Wielka Sobota na Parkrun

Freelove, akurat pomysł z nabijaniem chipa, to był taki mój żarcik, podobnie jak pozostałe wczorajsze wizje opisujące co można z nim zrobić. Natomiast co do Twojego Nicku, to chociaż ze smutkiem, ale przypuszczam, ze jest to związane z jednym z utworów Depeche Mode, pod tym tytułem, ewentualnie wolność miłości, na zasadzie „kocham wszystkich ludzi”. Ale mimo wszystko nie podejrzewam, byś aż tak był miłującym wszystko i wszystkich pacyfistą życiowym. Ale jeżeli tak, to pełen szacunek.

Natomiast dzisiaj relację z sobotniego

Czytaj Dalej ->

Piątkowe wizje biegacza amatora

Jak zwykle zaczynam od wiadomo czego, czyli porannych ( gdyż ciągle jeszcze jest ranek) rozmów Polaków. Freelove, to że chip trzeba odebrać w dniu zawodów, mnie akurat nie martwi. Gdyż w domu jeszcze by mógł ulec uszkodzeniu, gdybyśmy np. po pijaku trafiali w niego rzutkami zamiast do tarczy, albo gdybyśmy w napadzie fantazji sprawdzali jego wytrzymałość na twardym podłożu. Inna możliwość, ktoś wyjątkowo zdolny mógłby chcieć jeszcze przed startem „przekręcić” sobie licznik i wyjść na sam bieg z „wczytanym”

Czytaj Dalej ->

Operację Interrun czas zacząć

Jak zawsze zaczynam od odpowiedzi na wczorajszy komentarz. No cóż Sławku, dylematy biegaczy, to coś co zawsze im towarzyszyć będzie. Czy i kiedy w końcu wejść na wyższy poziom biegowy? Czy już, czy może jeszcze poczekać? Oczywiście z półmaratonem miałem je także, ale u mnie był on zaplanowany już prawie rok wcześniej, więc może dlatego ostatni okres, to było raczej luźniejsze oczekiwanie. Pożary zapłonęły dopiero w dniu startu. Tak samo jest teraz z królewskim dystansem. Mimo, że jeszcze ponad rok do ewentualnego

Czytaj Dalej ->

Sny o Królewskim Dystansie

Muszę się cichutko przyznać, że od pierwszego startu w półmaratonie, moje myśli coraz częściej krążą dookoła „królewskiego dystansu”. Nie bez powodu się uważa, że start i dobiegnięcie do mety w maratonie jest ukoronowaniem wszystkich treningowych wyrzeczeń biegacza. I nie mówimy tutaj o wyniku, o miejscu, bo w końcu jesteśmy amatorami. Jedni tylko bardziej, a inni może trochę mniej „amatorskimi”. Dla nas nadrzędnym celem jest sam fakt startu i dobiegnięcia o własnych siłach do mety. Natomiast czas czy miejsce

Czytaj Dalej ->

Jak codzień, biegowe przemyślenia biegającego amatora

Kiedy opublikowałem wczorajszy tekst nasunęły mi się po ( jak zwykle po fakcie) pewne mało optymistyczne refleksje. No cóż, opublikowane sprawa zamknięta, albo dopiero otwarta. Byle by się nie „rypła”. Kiedy w sobotę przyjdę na Parkrun z podbitym okiem, to znaczy, że tekst czytała moja żona. Jeżeli oba narządy służące do patrzenia, będą otoczone fioletową obwódką, to znaczy…. ok już bardziej się nie wkopuję.

Natomiast przechodząc do dzisiejszych spraw biegowych( a nawet wczorajszych, bo z racji rozważań o lekkim

Czytaj Dalej ->

Motywacje biegacza amatora

Dzisiaj chciałbym zatrzymać się na komentarzach, do wrzuconych komentarzy, z zwłaszcza jednego, dzięki któremu będę ukazać pełnię mojej biegowej motywacji. Jednak na początku zacznę od Tgrega. Tak wiem, że ostrzegaliście mnie przed pasta party przed półmaratonem i sam jestem sobie winny, że zdecydowałem się pójść. Ale wyszedłem z jednego prostego założenia. Aby w pełni móc ocenić poznański Półmaraton, muszę zasmakować wszystkich jego elementów. I tych, biegowych i tych organizacyjnych i w końcu tych kulinarnych

Czytaj Dalej ->

Trochę statystyki z wczorajszego Parkrun

Wczoraj sobota obdarzyła nas wyjątkowo piękną pogodą. Można było przewidzieć, że spowoduje to napływ wielu biegaczy na kolejny bieg Parkrun. I tak się właśnie stało. W sobotę tym razem wystartowało aż 130 osób, co spowodowało w tym roku kalendarzowym, był to bieg, który zalicza się do grupy tych bardziej licznych. Może do tych rekordowych sporo mu brakowało, ale i tak była to liczebność nad którą wypada z szacunkiem się pochylić. W całej grupie, tym razem było 35 pań, czyli klasyczny układ trzech panów na jedną

Czytaj Dalej ->