Rewolucja wagowa zakończona

Jak już nie raz pisałem, należę do sporej grupy osób, które mają niestety ciągoty do nadwagi, czy wręcz otyłości. Oznacza to, że jeżeli popuszczę żywieniowe hamulce, to nie ma bata, waga od razu skacze do góry. Problemy z nadwagą miałem praktycznie od czasów dziecięcych. 100 kilogramów ważyłem już w szkole średniej, a mój szczyt wagowy przypadł na początek 2000 roku, kiedy ważyłem ponad 130 kilogramów. Wtedy sobie powiedziałem „basta”, narzuciłem własny rygor żywieniowy i w efekcie zgubiłem ponad 50 kilogramów.

Czytaj Dalej ->

Czy to już jest starość?

Na początku krótkie odniesienie, to wielu komentarzy, które pod moim poniedziałkowym wpisem, zarówno na stronie, jak i Facebook zostały wrzucone. Wiele osób z niemałym szokiem przyjęło fakt, jak ja mogę biegać dłuższe dystanse bez picia. No cóż, do zeszłego roku nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Moje pierwsze 8 maratonów, naście połówek, nie zliczę ile dziesiątek przebiegałem bez łyka wody na trasie. I nie było z tym żadnego problemu. Nie jadłem, nie piłem tylko jak ten wielbłąd podążałem przed siebie.

Czytaj Dalej ->

Podsumowanie poznańskiego maratonu

Na początku zanim przejdę do głównego punktu krótkie nawiązanie do moich wczorajszych przeżyć. Wielkie dzięki za wszystkie komentarze pod wpisem, jak i na różnych portalach Facebookowych, gdzie mój wpis egzystuje. Zgadzam się z Wami, że bieg bez wsparcia napojowo-konsumpcyjnego to szaleństwo. Szczególnie, kiedy pięćdziesiątka zbliża się wielkimi krokami. Nie jestem już młodzieniaszkiem, którego wytrzymałość jest trochę inna. Muszę zacząć wstawiać picie i posilanie się żelami czy innymi ogólnie przyjmowanym przez

Czytaj Dalej ->

A na mecie reanimacja

Niedziela przywitała nas prawdziwą, złotą polską jesienią. Jak na planowany w tym dniu maraton, może nawet zbyt piękną, bo temperatura bliższa była letniej niż jesiennej porze. No, ale nie zmieniło to mojego zamiaru startu w dzisiejszym dniu. Na miejsce postanowiłem udać się komunikacją miejską, zdając sobie sprawę z faktu że przebicie się przez zamykane ekspresowo poranną porą miasto, oraz znalezieniem miejsca parkingowego może wiązać się z prawdziwym mission impassible. Co prawda jazda komunikacją miejską także

Czytaj Dalej ->

XX PKO Poznań Maraton – preludium

Może kogoś zdziwić dlaczego w tytule użyłem muzycznego terminu, ale bieganie ma dużo wspólnego z muzyką więc postanowiłem takiego użyć. W końcu jak nastroiliśmy nasze instrumenty nożne, tak jutro zagramy.

Dzisiaj rano, jak to często bywa w sobotnie wolne poranki udałem się na Cytadelę by ponownie w moim ulubionym biegowym cyklu wystartować. Muszę przyznać, że dzisiaj była naprawdę godna ekipa, gdyż 266 osób, to nawet jak u nas jest to bardzo godny wynik. Z pewnością był to jeden z liczniejszych biegów w ponad siedmioletniej

Czytaj Dalej ->

Dwudzieste miasta zamykanie

Przed nami jak to często w naszym mieście się zdarza, kolejny inny niż standardowy weekend w Poznaniu. W tym przypadku będzie to oznaczało zablokowanie lub co najmniej utrudnienie ruchu samochodowego w mieście w godzinach od 8 do 15.30. Dla wszystkich, którzy z jakiś przyczyn w dniu maratonu będą musieli się jakoś przemieszczać po mieście, to będzie wcale nie mały problem. No, ale jest jeden plus. Całe miasto jest odpowiednio oznaczone, opisane oraz ze wszystkich stron bombardują nas informację: uwaga niedziela maraton, jak

Czytaj Dalej ->

Przygotowania do maratonu zakończone

Do najważniejszego startu w tym roku pozostały mi już tylko 3 dni. Wczoraj oficjalnie zakończyłem cykl przygotowań do tego wydarzenia. Jak już wcześniej pisałem biegł on dwutorowo. Pierwszy to było klasyczne przygotowanie biegowe, a drugi można określić jako wagowe.

Pierwszy okres rozpocząłem w drugiej połowie lipca, czyli można napisać, że trwał 3 miesiące, a drugi trwa od grudnia. W obu przypadkach myślę, że osiągnąłem to, co powinienem, ale w drugim jeszcze myślę, ze gdzieś do połowy listopada pociągnę, gdyż

Czytaj Dalej ->