To dopiero była noc…

No działo się na Igrzyskach. A nawet nie tyle co działo, co armata. Najpierw cały dzień żyliśmy wyczynami  Oktawii Nowackiej, która przez cały dzień prowadziła w pięcioboju pań. A wiadomo, że pięciobój to królewska dyscyplina Igrzysk Olimpijskich, która jest na nich rozgrywana od XII Igrzysk w 708 p.n.e. Co prawda wtedy dyscyplina na trochę się różniła od obecnego pięcioboju, no może trochę więcej niż trochę, ale co tam. No i nasza Oktawia prowadziła przez 4 pierwsze konkurencje i na bieg ze strzelaniem ruszyła z 12 sekundową przewagą. No i taki drobiazg, że trzy miesiące przez Igrzyskami odłożyła kule po paskudnej kontuzji. Jeszcze na ostatnim strzelaniu prowadziła. I do 800 metrów do mety także. No, ale sił na ostatnich metrach zabrakło. Miało prawo zabraknąć, a w zasadzie musiało, bo walczyła z bólem i śladami kontuzji. Ale ona dała z siebie wszystko i ten brąz jest jej wielkim sukcesem. Brawo, brawo, brawo jest Wielka.  Jak to Ona powiedziała: „żebym miała paść, zemdleć czy umrzeć musiałam dobiec.

Potem przybiegł czas na piłkarzy ręcznych. Siatkarze, którzy byli wg naszych dziennikarzy faworytami do złota niestety zawiedli. Piłkarze ręczni zaskoczyli już pokonaniem Chorwacji. Przed półfinałem znowu pompowano balon, jakby mimochodem zaznaczając, że gramy bez Jureckiego. No i początek był, jaki był, od razu schody i to cholernie wysokie i jeszcze jakie strome. Było już 1:4 i wydawało się, że to już początek końca. Ale niczym lwy podnieśli nasi głowy i ryknęli, tak aż sala się zatrzęsła. W 12 minucie było już tylko 4:5. Niestety nim ryk przebrzmiał synowie mrozu go mocno schłodzli.  No i zrobiło się 5:8. No, ale wtedy wszedł Wyszomirski do bramki, I znowu zabrzmiał biało czerwony ryk naszego lwa i dobiegliśmy do remisu. Wtedy trener potomków Hamleta wziął czas, po którym niestety nasi rywale odskoczyli na dwie bramki. W odpowiedzi Bielecki wypalił ze swojej armaty.

W międzyczasie nasze dziewczyny ze sztafety 4X400 z trzeciego, bo z trzeciego miejsca, ale wbiegły do finału. W taekwondo Piotr Paziński  uzyskał w repasażach prawo walki o brązowy medal.  W boju o finał w piłce ręcznej co chwile nam Duńczycy odjeżdżali nam na parę bramek, ale nasze lwy za każdym razem odgryzały się jak można.  Trzy razy dobiegaliśmy do remisu, ale tuż przed końcem pierwszej połowy jeszcze nam spece od lodu odskoczyli. Jedna drobna refleksja po 1 połowie. W 16 minucie za Szmala pojawił się bramce Wyszomirski. Straciliśmy podczas gry obu bramkarzy po 8 bramek, tyle że podczas pierwszej połowy części za Szmala strzeliliśmy 5 bramek, a w drugiej połowie za Wyszomirskiego 10.

Początek drugiej połowy z lekkim wskazaniem na naszych. Nawet po raz pierwszy nasze lwy objęły na chwilkę prowadzenie. Niestety gramy w osłabieniu, ale to czas Lijewskiego, który się przebudził i trafił dwa razy. Niestety dwa razy graliśmy w osłabieniu. Mimo osłabienia prowadziliśmy, ale za każdym razem Hamleci nas dobiegali. Co i tak nie zmienia faktu, że Wyszomirski to twierdza. Tylko, czy jest w stanie sam ten mecz wygrać?

Nasza sztafeta 4X400 metrów cudem, bo cudem ale awansowała do finału. W rzucie młotem znowu nadmuchany balon zbliżał się do huku. Dwie spalone próby. Na szczęście protest naszego zawodnika został zaliczony i awansuje z 7 rezultatem do ścisłego finału. Wieki huk po kraju się rozległ, bo to kamienie z serc pospadały. Ale tylko na chwile, bo znowu kolejne nam przybyły, gdyż to co się działo podczas meczu piłki ręcznej przechodziło granicę rozumienia. Gdyby nie Wyszomirski,… W teakwondo niestety 0:8 dla rywala naszego zawodnika, więc już raczej pozamiatane. No i faktycznie przegrał. Takie prawo.  A podczas meczu piłki ręcznej wiadomo, że będzie horror. Bramka za bramkę obrona za obronę. To nie mecz to wojna. Takie wojny przechodzą do historii. 30 sekund do końca nasi rywale prowadzą. Ale pełen podziw i szacunek. Nie ważne, jak się skończy dla nas jesteście mistrzami Panowie. I jeeessssttt Daaaassssszzzzzeeeekkkk dogrywka. Co za rzut, co za mecz. W  dogrywce już niestety o tą jedną bramkę…. Od początku odbiegli nam na trzy bramki.. Ale nie zmienia to faktu, że takie mecze piszą historię, one w pamięci na długo pozostaną. Brawo Polacy dziękujemy za serce, walkę i emocje. Powiedzmy sobie szczerze. Hamleci byli faworytami i byli trochę lepsi. W zasadzie to my cały mecz goniliśmy wynik. W pierwszej połowie ani razu nie wyszliśmy na prowadzenie. W drugiej jak się zdarzyło to góra na jedną bramkę, a nasi rywale to potrafili i na kilka goli nam odbiec. Co nie zmienia faktu, że to był mecz, którego jeżeli ktoś nie oglądał niech żałuje. Wyszomirski i wszystko jasne.

Na osłodę został rzut młotem. Był to młot emocji. Nasz zawodnik walczył nie tylko z samym młotem, ale także z sędziami. Na szczęście się nie poddał, walczył do końca i mamy kolejny medal. Co prawda „tylko” brązowy, ale no to co się działo, to super. Miał być w rzucie młotem medal i był. Liczyliśmy, że raczej zdobędzie go Paweł Fajdek, ale ten niestety przegrał sam z sobą.

To był noc…. Z tego wszystkiego zaspałem na parkrun. Ale za to 30-stkę sobie dzisiaj zrobię. Tak dla odstresowania.


4 thoughts on “To dopiero była noc…”

  • 1
    ~Robert on Sierpień 20, 2016 Odpowiedz

    Ja zarwałem nockę na oglądaniu przedwczoraj, czekając na finał 200m z Boltem. Poszedłem spać koło 4 rano… Dzisiaj już nie dałem rady czekać na młot czy ręcznych.

    Za cztery lata chyba będzie jeszcze gorzej, w Tokio będzie przesunięcie 10 godzin ale w drugą stronę, trzeba będzie oglądać od 4 rano na start 😉

  • 2
    ~Robert_II on Sierpień 20, 2016 Odpowiedz

    Działo się działo,… a rano parkrun 🙂

    • 3
      ~Robert on Sierpień 20, 2016 Odpowiedz

      Dostajesz karnego kaktusa (jak to niedawno fajnie określił paweł czapiewski mówiąc o narzekaniach pawła dobka na trenera) za kolejne zaspanie na parkrun !!! A było dzisiaj wyjątkowo fajnie.

      • 4
        ~Robert_II on Sierpień 20, 2016 Odpowiedz

        Byłem, widziałem, potwierdzam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.