Kolejna sobota na parkrun spędzona

Na początku chciałbym podziękować Piotrowi, za wczorajszy komentarz. Szczególnie miło, usłyszeć od zawodowca, że prywatnie opracowany amatorski system treningowo-regeneracyjny jest zgodny z ogólnie przyjętymi wzorcami.

Natomiast dzisiaj rano, kiedy jechałem na Cytadelę, zastanawiałem się, czy uda się dobry wynik „wytupać”.  Jak mam być szczery miałem ku temu pewne wątpliwości, gdyż czułem się lekko fizycznie obciążony. Tak, jakby organizm się albo jeszcze nie zregenerował, albo przeregerował. Cokolwiek to drugie

Czytaj Dalej ->

Piątkowy dzień biegu pozbawiony

No i nadchodzi kolejny weekend. Na razie pogoda iście bajkowa. Słońce, ciepło, lekki parasol chmur nad wszystkim czuwający, przynoszący obietnicę wiosennego deszczu. Nic tylko w pełni oddać się popołudniowemu wyluzowaniu. Dzisiaj, jak pisałem w dniach wcześniejszych, mam dzień bezbiegowy. Czyli wielki, nieutulony stres, połączony z burzowymi czarnymi chmurami błyskające zęby ukazującymi  nad duszą i umysłem zawisły. I na razie wiszą. I kiedy tak nieśmiało zerkam w tamtym kierunku, to odnoszę wrażenie, że w każdej

Czytaj Dalej ->

Wyjazd do Grodziska i inne sprawy

Kiedy rano wychodziłem do pracy, to łapałem w płuca, typowy poburzowy chłodek, którym powietrze było przesycone. Trzeba przyznać, ze wie pogoda, kiedy najlepiej wystawić  artylerię i rozpocząć swój podniebny ostrzał. Dwie noce wstecz,  utulały mnie do snu w oddali słyszalne grzmoty, a krople deszczu miarowym stukotem o parapet wprawiały w niemal narkotyczny trans. Tak mi się wydaje, że może tak właśnie on wygląda. Natomiast tej nocy, to kanonada „pełną gębą” zapanowała nad dachami domów w mojej okolicy. No i

Czytaj Dalej ->

Środowe rozważania biegowe

Ale mi się ładnie częstochowsko tytuł zrymował. Ale nic mam nadzieję, że nie uraziłem niczyich odczuc poetycką głębią nacechowanych

Wracając dzisiaj z pracy do domu, mogłem podziwiać letnią ofensywę w wiosennym terminie. Co oznaczało, że ledwie po pierwszym miesiącu kalendarzowej wiosny, już lato zaczyna słoneczne zęby szczerzyć nad ulicami miast. Cieplutko, słonecznie, nic tylko wziąć i rozłożyć się na plaży w stanie ubranym inaczej. Nie nawołuję tutaj oczywiście do naturyzmu w najczystszej, czy nawet czystej

Czytaj Dalej ->

Ostatni wolny dzień biegacza amatora

Muszę przyznać, że mam dzisiaj zupełnie nietypowy dzień . Gdyż oficjalnie dzień pracujący a ja,  jak to się mówi „ uskuteczniam klasyczne opieprzanie”. Zamiast rano, jak większość oddających się stosunkom służbowym udać się w wiadomych godzinach do pracy, by swoje zadania zrealizować, ewentualnie swoje odsiedzieć, jak kto woli i jak kto ma, to mogłem sobie spokojnie na maksa spać. Co prawda z tym spaniem to wyszło jak wyszło, ale teoretycznie mogłem. Tyle, że teoria bardzo często ma się tak do praktyki, jak seks

Czytaj Dalej ->

Świateczny mistycyzm biegający

Na początku, jak zawsze chciałbym się odnieść do wczorajszego komentarza. A w zasadzie podziękować Cezaremu za miłe słowa. Wiadomo, że kiedy ktoś skrobie sobie na blogu, to głównie po to, by swoje jakieś myśli, wizje problemy gdzieś przelać. Bo kotłują mu się w duszy, gromadzą nabierają mocy, pęcznieją i szukają gdzieś drogi wyjścia. Trochę jak para w czajniku niegdyś na gazie ustawianym, która ze gwizdem i świstem wylecieć w końcu musi. Są różne możliwości jej wypuszczenia. Można pójść do lasu, stanąć

Czytaj Dalej ->

Trochę statystyki z wczorajszego Parkrun

Freelove, cieszę się że trafiłem z rozpoznaniem nicka, natomiast smutek jest związany z faktem, że może jednak chciałeś pójść w bardziej swobodną interpretację. Ale zanim przejdę do analizy wczorajszego biegu, chciałbym trochę powyzywać sam siebie. Wyrównałem swój najlepszy wynik, w sumie mógłbym być zadowolony, ale ( i tu cała wiązanka przekleństw następuje) jedna sekunda, jeden krok szybciej wykonany i byłby rekord pobity. I znowu byłby biegowy orgazm, a tak co najwyżej namiętny buziak z języczkiem połączony

Czytaj Dalej ->