Do boju Polsko!!!!!!!

Musiałem trochę zmienić poranny tekst. Jak już nie raz zdarzyło mi się pisać, są rzeczy ważne i ważniejsze, które powodują, że czasem odbiegam od głównego tematu mojego bloga. No, ale są czasem powody i przyczyny, które powodują zmianę skrobiącego tematu. No i dzisiaj jest taki dzień. Po raz czwarty w swojej historii nasza reprezentacja w piłce nożnej będzie walczyła o awans do półfinału wielkiej piłkarskiej imprezy. Tyle, ze wcześniej to były Mistrzostwa Świata,  tym razem Europy.

Czytaj Dalej ->

Piwo, izo i bieg

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Michu masz rację, że muzeum poetki mieści się na Gajowej w jej dawnym mieszkaniu.

Kiedyś, w XX wieku było bardzo modne powiedzenie: sex,drugs and rock&roll. I na tym haśle wychowały się pokolenia młodzieży. Może nie przez wszystkich brane dosłownie, ale wszyscy z lubością słowa te głosiliśmy wszem wobec i gdzie się dało i nie dało.

Teraz człowiek trochę starzeje i zmieniają mu się priorytety. Wielka słowna trójka niegdyś  napędzająca większość

Czytaj Dalej ->

Chamski jak Szwajcar

Za nami jedna z najgorętszych sobót tego roku. I to nie tyle w sensie pogodowym, co raczej emocjonalnym. O biegu Świętojańskim pisałem już wczoraj i dzisiaj rano, ale to był tylko drobiazg, w porównaniu z tym, co działo się podczas EURO we Francji. Oczywiście skrobię tu o meczu 1/8 finału między nami a zdawało się grzecznymi i stonowanymi Szwajcarami. O meczu napisano już tyle, że w zasadzie nic więcej chyba dodać nie można. To, że Milik przechodzi sam siebie w pudłowaniu z idealnych sytuacjach

Czytaj Dalej ->

Cud mniemany, czy przełamanie klątwy Piechniczka?

Ja wiem, że ostatnio przebiegłe ze spraw czysto biegowych w piłkarskie. Domyślam się, że parę osób może to razić, ale są rzeczy ważne i troszkę ważniejsze. A ja interesuję się wszystkim, co ważnego w moim odczuciu dzieje się w naszym kraju. Ostatnie dni, to oczywiście EURO 2016. Jak pisałem wcześniej, wczoraj po pracy udaliśmy się służbową ekipą w poszukiwaniu wolnego pubu, gdzie można obejrzeć mecz. Wbrew pozorom to nie było łatwe zadanie, gdyż każdy znajdowany po drodze lokal z TV,

Czytaj Dalej ->

Parkrun w rytmie Chopina czyli impuls biegacza amatora

Na początku, jak zwykle w tym miejscu i czasie. Lucjanie, jeżeli kogoś  podnieca i do stanu przepełnionej namiętnością pasji doprowadza onanizowanie w miejscach publicznych, to jedynie co, to mogę mu życzyć, by mandaty z daleka go omijały. Jego życie, jego prawo, jego onanizm, każdy ma swoją życiową karmę i niech mu wybiegnie na zdrowie.

Muszę się przyznać szczerze, że w tym tygodniu praktycznie nie biegałem. Moje tuptanie do granicy zero zostało sprowadzone. Raz w środę przebiegłem się i

Czytaj Dalej ->

Nałogi biegacza amatora

Muszę się przyznać, że jestem klasycznym typem nałogowca. Oznacza to, że muszę mieć jakiś nałóg, które w ten czy inny sposób wypełnia moje życie. Od najmłodszych lat moim głównym nałogiem były słodycze. Muszę przyznać, że uwielbiałem je w każdej formie i ilości. Czekolada, cukierki, wafelki wszystko co w trudnych czasach mojej młodości ( komunizm, stan wojenny) można było dostać i zjeść. Dla tych, co tamtego okresu nie pamiętają, niemożliwe praktycznie jest do wyobrażenia sobie

Czytaj Dalej ->

Wykrakany, wyproszony u Najwyższej Instancji cud

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Robercie krócej znany, cóż ciągnie, ale to temat na osobny, popołudniowy wpis.
Zdaję sobie sprawę z faktu, że wiele osób może się dziwić, dlaczego na blogu czysto biegowym, tak wiele informacji, że tak skrobnę „pozabranżowych” się znajduje. No, ale są rzeczy istotne, ważne, ale są i ważniejsze. Oczywiście skrobię tutaj o wczorajszym meczu z Niemcami. Wiem, że jest spora grupa naszych Rodaków, którym sport, a szczególnie piłka nożna

Czytaj Dalej ->