Pogodowy kalejdoskop biegowo-paraliżujący,

Pierwszy miesiąc zimy do tej pory był z gatunku tych bardzo łagodnych. Zima traktowała nas bardzo pobłażliwie. Owszem był jakiś tam chłód, ale nie było to jakoś zimowo, bardziej jesienno- przedwiosennie. No, ale jak to się mówi, zima chociaż nierychliwa i do tej pory łaskawa, to jednak postanowiła w końcu przywdziać swoją klasyczną i tak rozpoznawalną szatę.

Może nie jest to jeszcze ta najbardziej rozpoznawalna zima, która obdarowuje nas mrozem, śniegiem i całą to tak znaną zimową otoczką. Na razie nawaliło śniegu, który znowu zmienia się w jedną wielką chlapę. To, że my biegający jakoś w tej chlapie się poruszamy, to nasza sprawa. Jak mamy w sobie pewną nutkę szaleństwa, to już nasza sprawa. Lubimy być przemoczeni, ochlapani to indywidualne wybory każdego z nas. Chcemy wyjść i poczuć się jak na bardzo płytkim basenie to wychodzimy i biegniemy… znaczy się chlapiąco człapiemy bo w taką pogodę trudno powiedzieć, że się biegnie. No, ale to co się dzisiaj działo, to jedno wielkie szaleństwo. Całe miasto zostało sparaliżowane. To co było na ulicach, to można nazwać jednym wielkim paraliżem. Gigantyczne, wielogodzinne korki, w których siedzieli godzinami przeklinający na wszystkie możliwe sposoby szczęśliwi zupełnie inaczej kierowcy. Dzisiaj można napisać, że Poznań stanął na maksymalnie zachlapanej i przemoczonej głowie. I co można napisać? No cóż, kiedy przeklinamy na wszystkie strony i sposoby, to pomyślmy, że zawsze może być jeszcze gorzej. Więc zamiast się wkur..zać na maksa zostawmy sobie jakieś rezerwy wkur….zdenerowania a jutro, bo kto wie, czy nie będzie jeszcze gorzej. Na razie dzisiaj jest gorzej niż wczoraj. Aż strach pomyśleć co będzie jutro, a co w sobotę? Na parkrun będziemy mieli może parkswim. A do tego jeszcze orkan nam przybiegł, czyli same przyjemności. Nie wiem jak wy, ale ja jeszcze idę potuptać. Niech moc pływo-biegu będzie z Wami. Możemy napisać, że dzisiaj trenujemy swimrun albo runswim, jak kto woli. Ciekawe czy w nocy odwiedzi na jeszcze Fryderyka, która nad krajem radośnie hasa.

Kiedy dzisiaj biegłem najlepiej skomentowała to mijana po drodze pani: “rany, przecież w taką pogodę ja ledwo idę, a pan jeszcze biegnie”. Rozchlapując błocko na wszystkie strony zastanawiałem się czy to jeszcze pasja czy już może pewne uzależnienie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.