Gdyby zawsze się tak chciało, jak czasem się nie chce

Podejrzewam, że jest to problem, który wielu, jak nie zdecydowaną większość z nas dotyka. I nie ma tutaj znaczenia, jak tak naprawdę mocna i płonąca jest nasza pasja. Oczywiście piszę tutaj o tym przeklętym biegowym leniu, który dookoła nas niczym upiór krąży raz na jakiś czas wskakując nam na kark. Powód, czy raczej przyczyna tych wskoków może być różna. A to pogoda nie taka, za zimno, za ciepło, za ponuro, a to boli głowa, palec, noga, a to ważnie życiowe sprawy do zrobienia. Można napisać, że są momenty, kiedy każdy powód jest dobry, który może robić za wymówkę bez zwalania na to paskudne „ nie chce się”. I co w takiej sytuacji robić, kiedy coś takiego się stanie. I tutaj mamy tak naprawdę dwa rozwiązania. 

Pierwsze jest łatwe i proste, a przy okazji bardzo polityczne. Można je określić prosto: mi nigdy nie odpuszczamy, nie ma że boli czasem musi, a my i tak pójdziemy biegać. Bo nic nas tak naprawdę zatrzymać nie może. My jesteśmy twardziele i nic nas zatrzymać nie może. Jednak prawda czasem bywa okrutna. Bardzo często bywa tak, że „nie chce” jest zdecydowanie silniejsze od „chce”I co w takiej sytuacji? No cóż życie tak naprawdę to nie jest bajka i czasem warto powiedzieć „nie”, a nie pchać się na siłę do biegania. Nie warto przełamywać na „chama” swoich słabości, bo czasem warto się zatrzymać, a nie podążać do przodu. Dlatego nie bójmy się naszych słabości i przyznania do nich. Jesteśmy tylko ludźmi i nic tego nie zmieni. Dlatego powinniśmy potrafić sami przed sobą się przyznać do tego, że nam się nie chce i nie bać się tego przyznania. Nawet jeżeli raz czy drugi się nam to przytrafi, to z każdej słabości wstaniemy silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej. Bo tak naprawdę każda słabość może zostać przekuta na siłę i moc, która w nas będzie zawsze płonęła. A nawet jak czasem przygaśnie, to jeżeli damy mu odpocząć, a nie podrzucali podpałki na siłę, to potem jeszcze mocniej zapłonie. A rzucana na siłę podpałka może tak naprawdę tylko zagasić płonący w nas ogień. Podsumowując, a w zasadzie nawiązując do tytułu wpisu można napisać, że kiedy nas dopadnie “niechciejstwo”, to jest ono zdcydowanie silniejsze od chciestwa i ma w sobie taką moc, ż trudno z nim polemizować. Gdyby nam się zawsze tak chciało, jak w najsilniejszym momencie się nie chce, to bylibyśmy tytanami biegania. Tyle, czy byłoby to tie dobre? W końcu wszyscy Tytani i tak zakończyli w Tartarze.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.