Coraz ciebie mniej

Do maratonu coraz bliżej, więc moje przygotowania, przynajmniej biegowe wkroczyły już w ostatnią fazę. Dlaczego piszę, „przynajmniej biegowe”? Wynika to z faktu, że mojego tegoroczne przygotowania odbywały się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to było czyste bieganie, gdzie etap przygotowań rozpocząłem w czerwcu i trwa do dzisiaj, a trwać będzie aż do startu. Jak tutaj działam i jakie efekty uzyskuję, nie raz już pisałem, więc nie będę do tego wracał.

Druga nie mniej ważna płaszczyzna, to jest moja walka z wagą.

Czytaj Dalej ->

Kiedy czujesz, że biega się lżej (lepiej)

Muszę przyznać, że od czerwca, kiedy zmieniłem mój cykl treningowy czuję ogromną różnicę w tym jak mi się biega. Przez wcześniejsze niemal dwa lata ( do grudnia zeszłego roku) moje bieganie ograniczało się do jednego kółka pod domem i czasem, ale sporadycznie tak do może dyszki. I to było wszystko. Moje wyniki biegowe na parkrun oscylowały w granicach trzydziestu minut z plusem, co było, że tak napiszę nawet jak na mnie bardzo, ale to bardzo słabo. W zeszłym roku podczas maratonu owszem udało się doczłapać do mety,

Czytaj Dalej ->

Miesiąc do maratonu

Do mojego głównego startu w tym roku, czyli poznańskiego maratonu pozostał równy miesiąc. 20 października wraz z grubo ponad 6 tysiącami innych zapaleńców, pasjonatów, wariatów, jak kto woli ruszymy na ulice Poznania, by powku… znaczy się podenerwować kierowców, że znowu miasto korkujemy.

W takiej sytuacji zawsze nasuwa się pytanie: na jakim etapie przygotowania powinniśmy teraz być, by podczas startu wszystko dobrze się skończyło. W zeszłym tygodniu na parkrun rozmawiałem z biegającym twardzielem, który stwierdził,

Czytaj Dalej ->

Weryfikacja tętna biegacza amatora

Muszę przyznać, że postanowiłem zweryfikować moje biegowe tętno. W tym celu zaopatrzyłem się w bardziej realne urządzenie znanej biegowej marki służące min do właśnie mierzenia tętna w czasie biegu. No i podczas ostatnich dni za każdym razem sprawdzałem moje tętno na całym treningowym odcinku moich obecnie pokonywanych nastu kilometrów.

No i muszę przyznać, że wyniki są bardzo zbliżone. Można napisać, że biegam w przedziale 132-140. Kiedy przyspieszam, a szczególnie robię interwały, to zdarza mi się, że trochę

Czytaj Dalej ->

Kiedy biega się nam lżej

Ostatnio od czasu do czasu wrzucam wpisy związane może nie z samym bieganiem, ale tym co jakże je wspomaga czyli odchudzaniem. Jak już parę dni temu wspominałem w okresie ostatnich 9 miesięcy schudłem prawie 21 kilogramów, czyli osiągnąłem już prawie odchudzające „oczko”.

Jak to robię wolę się zbytnio nie rozpisywać, gdyż już wcześniej trochę już trochę pisałem na ten temat i zdaję sobie z faktu, że moje metoda jest z gatunku hardcorowych. Nie jest ona lekka, łatwa i przyjemna, gdyż nie raz i nie dwa czułem ssanie

Czytaj Dalej ->

Jak to jest z odchudzaniem w czasie biegania

Na początku krótkie wprowadzenia. Jak już nie raz pisałem w tematyce odchudzania jestem praktykiem, a nie teoretykiem, więc korzystam w moich rozważaniach na moich wcale nie małych myślę w tym zakresie doświadczeniach. Nie licząc wielu nieudanych wcześniejszych prób mam w moim „portfolio” dwie kampanie zakończone myślę, że sporymi sukcesami. Pierwsza dotyczy mojego pierwszego wielkiego zbijania czyli lat 2000-2004, kiedy zgubiłem 57 kg. Na ten temat już wiele razy pisałem, więc nie chcę do tego wracać.

Drugą kampanię

Czytaj Dalej ->

Nabieranie biegowej lekkości

Dzisiaj troszeczkę o moim treningu. Muszę przyznać, że tym razem do maratonu przygotowuje się zupełnie inaczej, niż w poprzednich latach. Nawet, kiedy biegałem pod czujnym okiem Andrzeja, to ten trening miał zupełnie inny smak. Może dlatego, że biegam całkowicie zgodnie z fantazją danego dnia.  Mam co prawda jakieś wstępne założenia, kiedy wychodzę z domu, ale często w czasie samego treningu są one zmieniane, korygowane i dostosowywane do sytuacji. Można śmiało zapisać, że jest to trening elastyczny. Mimo, że założonych

Czytaj Dalej ->