Biegacze versus Święta czyli jak utrzymać dietę,

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Robercie później poznany, masz rację Cytadela By Night , to wyjątkowy, praktycznie jedyny w swojej klasie bieg.

No i ekspresowo się zbliżają drugie wielkie Święta, które zazwyczaj przebiegają pod znakiem jednego wielkiego wpierd…. znaczy się jedzenia. W zależności od tego, jaka jest, a do tego jak głęboka jest nasza wiara w mistyczno-religijne przesłania Świąt, to jeszcze łączą się z takimi czy innymi duchowymi przesłaniami. Nie jestem teologiem, ani mój blog nie ma podłoża religijnego, dlatego nie zamierzam się zanurzać w debatę na ten temat, tylko raczej zatrzymam się na fizyczno-kulinarnej stronie tego Święta.

Można śmiało napisać, że jest to czas jednej wielkiej niepohamowanej orgii żarcia. Może nie posuniętej to tego stopnia, jak to w skandalizującym filmie  Marco Ferreriego było ukazane, ale generalnie puszczają nam w tych dniach narzucone przez nas samych hamulce jedzeniowe. Tak na zasadzie, spółkować dietę, czas się wreszcie bez pohamowania nawpier… znaczy się najeść. No bo jak się powstrzymać, kiedy cała rodzina siedzi przy stole, który jest zapchany do granic możliwości samymi specjałami podniebienie pieszczącymi, a ze wszystkich stron napływają słowa: „ próbowałeś tej baki? Niebo w gębie… a ten mazurek….”. No i bądź tu twardy nie oddaj się ogólnie panującemu szaleństwu.

Generalnie mamy dwie możliwości. Pierwsza, to oczywiście nasze twarde założenia, moc naszej woli, czyli oni żrą, a my nie. Bo nie, bo to nasz styl życia i nic nikomu do tego, ale my nie jemy. Po prostu zjemy tyle co zawsze, a na resztę świątecznej niedzieli idziemy na długie wybieganie, a w poniedziałek śmigamy między wiadrami wody i strumieniami z węży puszczanych. Tak na zasadzie rodzina je, a my nie. Jest to jakaś opcja, z pewnością możemy dzięki naszemu twardemu, wyrobionemu na tysiącach wytuptanych kilometrach charakterowi wygrać tę wojnę, my versus żarcie. Bo tacy jesteśmy, bo to nasza moc, a niech inni patrzą i podziwiają. Owszem możemy z uporem maniaka utrzymać naszą dietę. Nie patrząc jak inni jedzą, myśląc o czymś innym, wmawiając sobie za stołem, że nie będę jadł czy jadła. Jest to do zrobienia czyli ogarnięcia i możemy się wyróżnić na tle całej rodziny, ze będą na nas patrzyli jak na dziwaków. Tyle, że można, bo to jest dla nas ważne i to nasz styl życia, więc pogadają, pomarudzą ale w końcu zaakceptują. Czyli jak będziemy chcieli, jak się uprzemy, to można dietę trzymać podczas Świąt. Jak najbardziej można, tylko po co. W końcu szansa na takie nieokiełznane żarcie jest dwa czy trzy razy w roku, to dlaczego nie skorzystać? Dlatego spółkować dietę, czas się najeść. W końcu żyje się raz, ewentualnie dwa, góra trzy i nie ma co ciągle się umartwiać, tylko czasem też coś trzeba z życia mieć. A to co zjemy, to jak pójdziemy na niedzielne wybieganie w dużej mierze spalimy. A jak nie w niedzielę, to do końca miesiąca zapewne tak, a do najbliższych Świat pod znakiem żarcia czyli Bożego Narodzenia z pewnością.


1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
~Marek
Gość
~Marek

Dziś Wielki Piątek a więc post ścisły. Ja cały dzień tylko o wodzie, zero jedzenia. Po czymś takim nie da się potem obżerać bez pamięci. Wzmacnia też silną wolę. A jak na drugi dzień się parkrun świetnie biega!