Biegać dla czasów, czy dla przyjemności

 

Ktoś może powiedzieć, że pytanie zadane w tytule jest błędne z natury. Tak naprawdę i tak zawsze biegamy dla przyjemności, a uzyskane czasy, życiówki to taka wisienka na torcie naszej biegowej pasji. Tyle, że nie zawsze i nie do końca tak jest.

 

Kiedy biegamy dla czasów, a naszym głównym pragnieniem jest poprawa wyników, gonienie za zyciówkami na poszczególnych dystansach, to nasz trening musi przyjąć postać harówki, a sam bieg wojnę z czasem i naszymi słabościami. W czasie treningu musimy wprowadzać różne

Czytaj Dalej ->

Biegowe szaleństwo zapisowe

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Angela zgadzam się z Tobą w temacie Koron i różnych projektów biznesowych dookoła krążących. Mamy tutaj i plusy, jak i pewne minusy, ale jeżeli komuś frajdę daje taka właśnie motywacja, to cóż niech go czy ją wspiera.

Dla większości z nas nawet z tuptającej grupy i chyba dla wszystkich spoza naszego tup środowiska wydaje się, że zapisanie się na wybrany przez siebie bieg, to żaden problem. W końcu nawet jeżeli jest jakiś limit na poziomie chociaż tylko tysiąca osób

Czytaj Dalej ->

Maratońska godzina “Z”

Na chwilę chciałbym jeszcze wrócić do porannego wpisu. Może nie w znaczeniu Korony, ale raczej marzeń. No właśnie. Zatrzymajmy się tutaj na takim głównym i dla wielu jakby wymarzonym biegowym daniem, jakim jest Królewski Dystans. Nie posuwam się tutaj w tematy ultra, bo dla zdecydowanej większości z nas to cel, który jest jakby głównym punktem sezonu. Dla niektórych tych punktów jest co prawda więcej, ale dla większości starcza jeden. W końcu maraton to nie jest już jakaś startowa popierdółka, tylko dystans którego

Czytaj Dalej ->