Czy Was też nasi komentatorzy wk… znaczy irytują?

Na koniec dnia jeszcze jedna refleksja trochę innej bajki. Muszę przyznać, że skokami narciarskimi interesowałem się od bardzo dawna. Pamiętam jeszcze jak za czasów zamierzchłej komuny były transmisje np. z Turnieju Czterech Skoczni, gdzie może startów Stanisława Bobaka może nie kojarzę, ale skokami Piotra Fijasa już się „jarałem”. Wiadomo, że pan Piotr nie osiągał takich wyników, jakie od 18 lat stają się łupem naszych skoczków, ale on położył podwaliny pod moim zainteresowaniem tą dyscypliną sportu. Zresztą to on zdobył min medal na Mistrzostwach Świata w lotach narciarskich, który do mistrzostw, które się dzisiaj zakończyły był naszym jedynym osiągnięciem w lotach narciarskich.

Potem po zakończeniu kariery przez pana Piotra, podczas dekady 1990-2000, zanim  nastąpiła eksplozja Małyszomanii, nasze osiągnięcia w skokach były bardzo hmmm mierne. Skakali wtedy tacy zawodnicy jak Zbigniew Klimowski, Wojciech Skupień czy też Robert Mateja. Co ciekawe mało kto pamięta, że swoje pierwsze sukcesy Adam Małysz odnosił już w sezonie 1996/97, kiedy to wygrał dwa czy nawet trzy pierwsze turnieje Pucharu Świata. Nasi pozostali skoczkowie odnosili wtedy sukcesy na Uniwersjadzie, ale o było wszystko, na co było nas stać. Pod koniec XX wieku Adam Małysz po dwóch fatalnych sezonach, kiedy zajmował 57 miejsce w Klasyfikacji Generalnej Pucharu Świata, był bliski zakończenia kariery skoczka. No, ale wtedy Apoloniusz Tajner i wspomniany wcześniej Piotr Fijas objęli opieką kadrę naszych skoczków i zaczęła się era niesamowitych ( jak na nasze możliwości) sukcesów, która trwa do dzisiaj.

Co prawda na początku to był wielki pana Adam i trzy pary nart, ale to wszystko się zmieniło i obecnie skoki są jedną z najbardziej popularnych dyscyplin w naszym kraju. Niestety przynajmniej w moim odczuciu do poziomu skoczków nie mogą doskoczyć nasi komentatorzy sportowi. Muszę przyznać, że kiedy słucham naszych speców od komentarzy to odnoszę wrażenie, jakby mieli oni jakiś niesamowity kompleks niższości. Kiedy np. przeprowadzają wywiad z innym zawodnikiem, to nie ma bata, by nie padło pytanie o tym jak skaczą nasi i jak oni są dobrzy. Wygląda to tak, jakby rozmówca był tylko dodatkiem do kolejnych peanów na część naszych mistrzów. Najbardziej mnie bawią różne porównania i upiększenia słowne. Jak nasi zawodnicy skoczą bardzo dobrze uzyskując dużą przewagę na innymi, to zaraz słyszymy: on ich zmiażdżył, wow, super,jesteśmy najlepsi. W zakończonych dzisiaj mistrzostwach świata w lotach przewaga zwycięzcy lotów czyli Daniela Andre Tande nad drugim Kamilem wyniosła 13,3 punktów. I co ciekawe, jakoś nikt nie mówił, że pan Daniel zmiażdżył konkurencję. A wyobrażacie co by się działo, gdyby to Kamil był na pierwszym miejscu z taką przewagą?

Nie wgłębiając się bardziej w zakompleksienie naszych komentatorów ( czyli np. upieranie się i przerabianie Caroline Woźniacki, na Karolinę Woźniacką) chciałbym prosić o więcej obiektywizmu, aby można było bez wkurzania oglądać Igrzyska bez konieczności wyłączania głosu, czy szukania innych relacji, gdzie poziom obiektywizmu jest możliwy do zaakceptowania. Napiszę krótko: nie wiem, jak Was, ale mnie nasi komentatorzy wk… znaczy sie denerwują, czy może raczej irytują.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.