Szansa na sukces… na Igrzyskach

Przez ostatnie 16 dni żyliśmy jedną z największych imprez sportowych rozgrywanych na naszym globie czyli letnimi Igrzyskami Olimpijskimi. Tradycyjnie przyniosły nam trochę radości, trochę chyba więcej rozczarowań i smutków, a najwięcej to emocji. Nasza reprezentacja licząca 240 zawodników przywiozła 11 medali, czyli ciut mniej niż 5% startujących przywiozło do kraju oznakę swojej chwały oraz godne podsumowanie swojej ciężkiej pracy. Pytanie, czy to dużo, czy mało czy w sam raz, na miarę naszych obecnych możliwości.

Przyznam szczerze, że najbardziej mnie bawią nasi sportowi zawodowi  dziennikarze z różnych sportowych gazet, portali, a szczególnie telewizji i radia. Najpierw dmuchali balon pisząc o medalowych żniwach i innych takich, wyszukując medali wszędzie gdzie się da i nie da, a teraz… cytuje Onet: „Polska lista rozczarowań i niepowodzeń”. No cóż to takie nasze bardzo polskie. Najpierw pompujemy, ładujemy, rozpalamy emocje, a potem na zawodników łupu cupu i  po łbie i gdzie jeszcze się da.  A kiedy się okazuje, że nie dali radu, to krzyki rozpaczy, złorzeczenia i przeklinania są tak głośne, że aż szyby w oknach drżą. Pytania zadawane ze wszystkich stron, czy musiało tylu jechać, czy nie trzeba było wysłać tylko faworytów. No tak, ale paru faworytów także zawiodło i pytanie, co bardziej boli, czy to że są ci, co tak zawiedli, czy radują ci, którzy niespodziewanie medale przywieźli. No i ogólny krzyk, że za nasze pieniądze. Sądzę, że mam rozwiązanie tego problemu na przyszłość. Niech jadą tylko Ci, którym na tym zależy i którzy chcą, ale naprawdę chcą coś na Igrzyskach zdziałać dla kraju, a nie jadą tylko jako turyści. Jak tego dokonać? W bardzo prosty sposób.

Każdy z zawodników biorących udział podpisuje oświadczenie, że zobowiązuje się do zajęcia miejsca minimum pierwszej dziesiątce. ( w przypadku lekkoatletów w ósemce, w przypadku różnych sportów „drabinkowych” minimum ćwierćfinał. I jeżeli cel jest osiągnięty, to wszystko ok, nikt nic nie mówi. Bo widać było, że walczyli starali się, a medali jest tylko trzy i nie zawsze uda się do nich doskoczyć. Ale jeżeli ktoś daje z siebie wszystko, a nawet więcej, to nie mamy nic do zarzucenia, trudno siła wyższa, starali się, walczyli najlepiej jak potrafili… ok. Natomiast, jeżeli ktoś zawalił ( nie chcę wymieniać, lista jest godna, każdy może sam przynajmniej parę nazwisko wymienić), to zwraca kasę za wyjazd z własnej kieszeni. Każdy może się wybrać na wycieczkę, ale niech wtedy płaci za to sam, z własnej kieszeni, a nie z naszej. I kiedy będzie tak postawiona jedna z poprzeczek kwalifikacji olimpijskich, to jak ktoś już pojedzie, to da z siebie wszystko. Podejrzewam, że nasza kadra byłaby wtedy dużo szczuplejsza i pojechaliby tylko walczaki, a turyści zostali by w domu. No chyba, ze za własną kasę by chcieli pozwiedzać.

W końcu nikt im tego nie broni, niech mają przygodę życia, proszę bardzo, ale nie za naszą kasę. Już widzę ten przesiew i kto by na dzień dobry sobie odpuścił. Kogo obstawiacie? Mi biega po głowie parę nazwisk.


2 thoughts on “Szansa na sukces… na Igrzyskach”

  • 1
    ~Robert_II on Sierpień 23, 2016 Odpowiedz

    Zgadzając się co do zasady z Twoją propozycją, zauważam że są / były dyscypliny w których ćwierćfinał osiąga się po jednej wygranej :-).
    Ps. Wiadomo, że na olimpiadzie startują najlepsi sportowcy, więc nawet jedna wygrana “coś” znaczy…

  • 2
    ~Robert on Sierpień 22, 2016 Odpowiedz

    “Podejrzewam, że nasza kadra byłaby wtedy dużo szczuplejsza i pojechaliby tylko walczaki, a turyści zostali by w domu. No chyba, ze za własną kasę by chcieli pozwiedzać.”

    O i tu mogę się zgodzić!!! Jako najlepszy Walczak chętnie pojadę do Tokio!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.