Różne formy zboczenia

Wczoraj rano, jak zawsze, kiedy mam wolną sobotę udałem się na Cytadelę, by po raz 218 w moim ulubionym cyklu biegowym wystartować. Mimo że byłem świeżo po wizycie w gabinecie fizjo.. po ostrym masażu, to jednak postanowiłem, że nie odpuszczę i nie dla Grzesiowi kolejnego parkrun nadgonionego w naszej wesołej pseudo rywalizacji. Muszę przyznać, że wczoraj nie do końca mała niespodzianka nas spotkała. Mimo sobotniej wczesnej pory, kiedy normalni ludzie, jeżeli nie muszą wstawać z powodów służbowych, czy innego stanu mniej czy bardziej wyższej konieczności, to co najwyżej przekładają się z boku na bok, a ich oczy prowadzą króciutki dialog na zasadzie: „ ty stary co robimy”, „zamknij się”, to prawie 300 osób pojawiło się na starcie parkrun.

Kiedy szedłem na start, jak widać na zdjęciu wpis ten prowadzący na wielu portalach w tłumie takich samych zapaleńców jak ja sam, to mimowolnie pewna myśl przez głowę mi przebiegła: „ my jednak jesteśmy zboczeni”. Nie jest to może forma klasycznego i przez ogół społeczeństwa potępianego zboczenia prowadzącego do różnych form w wielu przypadkach karalnych dewiacji, tylko zachować, które raczej nie mieszczą w stereotypie ogólnie przyjętej normalności. I tu wcale nie biega o normalność niemal przysłowiowych Januszów, tylko ogół społeczeństwa, która w sobotę rano śpi jeszcze snem sprawiedliwych, kiedy my już oceanie tuptania się zanurzymy.

No i wczoraj mieliśmy w Poznaniu jedną z wyższych w ostatnich miesiącach liczbę biegających. Oznacza to, że chyba jednak coraz więcej osób biegających zaczyna się przekonywać do rannego w sobotę biegania. Kiedy zaczynałem moją przygodę z bieganiem, a co za tym biegnie i z parkrun, gdyż u mnie moja pasja w dużej mierze, dzięki właśnie temu cyklowi trwa, to na Cytadeli spotykało się nas kilkudziesięciu. Było to tak demotywujące, dla ojców i matki założycieli naszego parkrun, że postanowili zrezygnować oddając przywództwo w ręce Roberta dłużej znanego oraz Grzegorza. Oni dali naszemu parkrun wielkiego kopa do przodu Taką iskrą dla której poznański parkrun zapłonął takim ogniem, że do dzisiaj mimo że w Polsce mamy ponad 50 lokalizacji właśnie Poznań trzyma palmę pierwszeństwa. Zresztą tak na marginesie podejrzewam, że nasz Bieg Powstania Wielkopolskiego, który właśnie w ramach parkrun został zorganizowany jest jednym z większych parkrun w całej historii cyklu we wszystkich ponad 1300 ( no może poza Bushi park i innych topowych angielskich lokalizacjach rozgrywanych.

No, ale kiedy przebiegłem pobieżnie przez wszystkie 52 polskie lokalizacje, to raczej do naszego wyniku nikt się nie nawet nie zbliżył. Co prawda, może gdybyśmy zsumowali wszystkie 4 warszawskie lokalizacje, to by nas przebili, ale cztery a jedna robi różnice. Mocny, dobry poziom trzymają głównie najstarsze polskie lokalizacje: Łódź, Gdynia czy Gdańsk, ale nie widziałem by ktoś chociaż do 200 się zbliżył. Po drugiej stronie barykady mamy lokalizacje w Cieszynie, Ełku,Skórze, Wolbormiu, czy może gdzieś jeszcze, gdzie pobiegło kilkanaście osób. Jednak nie ma znaczenia jak liczna jest grupa zapaleńców, która w sobotę rano spotyka się, by stałą trasę 5 kilometrów pobiec. Ważne że są ludzie, którzy chcą coś ze swoim życiem zrobić, nie sprowadzając go do klasycznego „ praca, dom, net”. Czasem warto chcieć czegoś więcej. A, że dla kogoś jest to zboczenie? To jego problem, nie nasz.


1 thought on “Różne formy zboczenia”

  • 1
    zvodret iluret on Lipiec 24, 2018 Odpowiedz

    Good web site! I truly love how it is simple on my eyes and the data are well written. I am wondering how I could be notified whenever a new post has been made. I’ve subscribed to your feed which must do the trick! Have a nice day!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.