Bo rano trzeba wstać

No i znowu tydzień zatoczył koło i mamy jego ostatnią odsłonę czyli sobotę. Dla mnie jest to dzień szczególny, gdyż zawsze kiedy tylko mogę, na godzinę 9 rano udaję się na Cytadelę, by w moim ulubionym cyklu biegowym wystartować. Ostatnio namawiałem parę osób z pracy, którym zaczyna w głowach kiełkować myśl by na poznański półmaraton się zapisać, by najpierw przebiegli się na parkrun i zobaczyli, czy w ogóle bieganie ich ciągnie. Odpowiedź ich była da mnie zastanawiająca: „z przyjemnością, ale w sobotę rano to my śpimy, a tu trzeba o nieludzkiej porze wstać”. No i tutaj jest chyba pies pogrzebany, jeżeli mówimy o frekwencji na parkrun i pewnej niechęci do tego cyklu pewnej grupy ludzi.

Nie jest tajemnicą, że nasze społeczeństwo dzieli się na sowy i na skowronki. Sowy stanowią grupę, która wstaje rano z musu, bo praca, obowiązki etc, ale za Chiny Ludowe ani demokratyczne (gdyby takie były) nie wstaną, by jakimś rozrywkom się oddać. Takie wstanie jest dla nich ekstremalnym przykładem głupoty, bo ich główna aktywność to czas wieczorno – nocny. Uwielbiają nocne zabawy, imprezy, spotkania, nawet siedzenie w pracy w nocnej porze, bo wtedy ich aktywność jest największa. Całkowitym przeciwieństwem tej grupy są tzw. skowronki, których szczyt aktywności przypada właśnie na ranki. Wtedy oni najsprawniej i najpełniej funkcjonują. Kiedy dla sów zaczyna się czas aktywności, skowronki idą spać.

Muszę tutaj przyznać, że sam jestem skowronkiem i chyba właśnie to jest jednym z głównych powodów, dlaczego tak lubię parkrun. Uwielbiam wstać wcześnie rano, kiedy ptaki się budzą, a noc powoli zamyka swoje zmęczone nocnym czuwaniem oczy. Wtedy razem ze świtem zrywam się rześki i pełen siły, werwy i ochoty nie tylko do roboty.

Tak na marginesie dzisiaj zrobiłem sobie eksperyment, czy po parkrun zdążę za tydzień na start Biegu Niepodległości. No i po przebiegnięciu w średnim tempie, jak na moje obecne możliwości parkrun, zesknowaniu na miejscu startu znalazłem się za kwadrans dziesiąta, czyli mogę napisać, po dobrej rozgrzewce od razu będę mógł startować. Zastanawia mnie jedno. We wszystkich szanujących się Biegach Niepodległości start jest o 11.11, bo tak współgra z datą. A Arti oczywiście musiał start zrobić o 10.00. Tak w sumie z pupy strony, ani nawiązanie, no ale wiadomo, że musiał to współgrać ze świętem i imieninami ulicy Świętego Marcina. Tyle, że trasa biegnie zupełnie gdzieś indziej i nie przecina ulicy Świętego Marcina. Może biega o kwestie organizacyjne, by nie oba wydarzenia nie nakładały się aż tak na siebie. Jedno muszę Artiemu przyznać. Nie muszę się zgadzać z jego wizjami organizacyjnymi oraz pędowi do kasy, ale facet nosa do biznesu i wie jak wykorzystać nadbiegające okazje. 


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o