Teambuilding, bodybuilding and runbuildung

W ostatnich latach objawem dobrego smaku oraz pokazywania jak to jesteśmy życiowi i podążający z rytmem współczesnego świata jest wplatanie to języka polskiego, do naszych codziennych wypowiedzi różnych słów angielskich pokazujących wszem i wobec jacy to jesteśmy uniwersalni, obyci oraz podążający za współczesnymi trendami.

Takie nasze tradycyjne integracje, ćwiczenia ogólnorozwojowe i inne takie zastąpiły jakże dumnie brzmiące określenia w stylu teambuilding czy bodybuilding. Owszem, wiadomo że taki teambuilding, to nie jest typowa integracja, tylko wzbogacona o elementy budujące relacje między pracownikami, gdzie pracownicy poznają swoje mocne i słabe strony, poznają się wzajemnie, definiują role itp. Można napisać, że to taka integracja wyższego poziomu, czyli wpisując się w obecną retorykę, wyższy level integracji. Tak samo, jeżeli mówimy o bodybuilding. To nie są zwykłe treningi o podłożu kulturystycznym, to jest poziom kultyrystyki, to jest taki higher level ćwiczeń kulturystycznych.

Biegnąc tym tropem myślenia możemy zamiast zwykłego biegowego, codziennego treningu wprowadzać elementy runbuildingu, czyli wyższy poziom budowania biegowej mocy. I tak możemy pobiec dalej: zamiast budowlanki mieszkaniowej- housebuilding, zamiast budowania i naprawiania dróg – roadbuilding, zamiast nauki – knowledgebuilding, zamiast nauki jazdy – drivebuilding i tak dalej i tym podobne.

To, że są określenia w języku angielskim oddający w pełni znaczenie tych wyrażeń i brzmią trochę inaczej nie ma żadnego znaczenia. Ważne, że brzmi to fajnie. Kiedyś nasi przodkowie uwielbiali gdzie się dało wstawiać łacińskie sentencje, tak jak my teraz angielskie słowa wyrażenia. My, możemy teraz pobiec zdecydowanie dalej. Nie musimy rozszerzać naszych działać koniecznie o wyrażenie: building. Wyobraźmy sobie takie wyrażenie: ok, nie ma co, wpierw jumpniemy porunningować, potem na beera, a na końcu sleepniemy do beda. Nawet interesująco to brzmi. Ta naprawdę, to sens,  poprawność i inne takie głupoty nie będą miały żandego znaczenia. Ważne, że będzie fajnie, a co najważniejsze światowo brzmiało. W końcu nasza już nawet nie europejskość, ale wręcz światowość jest najważniejsza. W tej chwili my uprawiamy ponglish, czyli spikamy sobie po prawie angielsku. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że gdybyśmy teraz zaczęli używać, zamiast angielskich określeń, które na stałe zakotwiczyły się w naszym językiem poprawnie brzmiących i w pełni oddających ich znaczenie określeń polskich, to wygladałoby bardzo mało naturalnie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.