Przynajmniej w teorii pozamiatane

Jak sporo myślę osób z ciekawością czekałem na wyniki losowania grup w EURO 2020. Możemy śmiało napisać, że jego wyniki są dla nas raczej bardzo mało łaskawe. Co prawda wychodzą także 4 drużyny z trzecich miejsc, a jeszcze nie wiemy kto będzie w naszej grupie tym czwartym do brydża, ale czy to któraś z Irlandii czy Słowacja to i tak będzie nawet nie pod górkę, ale stromą jak cholera ścianę. Najlepszym dla nas przeciwnikiem wydaje się być Bośnia i Hercegowina, ale to tylko wydaje, a nie raz już na poważnych imprezach

Czytaj Dalej ->

Awans fajnie, ale co dalej

Podejrzewam, że jak większość z nas oglądałem wczoraj mecz naszej reprezentacji ze Słowenią. Oglądało się go tym bardziej na luzie, że było już wiadomo, że awans mamy pewny, więc mogliśmy się „delektować” samym oglądaniem, bez jakiś nerwów i stresu. Myślę, że o samym meczu nie mam co się rozwodzić, gdyż już hektolitry atramentu na jego temat napisano. Awans jest, jedziemy na Euro, cel osiągnięty i pytanie co dalej. Kiedy ogląda się naszą kadrę, to w sumie trudno nie zgodzić się z wiecznym krytykiem naszej

Czytaj Dalej ->

Nasza ostatnia wielka reprezentacyjna wrześniowa nadzieja

To miał być taki piękny dla naszych czołowych narodowych drużyn sportowych miesiąc. Nasi koszykarze, siatkarki, siatkarze oraz piłkarze mieli nam dać tyle radości. Miało być tak pięknie, a wyszło… no właśnie jak. Nasi koszykarze owszem awansowali do ćwierćfinałów, ale to było wszystko na co było ich stać i po kolejnych bojach została im walka o 7 miejsce z USA. Niby źle nie jest, bo cel jaki był przed nimi postawiony, czyli ćwierćfinał osiągnięty, ale jakiś niedosyt pozostał. Mimo wszystko.

Z kolei nasze siatkarki

Czytaj Dalej ->

Nawałka nawalił w Poznaniu

Muszę przyznać, że kiedy w listopadzie w blasku fleszy po długich, zażartych negocjacjach Adama Nawałka obejmował fotel trenerski Kolejorza, to miałem pewne wątpliwości, które starałem się w jakiś sposób zagłuszyć. W końcu wielkie jak na nasze krajowe warunki  trenerskie nazwisko, ktoś kto nie uznaje półśrodków, dla którego wszystko jest czarne lub białe i albo uznaje tylko krótkie trzymanie za mordę.. Z drugiej strony  ten niby plus w naszych poznańskich warunkach był jednocześnie ogromny minusem.

Nie

Czytaj Dalej ->

Początek ciężki, a koniec radosny

Muszę przyznać, że zapewne jak większość z nas usiadłem dzisiaj przed tv czekając na pierwszy mecz naszej reprezentacji w eliminacjach do ME, które odbędą się w przyszłym roku. Niestety od początku oglądanie naszej reprezentacji trochę przypominało karmienie szpinakiem  dzieci w przedszkolu czyli jeść musicie, chociaż macie cofkę. Jednym słowem męczarnia, chociaż Austriacy jakoś nie potrafili wykorzystać swoich okazji, a jak już wywołali  pożar pod bramką, to gasił go Szczęsny.  Potem trochę nasi uspokoili

Czytaj Dalej ->

Zmiana popularności dyscyplin sportowych

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Muszę przyznać, że wczorajszy wpis spotkał się z diametralnie różnymi opiniami. O ile Zenek reprezentujący widocznie stronę producentów masek starał się nawet tekst zdyskredytować, to dwaj panowie o imieniu Tomasz zgodzili się ze mną uznając, że maski nie do końca spełniają swoje zadania. Zobaczymy jak przemysł maskowy się rozwinie.

