Pogodowi diabli i szatani

Dzisiaj rano, kiedy ruszałem w treningowy tan na dworze słońce upalnymi promieniami chłostało całą okolicę. Na termometrze, mimo dosyć wczesnej pory temperatura była na poziomie 26 stopni Celsjusza. Kiedy wyszedłem na dwór zostałem otoczony niemal piekarnikowym żarem. Chociaż raczej może nie tyle co piekarnikowy, co raczej piekielnym. Czułem się jak w siódmym kręgu piekła u Dantego bombardowany ognistym deszczem na mnie spadającym. No, ale nie ma że gorąc, że upał a pogoda raczej do siedzenia w lodówce niż wychodzenia na

Czytaj Dalej ->

Dokąd się pan tak spieszy?

Na początek krótkie wprowadzenie. Wczoraj radośnie i spokojnie sobie tuptałem na mojej standardowej trasie. Tempo z gatunku biegowo-spacerowego czyli na poziomie gdzieś 6 minut z malutkim hakiem na kilometr, ot tak, by kilometrówkę codzienną, należną odbębnić. Tak na całkowitym luzie i w spokoju.

Kiedy biegłem wzdłuż ulicy nagle z przejeżdżającego obok samochodu z otwartym, jak szeroko oknem dobiegło do mnie głośne, jakby z megafonu pytanie zdane bardzo melodyjnym tonem: dokąd się pan tak spieszy? Z uśmiechem pozdrowiłem

Czytaj Dalej ->

Bardziej koń czy bardziej osioł…

Na początku chcę szybko nadmienić, że dzisiejszym wpisem nie chcę nikogo ani obrazić, ani urazić. To, że będę nas porównywał do obu wymienionych w tytule zwierząt nie ma podłoża prześmiewczego, tylko raczej poważnego, pewnym podziwem wypełnionego. Gdyż będę się odnosił do tych najbardziej pozytywnych i najbardziej pożądanych cech obu tych zwierząt.

Jednak zacznę z tzw. grubej rury pisząc, że w każdej osobie biegającej walczą ze sobą, albo już uzyskało zdecydowaną przewagę jedno z wymienionych charakterów zwierzęcych.

Czytaj Dalej ->

Maraton dla (prawie) każdego

Dla większości ludzi, którzy wcale nie biegają, a nawet dla sporej grupy tych, co od czasu do czasu oddają się tup-pasji określenie: „ przebiec maraton” wywołuje dreszcze, myśli w stylu: głupota, szaleństwo, samobójstwo,  z pewnością nie dla mnie. W końcu start na Królewskim Dystansie jest otoczony pewną nawet mroczną legendą, która wcale dobrze się nie kończy. I dlatego zdecydowana większość z nas tak też do tego biegu podchodzi: „ coś całkowicie poza moimi możliwościami”. O tych, co się rzucają na

Czytaj Dalej ->

Pij bracie ( siostro) pij…

Dzisiaj, w nawiązaniu do robiących się coraz mniej znośnymi warunkami pogodowymi, chciałbym zatrzymać się myślę na bardzo aktualnym temacie czyli nawadnianiu się przed, w trakcie i po bieganiu. Jak to jest z tym piciem osób biegających?

Jak przebiegniemy się wzrokiem po wszelakich mądrych biegowych źródłach, to wszędzie jak byk czy nawet krowa stoi: pić trzeba przed, pić trzeba w trakcie i pić trzeba po. A najlepiej to chyba pić cały czas, bo wtedy nawodnienie organizmu jest najpełniejsze i gwarancja dobrych wyników praktycznie pewna.

Czytaj Dalej ->

Nasze biegowe preferencje

W bieganiu, podobnie jak i w życiu są  miejsca, dystanse, same biegi oraz dziesiątki, jak nie setki szczegółów, które powodują że mamy takie, które bardziej lubimy, a i takie, które nie wyzwalają w nad aż takiego, jak te bardziej lubione ognia. Może to być jakaś konkretna forma treningu, jakaś miejscówka, gdzie najbardziej lubimy tuptać, czy wręcz konkretny bieg czy cykl biegowy, który jest najbliższy naszemu sercu.

Jak już nie raz pisałem, więc zapewne moich częściej odwiedzających mnie gości nie zdziwię, ale

Czytaj Dalej ->

Goniąc zaginiony czas

Kiedyś jeden z francuskich klasyków popełnił powieść pod tytułem „ W poszukiwaniu straconego czasu”. W zasadzie nie tyle co powieść co „siedmiotomowy quasi-autobiograficzny cykl powieściowy” przez wielu krytyków uznawany za arcydzieło. Nie będę wnikał w treść ani opisywał o co tam biega, gdyż rozważania literackie nie są  motywem przewodnim mojego bloga. Jednak pewne skojarzenia mi się nasuwają.

Jak już pisałem wiele razy w ostatnich dwóch latach trochę się „zapuściłem” wagowo, czego efektem były,

Czytaj Dalej ->