Ile razy w roku biegający łapią zająca?

 

Na początku drobne wprowadzenie. Może nie na zasadzie jak u Hitchcocka, że najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie będzie narastać, tylko trochę mniej spektakularnie.

Cofnę się na chwilkę do niedzielnego treningu. Zgodnie z moim wrzuconym wczoraj raportem pokonałem 23 kilometry z haczykiem, ale nie obyło się bez pewnych strat i krwi wylanej. Kiedy biegnę na mojej codziennej trasie, to mam jej profil w duszy i głowie zapisany, rozrysowany, że mogę biec z zamkniętymi oczami wiedząc dokładnie jakie gdzie pułapki i

Czytaj Dalej ->

Weekendowa ofensywa biegowa

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Sławku cieszę się, że powoli wracasz na biegowe trasy i do zobaczenia na Cytadeli.

Do mojego głównego w tym roku startu, czyli poznańskiego maratonu, pozostał miesiąc z malutkim haczykiem, czyli 33 dni. Można napisać, że to oznacza wkroczenie na główną ścieżkę, a w zasadzie już autostradę (ścieżynka to była do tej pory) prowadzącą prosto do utęsknionego startu. W zasadzie nie licząc codziennych treningów, które z racji ograniczeń czasowych

Czytaj Dalej ->

Łączy nas parkrun

Wczoraj rano, jak zwykle kiedy  tylko mam czas i możliwość udałem się na mój ulubiony cotygodniowy bieg, czyli parkrun na Cytadeli w Poznaniu. Piękna pogoda, wolny dzień więc nic nie stało na przeszkodzie, by sobie radośnie potuptać w moim ulubionym cyklu.  Przed startem, jak zwykle witałem się ze znajomymi i obserwowałem kto ze znanych lub mniej znanych, ale jak zwykle interesujących gości nas nawiedził. Jak zwykle było sporo gości z różnych innych lokalizacji.  Parkrun to taki trochę dziwny

Czytaj Dalej ->

Po treningu następny trening

Chciałbym na chwilę jeszcze wrócić do mojej czwartkowej biegowej kombinacji. Tak dla przypomnienia, w środę nie biegałem i za karę w czwartek rano obudziłem się w okolicach drugiej i po 30 minutach bezowocnego przekładania się z boku na bok poszedłem biegać. Zrobiłem sobie nawet jak na moje ostatnie możliwości nawet w niezłym tempie moje treningowe, klasyczne 9 kilometrów, a następnie poszedłem do pracy.

Kiedy wróciłem z pracy byłem z lekka w innym obszarze świadomości z powodu tak delikatnie

Czytaj Dalej ->

Kilometry nie zając, a i tak czasem uciekają

Dzisiaj chciałbym troszkę jeszcze jakby nawiązać do mojego wpisu sprzed dwóch dni o prawie Murphiego podczas biegania. Jak już nie raz pisałem od sierpnia dosyć mocno zaangażowałem się w akcję, pomoc mierzona kilometrami. https://kilometrami.pl/ . Zasady są bardzo proste. Rejestrujesz się i na endomondo zbierasz kilometry, które oprócz Twojego osobistego konta dokładają się do całości zebranej przez wszystkich. Do tej pory ( kiedy piszę te słowa) mam zebrane przez dwa miesiące z malutkim

Czytaj Dalej ->

Kiedy prawie wszyscy śpią, inni biegają

Na początku muszę trochę cofnąć się do mojej zamierzchłej przeszłości, kiedy to jeszcze młodzieńcem, a potem trochę starszym dwudziestoparoletnim młodzieńcem byłem. W tamtych młodych, bujnych i trochę szalonych latach średnio raz na miesiąc, czasem i dwa razy na miesiąc miałem nocki, kiedy nie mogłem spać. Mogłem się położyć do łóżka, ale nawet, gdybym miał światło zgaszone, to całą noc mogłem się bezproduktywnie z boku na bok przewracać. Po paru takich poprzewracanych nocach

Czytaj Dalej ->

Biegający pijący i biegające wielbłądy

 

Każda osoba biegająca zna pewne stałe i zdawałoby się niezmienne prawa i zasady obowiązujące podczas realizacji naszej tup pasji. Jedną z najważniejszych, niemal jak pacierz przez wierzących i praktykujących powtarzaną, jest info: że w czasie biegania musimy pić, nawadniać się i uzupełniać płyny. I to nie mówimy tutaj tylko o samej wodzie, ale każdy szanujący się biegacz na trasie wciąga izo, niemal jak alkoholik wódkę. Z pewnością jest w tym dużo racji i prawdy, bo płyny i elektrolity

Czytaj Dalej ->