Nasza ostatnia wielka reprezentacyjna wrześniowa nadzieja

To miał być taki piękny dla naszych czołowych narodowych drużyn sportowych miesiąc. Nasi koszykarze, siatkarki, siatkarze oraz piłkarze mieli nam dać tyle radości. Miało być tak pięknie, a wyszło… no właśnie jak. Nasi koszykarze owszem awansowali do ćwierćfinałów, ale to było wszystko na co było ich stać i po kolejnych bojach została im walka o 7 miejsce z USA. Niby źle nie jest, bo cel jaki był przed nimi postawiony, czyli ćwierćfinał osiągnięty, ale jakiś niedosyt pozostał. Mimo wszystko.

Z kolei nasze siatkarki

Czytaj Dalej ->

Nawałka nawalił w Poznaniu

Muszę przyznać, że kiedy w listopadzie w blasku fleszy po długich, zażartych negocjacjach Adama Nawałka obejmował fotel trenerski Kolejorza, to miałem pewne wątpliwości, które starałem się w jakiś sposób zagłuszyć. W końcu wielkie jak na nasze krajowe warunki  trenerskie nazwisko, ktoś kto nie uznaje półśrodków, dla którego wszystko jest czarne lub białe i albo uznaje tylko krótkie trzymanie za mordę.. Z drugiej strony  ten niby plus w naszych poznańskich warunkach był jednocześnie ogromny minusem.

Nie

Czytaj Dalej ->

Początek ciężki, a koniec radosny

Muszę przyznać, że zapewne jak większość z nas usiadłem dzisiaj przed tv czekając na pierwszy mecz naszej reprezentacji w eliminacjach do ME, które odbędą się w przyszłym roku. Niestety od początku oglądanie naszej reprezentacji trochę przypominało karmienie szpinakiem  dzieci w przedszkolu czyli jeść musicie, chociaż macie cofkę. Jednym słowem męczarnia, chociaż Austriacy jakoś nie potrafili wykorzystać swoich okazji, a jak już wywołali  pożar pod bramką, to gasił go Szczęsny.  Potem trochę nasi uspokoili

Czytaj Dalej ->

Zmiana popularności dyscyplin sportowych

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Muszę przyznać, że wczorajszy wpis spotkał się z diametralnie różnymi opiniami. O ile Zenek reprezentujący widocznie stronę producentów masek starał się nawet tekst zdyskredytować, to dwaj panowie o imieniu Tomasz zgodzili się ze mną uznając, że maski nie do końca spełniają swoje zadania. Zobaczymy jak przemysł maskowy się rozwinie.

Dzisiaj tak trochę bardziej ogólnie o preferencjach sportowych naszego społeczeństwa. Do tej pory wśród najpopularniejszych dyscyplin, które

Czytaj Dalej ->

Jak się wyleczyć z miłości do piłki nożnej

 

Na początku muszę się przyznać do jednego: od najmłodszych lat byłem wielkim fanem piłki nożnej. Może nie grałem ( co prawda amatorsko na bramce zdarzało mi się postać, kiedy ważyłem dużo więcej i dosyć trudno było mi strzelić, gdyż zajmowałem sporą powierzchnię bramki), ale byłem ogromnym pasjonatem, który zawsze wiedział kto z kim gdzie i jaki wynik osiągnął. Z racji mieszkania w Poznaniu skład Kolejorza znałem na pamięć, rozkład meczów z wyprzedzeniem kilku kolejek w przód i dokładnie co się wydarzyło w dotychczasowych meczach. Do tego oczywiście nasza reprezentacja narodowa i jej mecze. Mam szczęście pamiętać jeszcze mundial w Hiszpanii w 1982 i mimo że miałem wtedy zaledwie 11 lat do dzisiaj pamiętam mecze z Kamerunem, Peru, Belgią, ZSRR, Włochami i Francją. Pasjonowałem się oczywiście piłką klubową z głównym uczuciem do Lecha, ale w meczach pucharowych byłem za wszystkimi naszymi drużynami. Pamiętam sławne potyczki Widzewa z Liverpoolem, Juventusem, półfinał Pucharu Europy w 1983, udział w fazie grupowej Ligii Mistrzów w 1996, chociaż może Poznaniakowi głupio to przyznać, ale pamiętam też wyjście z grupy Ligii Mistrzów Legii i jej odpadniecie z Panathinaikosem. Pamiętam także nieliczne, ale wielkie mecze Lecha z Athletico, Olimpique czy wielkie lanie z Liverpoolem.