Dzisiaj tak trochę bardziej ogólnie o preferencjach sportowych naszego społeczeństwa. Do tej pory wśród najpopularniejszych dyscyplin, które

Czytaj Dalej ->

Jak się wyleczyć z miłości do piłki nożnej

 

Na początku muszę się przyznać do jednego: od najmłodszych lat byłem wielkim fanem piłki nożnej. Może nie grałem ( co prawda amatorsko na bramce zdarzało mi się postać, kiedy ważyłem dużo więcej i dosyć trudno było mi strzelić, gdyż zajmowałem sporą powierzchnię bramki), ale byłem ogromnym pasjonatem, który zawsze wiedział kto z kim gdzie i jaki wynik osiągnął. Z racji mieszkania w Poznaniu skład Kolejorza znałem na pamięć, rozkład meczów z wyprzedzeniem kilku kolejek w przód i dokładnie co się wydarzyło w dotychczasowych meczach. Do tego oczywiście nasza reprezentacja narodowa i jej mecze. Mam szczęście pamiętać jeszcze mundial w Hiszpanii w 1982 i mimo że miałem wtedy zaledwie 11 lat do dzisiaj pamiętam mecze z Kamerunem, Peru, Belgią, ZSRR, Włochami i Francją. Pasjonowałem się oczywiście piłką klubową z głównym uczuciem do Lecha, ale w meczach pucharowych byłem za wszystkimi naszymi drużynami. Pamiętam sławne potyczki Widzewa z Liverpoolem, Juventusem, półfinał Pucharu Europy w 1983, udział w fazie grupowej Ligii Mistrzów w 1996, chociaż może Poznaniakowi głupio to przyznać, ale pamiętam też wyjście z grupy Ligii Mistrzów Legii i jej odpadniecie z Panathinaikosem. Pamiętam także nieliczne, ale wielkie mecze Lecha z Athletico, Olimpique czy wielkie lanie z Liverpoolem.

Owszem było porażek więcej niż zwycięstw, ale zawsze jakiś płomyk nadziei się tlił, bo potrafiliśmy raz na jakiś czas na wyżyny się wspiąć i powalczyć chociaż przez chwilę jak równy z równym z najlepszymi. Jednak z roku na rok, kiedy obserwowałem, jak nasza piłka jest coraz gorsza, coraz słabsza, to moje zainteresowanie nią spadało. I tu nawet nie biega o to, że z roku na rok jesteśmy coraz słabsi piłkarsko, tylko o inny paradoks. Najśmieszniejsze jest,  że im gorzej nasi kopacze grają, tym większą kasę zarabiają. Najbardziej podrzędny kopacz w naszej ekstraklapie zarabia taką kasę, o której większość z nas nawet nie ma co marzyć. I za to kasę odstawia taką chałturę, że kiedy ktokolwiek z nas by pracował tak, jak oni grają to z hukiem z każdej roboty by wyleciał. Jeszcze żeby za tą kasę grali… Jak napisałem wcześniej: im większa kasa tym gorsza gra. Dlatego sobie powiedziałem, że moja noga na stadionach ekstraklapy nie postanie. Mogę się przejść na mecz jakiejś klasy okręgowej do III ligi włącznie, gdzie jeszcze jest chęć walki i gry, ale tam gdzie kopacze czekają na murawie, niech te 90 minut się skończy by móc zakontraktowaną kasę wyciągnąć, to się długo nie wybiorę.

Jakie jest wyjście? Obawiam się, że kuracja szokowa. Wypieprzyć wszystkie te podrzędne gwiazdeczki, niech idą do prawdziwej pracy, a na boiska wpuścić młodych, głodnych, gniewnych i od nowa zacznijmy budować, kiedy po starym nie pozostanie kamień na kamieniu. Dopóki będą jakiekolwiek podwaliny starego, to każda nowa konstrukcja jak domek z kart się rozsypie. Na razie jedno muszę przyznać: z miłości do piłki jest na długo wyleczony. Na szczęście jest siatkówka, żużel, zimą skoki i nie trzeba oczu męczyć widokiem patałachów kokosy zarabiających. Jedno trzeba przyznać: największy sukces luksemburskiej piłki był tragikomedią, bo inaczej tego nazwać nie można. Gdbyśmy chcieli wskazać miejsce polskiej piłki nożnej, to można napisać że jest dno, sześć metrów mułu i nasza kopana. Teraz pozostało z piłki obejrzeć sobie ewentualnie mecz Ligi Mistrzów czy mecze mędzynarodowe, bo nasz krajowa to wszystko co chciałem już napisałem. Czytaj Dalej ->