to szaleństwo. Szczególnie, kiedy pięćdziesiątka zbliża się wielkimi krokami. Nie jestem już młodzieniaszkiem, którego wytrzymałość jest trochę inna. Muszę zacząć wstawiać picie i posilanie się żelami czy innymi ogólnie przyjmowanym przez

Czytaj Dalej ->

A na mecie reanimacja

Niedziela przywitała nas prawdziwą, złotą polską jesienią. Jak na planowany w tym dniu maraton, może nawet zbyt piękną, bo temperatura bliższa była letniej niż jesiennej porze. No, ale nie zmieniło to mojego zamiaru startu w dzisiejszym dniu. Na miejsce postanowiłem udać się komunikacją miejską, zdając sobie sprawę z faktu że przebicie się przez zamykane ekspresowo poranną porą miasto, oraz znalezieniem miejsca parkingowego może wiązać się z prawdziwym mission impassible. Co prawda jazda komunikacją miejską także

Czytaj Dalej ->