Piątkowe skrobanie bez codziennego biegu

Na początku zaczynam jak zwykle, więc już nie skrobię z czym, bo szanowne czytające i równie szanowni czytający, którzy zaglądają wiedzą, a osoby, które pierwszy raz wstąpiły w moje obszary zapewne się domyślą. Robert masz rację tanio nie jest, ale myślę tutaj może jakąś firmę wspomagającą znaleźć ( idealnie nawet nie jedną), która lub które chciałaby się włączyć do organizacji i wtedy koszty byśmy „ścieli”. Coś mi po głowie zaczyna chodzić. Ale to jak się spotkamy w większym gronie chętnych do

Czytaj Dalej ->

Kolejna szalona wizja biegacza amatora

Na początku jak zwykle zaczynam od tego od czego zazwyczaj, czyli odpowiedzi na wczorajsze komentarze. Freelove, masz rację, że są biegi i biegi. Tam gdzie dbają o biegaczy, a organizacji nie można nic zarzucić i tam gdzie podchodzą, że tak skrobnę „z dużym luzem”. Pod koniec roku będę chciał zrobić taką ogólną ocenę i ranking biegów w którym brałem udział. Fajnie, gdyby do tych moich można było dorzucić te, w których w których odwiedzający mojego skromnego bloga brali udział. Dzięki temu na koniec roku można

Czytaj Dalej ->

Parkrunobus gotowy na chyże zawody

Zanim przejdę do rozwinięcia dzisiejszego tytułu, jak zwykle zaczynam w tradycyjnym stylu, czyli odpowiedziami na uwagi, sugestie czy nawet zawoalowaną krytykę. Dzięki Freelove za słuszne uwagi i zwrócenie w tym, czy tamtym miejscu na pewne niedociągnięcia. Pisząc i  pisząc opętany szałem skrobania, czasem człowiek się zapomina, a w czasie sprawdzania jeden czy drugi szczegół może umknąć krytycznej ocenie autocenzora. Co do dzwonienia tam czy tu, cóż nie mam zahamowań i jak będzie taka potrzeba to się skontaktuję z

Czytaj Dalej ->

Wielkopolska jesień półmaratonami zdobiona

Powoli, ale nieubłaganie zbliża się biegowa jesień. Okres, w którym oddzielony zostanie ( a w zasadzie oderwany), tkwiący we mnie ciągle biegacz młodzieniec i wejdę w etap dorosłego ( ale jeszcze nie w pełni dojrzałego) biegania. Dlaczego tak uważam? Kiedy zaczynałem biegać dwa lata temu, pierwsze pól roku, to był etap biegowego niemowlęcia. Ot biegałem sobie codziennie 3-4 kilometry, do tego od czasu do czasu, gdzieś przypadkiem znaleziona, wyniuchana,  jakaś piątka. Kiedy w październiku poszedłem na pierwszy parkrun,

Czytaj Dalej ->

Takie sobie poniedziałkowe skrobanie

Na początku zaczynam jak zwykle, czyli już raczej  nie będę skrobał, o co chodzi, tylko od razu przechodzę to istoty, sedna, kwestii, jądra (ups) zagadnienia. Nie wiem, czy mi się zbytnio nie namieszało, ale fajnie brzmi.  Robercie masz rację, ze przychodzi bieg, w którym się biegnie nie dla wyniku, tylko dla przełamania samego siebie. Pokonania kryzysu, który wcześniej czy później każdego z nas dopadnie. Czasem na początku, czasem w połowie a czasem na samym końcu trasy. I tak naprawdę diabli wiedzą, kiedy jest najlepiej

Czytaj Dalej ->

Tradycyjna analiza sobotniego parkrun

Na początku jak zwykle nawiązuję do wczorajszych komentarzy. Użycie tym razem formy mnogiej jest trochę przerostem formy nad treścią, gdyż był jeden, ale tak utrzymany jest ton wcześniejszych wstępów. Robercie moje odczucia, co do wczorajszej wizyty w Reh Med są zamieszczone na końcu dzisiejszej analizy. Dzisiaj  tradycyjnie w niedzielę, kiedy jest taka możliwość chciałbym wrócić do wczorajszego biegania, oraz przestawić delikatną analizę statystyczną 101 Parkrun. Może bez rocznicy, ot taki typowy kolejny z serii bieg.

Czytaj Dalej ->

Jak sobota, to tylko na Parkrun

Jak co sobotę o szóstej rano, mój wewnętrzny budzik poderwał mnie na nogi. Przez chwilę moje ciało leciutko się buntowało, trochę na zasadzie,” jak raz sobie odpuścisz, nic się nie stanie, przecież mamy sobotę”. Ale jak tylko usłyszałem nazwę dzisiejszego dnia tygodnia, to tak „zjechałem” zbuntowane fragmenty buntujące cała, że ucichły i lekko obrażone wycofały się w niepoznane otchłanie moich czeluści. Niczym już nie powstrzymywany zerwałem się z łóżka, coś przekąsiłem, wyprowadziłem psicę i podpalony

Czytaj Dalej ->