Owszem było porażek więcej niż zwycięstw, ale zawsze jakiś płomyk nadziei się tlił, bo potrafiliśmy raz na jakiś czas na wyżyny się wspiąć i powalczyć chociaż przez chwilę jak równy z równym z najlepszymi. Jednak z roku na rok, kiedy obserwowałem, jak nasza piłka jest coraz gorsza, coraz słabsza, to moje zainteresowanie nią spadało. I tu nawet nie biega o to, że z roku na rok jesteśmy coraz słabsi piłkarsko, tylko o inny paradoks. Najśmieszniejsze jest,  że im gorzej nasi kopacze grają, tym większą kasę zarabiają. Najbardziej podrzędny kopacz w naszej ekstraklapie zarabia taką kasę, o której większość z nas nawet nie ma co marzyć. I za to kasę odstawia taką chałturę, że kiedy ktokolwiek z nas by pracował tak, jak oni grają to z hukiem z każdej roboty by wyleciał. Jeszcze żeby za tą kasę grali… Jak napisałem wcześniej: im większa kasa tym gorsza gra. Dlatego sobie powiedziałem, że moja noga na stadionach ekstraklapy nie postanie. Mogę się przejść na mecz jakiejś klasy okręgowej do III ligi włącznie, gdzie jeszcze jest chęć walki i gry, ale tam gdzie kopacze czekają na murawie, niech te 90 minut się skończy by móc zakontraktowaną kasę wyciągnąć, to się długo nie wybiorę.

Jakie jest wyjście? Obawiam się, że kuracja szokowa. Wypieprzyć wszystkie te podrzędne gwiazdeczki, niech idą do prawdziwej pracy, a na boiska wpuścić młodych, głodnych, gniewnych i od nowa zacznijmy budować, kiedy po starym nie pozostanie kamień na kamieniu. Dopóki będą jakiekolwiek podwaliny starego, to każda nowa konstrukcja jak domek z kart się rozsypie. Na razie jedno muszę przyznać: z miłości do piłki jest na długo wyleczony. Na szczęście jest siatkówka, żużel, zimą skoki i nie trzeba oczu męczyć widokiem patałachów kokosy zarabiających. Jedno trzeba przyznać: największy sukces luksemburskiej piłki był tragikomedią, bo inaczej tego nazwać nie można. Gdbyśmy chcieli wskazać miejsce polskiej piłki nożnej, to można napisać że jest dno, sześć metrów mułu i nasza kopana. Teraz pozostało z piłki obejrzeć sobie ewentualnie mecz Ligi Mistrzów czy mecze mędzynarodowe, bo nasz krajowa to wszystko co chciałem już napisałem. Czytaj Dalej ->


Dlaczego tak słabo zaczęliśmy Mundial

Sorry, ale nie mogłem się powstrzymać od wrzucenia kolejnego wpisu o popisach naszych piłkarzy. Jestem nie tylko amatorem biegaczem, ale generalnie interesuję się od najmłodszych lat sportem także jako zagorzały kibic. Może nie z gatunku ultrasów, ale zawsze oglądałem, kibicowałem, ze szczególnym uwzględnieniem występów naszej reprezentacji. I to nie koniecznie dotyczy to wybranej dyscypliny, jak obecnie tak mocno władającej piłki nożnej, ale także koszykówki, siatkówki, dyscyplin Igrzysk Olimpijskich,

Czytaj Dalej ->


Mecz czy trening – oto jest pytanie

No i się zaczęło. Kolejne Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, czyli święto dla fanów kopanej. Nie jest chyba tajemnicą, że także dla wielu nas biegających. Oznacza to konieczność dokonywania często trudnych wyborów. Muszę przyznać, że sam kiedyś byłem wielkim fanem piłki. Niezależnie czy nasi grali czy nie grali w czasie Mistrzostw Świata czy Europy opanowywałem telewizor nie dopuszczając nikogo innego w czasie, kiedy trwały mecze.

Z wiekiem chyba jednak to przechodzi, gdyż muszę przyznać,

Czytaj Dalej ->