Ładowanie do biegowego pieca

Można napisać, że wkraczamy w główny etap przygotowujący nas do poznańskiego maratonu. Do startu pozostało nam trochę ponad 1,5 miesiąca a to już czas by budowanie naszej biegowej mocy skupiało się na głównym, treningowym łubudu. Oczywiście piszę tutaj o takich zwykłych, szarych tuptaczach jak ja, a nie specjalistach, którzy moc mają cały czas w sobie, a tylko im starczy przy ją tylko delikatnie doszlifowali. My musimy za każdym razem niemal od podstaw budować całą biegową postawę dzięki której będziemy mogli we względnym

Czytaj Dalej ->

Czy to upalne biegowe ostatki?

Muszę przyznać, że dzisiejsze bieganko było pod wyjątkowo upalnym jak na początek września pręgierzem. No, ale pogoda pogodą a termin maratonu nie będzie czekał, aż będzie na tyle przyjemnie, by móc się zacząć na luzie, w spokoju i temperaturowym raju się przygotowywać. Dlatego, mimo że rana temperatura była na poziomie 30 stopni swoje kilometry trzeba było zrobić.

Mogę napisać, że jestem obecnie w szczycie szału przygotowującego do najważniejszego tegorocznego startu, dlatego nie ma że boli, że gorąco swoje kilometry

Czytaj Dalej ->

Jak to łatwo zapeszyć

Dobiegam do wniosku, że jednak w żaden sposób nie można pisać przed biegiem o planowanych poprawach rezultatów, celowanych wynikach i innych takich, bo strasznie łatwo jest zapeszyć. Wczoraj pisałem, że pomocniejszych w tym tygodniu treningach spróbuję znowu na parkrun z zeszłotygodniowego wyniku parę do parunastu sekund, jak ostatnio tydzień w tydzień się zdarzało. Od miesiąca faktycznie tydzień w tydzień się wyniki poprawiały, więc miałem jakieś nawet mocne podstawy sądzić, że i w tym tygodniu się uda. I z takim

Czytaj Dalej ->

Jeszcze jeden eksperyment z tętnem

Muszę przyznać, że wczoraj postanowiłem jeszcze raz przeprowadzić eksperyment z tętnem. Z racji, że moje przygotowania do maratonu wkraczają w główną fazę od wczoraj wydłużyłem znowu o trochę mój codzienny kilometraż, a do tego wplotłem w niego 10 minutowych odcinków interwałowych przedzielanych minutą wolną. Czyli klasyczny układ minuta za minutę. Muszę przyznać, że kiedy dobiegłem do domu, to czułem się z wcale nie lekko spocony. Od razu po biegu zbadałem sobie tętno i cóż wynik: 95, czyli to tak zachwalanego

Czytaj Dalej ->

Zakręcone tętno biegacza amatora

Jak już ostatnio pisałem moja szanowna małżonka sprezentowała mi opaskę do biegania. Coś w stylu Mi Banda, ale nie Mi Band, tyle że jeszcze tańsza i posiadająca chyba trochę bogatszy asortyment możliwości. O nazwę nie biega, gdyż nie zamierzam niczego reklamować, natomiast chciałbym się skupić na jednej z funkcji opaski. Biega mi tutaj możliwości mierzenia sobie tętna. No i przyznam szczerze, przedwczoraj i wczoraj od razu po treningu zmierzyłem sobie tętno.

I cóż muszę przyznać, że z lekka się zdziwiłem. Co prawda

Czytaj Dalej ->

Chociaż czarno i burza dookoła, biegamy – pasja woła

Muszę przyznać, że wczoraj wieczorem mieliśmy w Poznaniu taki malutki kataklizm pogodowo-energetyczny. Tak, kiedy w okolicach godziny 18 wybierałem się trening, nagle się zrobiło czarno i rozszalała się na miastem burza. Określenie rozszalała, myślę że prawidłowo określa to co się działo. Wiało jak diabli to tego deszcz połączony z gradem, kiedy się patrzyło z okna to taka ściana deszczowo-lodowa dostrajana takim wiatrem, że okna z framug chciały wylecieć. Po jakimś dosyć krótki w sumie czasie wszystko się uspokoiło

Czytaj Dalej ->

Nam wiek nie przeszkadza

Od czasu do czasu w moich wpisach nawiązuje do mojego wieku i jego wpływu na bieganie. Nie jestem już dawno radośnie hasającym po biegowych ścieżkach młodzikiem, gdyż prawie 50-tka na karku wymaga już niby bardziej rozsądnego spojrzenia na życie. Zresztą kiedy byłem młodzikiem, to raczej o bieganiu wcale nie myślałem, więc z drugiej strony, jak nie teraz, to kiedy.

No, ale już wracam do tematu. 50-tka prawie na karku, człowiek powinien zacząć myśleć o fotelu bujanym, kapciach i czytaniu, czy też wpatrywaniu się uporczywym

Czytaj Dalej ->