Pokonany przez rozsądek lub kaszel.

Od tygodnia chwyciło mnie i trzyma jakaś forma przeziębienia w typie klasycznym. To znaczy chodzę i kaszlę, a gardło z lekka irytuje stanem zapalnym czyli piekielnym. Oznacz to, że panuje w nim gorąc a demony i szatani co chwile je kują. Chyba większość z nas wie, o czym w tej chwili skrobię. Od poniedziałku do czwartku próbowałem ten stan wybiegać. Oznacz to, że co prawda coś tam zażywałem, znaczy jakiś syrop wspomagany tabletką rozpuszczaną, ale popołudniami zawsze do tego dyszkę dokładałem.

Czytaj Dalej ->

Masochizm biegowy, czyli parkrun lodzik dla każdego

Po dwóch ponad miesiącach nie biegowego konania udałem się dzisiaj z rano do mojej biegowej kolebki, czyli na parkrun na Cytadelę. Jest to miejsce dla mnie szczególnie, bo właśnie dzięki parkrun moja biegowa pasja płonie takim ogniem. O ile moim biegowym inkubatorem jest bieg z klasą, to właśnie kolebką, jest parkrun. Niestety warunki atmosferyczne dzisiaj nie rozpieszczały i zamarznięta ziemia została popieszczona kroplami deszczu i jaki był efekt chyba tłumaczyć nie trzeba. W miejscu zbiórki

Czytaj Dalej ->

Czas wrócić do biegania

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Marku,a ja myślałem, że Ty taki praworządny, a Ty takie podziemne telewizje oglądasz. Co do tego, jak politycy podbiegają do tematu, to wszyscy wiemy.

No i zaczynamy kolejny weekend. Ten będzie bardzo obciążony. Jutro po południu czeka mnie wyskok do Stolicy z rodziną. Tak czasem zdarzają się rodzinne wyskoki. Jednak sobota rano jeszcze będzie wolna. A jeżeli wolna to znaczy, że znowu pojadę, by w ramionach mojej biegowej żony się zanurzyć. Oznacza

Czytaj Dalej ->

Jedna z najjaśniejszych pereł w biegowym morzu

Nie raz już pisałem, że rynek biegowy w naszym kraju przypomina morze, a w zasadzie ocean, w którym napotykamy różne poszczególne imprezy biegowe, jako muszle, kamyki czy inne napotykane naturalne oraz sztuczne morza ozdoby, które na dnie się znajdują. A my biegacze niczym ławice ryb szukamy naszych morskich enklaw, gdzie możemy w spokoju się oddać smakowaniu morskiego pokarmu. Gdyż zdobiące podłoże morza ozdoby są jednocześnie naszym pokarmem, Czasem wśród morskich pokarmowych ozdób zdarza się

Czytaj Dalej ->

Od dzisiaj nago trenujemy curling

No i zrobiła się nam zima. Taka prawdziwa z mrozem, śniegiem i innymi dodatkami zimie przysługującymi. I nasuwa się pytanie, co my tutptacze obojga płci możemy zimą porabiać. Opcji mamy parę. Można zakopać się pod pierzyną i czekać, aż mróz sam ucieknie. Jest to nawet jakaś opcja. Ktoś inny może od czasu do czasu wychodzić, rozejrzeć się i rakiem wycofać do domu. Bo, kiedy na dworze minus, to się siedzi tam, gdzie plus. No, ale dla nas twardych tupaczy mróz nie stanowi większego problemu.

Czytaj Dalej ->

Tańczący, a w zasadzie walczący z urazami,

Muszę przyznać, że bardzo długo udawało mi się unikać urazów i kontuzji podczas biegania. W zasadzie odkąd zacząłem biegać, czyli od sierpnia 2012 roku, do połowy grudnia zeszłego poważniejsze kontuzje omijały mnie szerokim łukiem. Owszem zdarzyły się raz czy drugi poważniejsze urazy, jednak błyskawicznie zostały wyeliminowane.

No, ale jak to mówią znane wyrażenia i przysłowia : „ nosił wilk razy kilka…”, „ do …razy czy lat sztuka”, „ na kogo wypadnie, na tego bęc”, no i bęcnęło

Czytaj Dalej ->

Na czym polega prawdziwa magia parkrun

Na początku jeszcze chciałbym na chwilę odnieść się do komentarza Przema. Masz rację, że nasz Poznań nie do końca jest miastem przyjaznym biegaczom. Owszem biegów jest sporo, miasto na nich zarabia, ale mieszkańcy podchodzą do osób tuptajacych z wielką rezerwą. Szczególnie, kiedy im drogi zamykamy. W sumie nie każdy ma w sobie tyle złośliwości co ja, że kiedy mi drogę zamknięto i nie mogłem przejechać, to tak sie wkurzyłem, ze powiedziałem: to ja wam pokażę i sam zacząłem biegać.

Wczoraj,

Czytaj Dalej ->