Bieganie figurowe na lodzie

Jak nie raz już pisałem, mieszkam w części Poznania, gdzie można śmiało można napisać, że psy szczekają tą częścią ciała, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. No i na tym moim „zadupiu” warunki życia są bardzo spokojne. Nawet mimo autostrady za płotem, to jednak pozbawione zbytniego i tak znanego w bardziej zurbanizowanych częściach miasta zamieszania z elementami codziennego chaosu.

Mógłbym napisać, że mieszkanie w takim rejonie to same plusy… ale. No właśnie zawsze jest jakieś ale. Ze względu na zabudowę bardziej wiejską niż miejską, każdy budynek ma swój fragment drogi,a z zasadzie chodnika publicznego pod opieką. I możemy sobie zaśpiewać: ” mój jest ten kawałek chodnika” I przynajmniej w teorii powinien o swój „kawałek publicznej podłogi” odpowiednio zadbać. Niestety teoria z praktyką ma często tyle wspólnego ile seks z onanizmem. Ostatnie dwa dni ( nie licząc dzisiejszego, który obdarował nas odwilżą i chlapą) zagwarantowały nam klasyczne zimowe atrakcje. Oznaczało to, że na drogach, a szczególnie ulicach pojawił się i śnieg i lód. I o ile w samym centrum i bardziej na „świeczniku” się znajdujących regionach miasta drogi i ulice były zgodnie z zasadą poznańskiej gospodarności w większym lub mniejszym stopniu doprowadzone do stanu bezkontuzyjnej używalności, to na moim zapupiu, o ile drogi jeszcze do zaakceptowania,to chodniki… Hej zagrajcie trąby wstydu i rozpaczy. Mogę napisać: lód, pupa i poślizgów kupa. No, ale żyć, a co za tym idzie biegać trzeba. I nie ma że ślisko kilometry robić trzeba. W związku z oblodzeniem nawierzchni biegowej droga bardziej lodowisko niż trasę biegową przypominała. No, ale ja to się mówi: nie ma że boli biegać trzeba. Muszę przyznać, że to bieganie to dawało dodatkowego smaczku. Można napisać,że były i ślizgi i jakieś imitacje piruetów i inne elementy bardziej do artyzmu łyżwowego,niż biegowego się zaliczające. Jakby się uprzeć, to i podskoki, a skoki z obrotami można byłoby zaliczyć. I jak w łyżwiarstwie figurowym mamy skoki z jednym, dwoma,trzema a jak się uprzeć i czterema obrotami w postać jakiś toeloopów, flipów, lutzów, salchofów, rittbergrerów czy axeli z różną ilością obrotów. Tyle, że w bieganiu przyjmują one trochę nazwy i mamy tyłkopady, twarzopady ( w wersji bardziej naturalnej ryjopady) , kolanostłuki, bokoślizgi czy nawet horyzontalny ślizg całocielny. I tutaj także możemy mieć wiele obrotów, z tą różnicą, że nie w powietrzu ale na ziemi. Do tego różne obroty, nad i podślizgi i wiele innych nowych elementów technicznych, 

Jest jeszcze kwestia ocen technicznych i wrażeń komicznych (artystycznych czy raczej tragicznych)jak to woli, ale to jest do uzgodnienia. Myślę, że taka nowa dyscyplina na Igrzyskach mogłaby się znaleźć, bo trafiłaby idealnie w szaleństwo biegowe nie tylko w naszym kraju panujące. Muszę przyznać, że do popełnienia tego wpisu zainspirowało mnie zdjecie Jarka Koperskiego, które pstryknął na ostatnim parkrun. Powiedzcie sami, ile artyzmu jest w bieganiu figurowym na lodzie. Zresztą jak widać mamy jeszcze jeden ważny i jakże ciekawy element techniczy czyli podskoki w przód z wymachami…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.