Co ma wspólnego mróz z komarami

No i stało się co się stać musiało. Jak jest zima, to musi być zimno, czyli mróz. Do tej pory to mieliśmy przyjemny mrozek na poziomie minimalnym, ale kiedy nasi przepowiadacze pogodowi zapowiedzieli, że przez najbliższe tygodnie zima będzie łagodna właśnie na poziomie jednego, dwóch stopni poniżej zera, to postanowiła im pokazać, jak wiarygodne są ich prognozowania. No i zrobiła się nam temperatura na poziomie – 5, do – 7. Przynajmniej u nas w Poznaniu, bo podobno w innych regionach jest cieplej. Tak przynajmniej sieciowa mapa pogody pokazuje, ale ile jest w tym prawdy, a ile na siłę zachowania twarzy, to trudno wyrokować.

Muszę przyznać, że wychodzenie pobiegać przy temperaturze poniżej 5 stopni na minusie ma pewne specyficzne przesłanie, czy może raczej podobieństwo. Kiedy biegniemy czujemy jak mróz przenika nasze ubranie klując tysiącami drobnych igiełek całe nasze ciało. To jest nawet nie kłucie, ale takie cięcie. Jak biegłem wczoraj to nasunęło mi się skojarzenie, jakbym wbiegł w chmarę komarów, które rzucają się na nas tnąc niemiłosiernie. Jest ich tak dużo, że praktycznie nie ma fragmentu ciała, którego te cholerne krwiopijce nie obsiądą. Wgryzają się w nas, wbijając jeden obok drugiego, nieprzerwanym rytmem niczym oszalały nadawca alfabetem morsa wystukujący niekończącą się wiadomość składającą się z jednego dźwięku czy też sylaby. Może się zająknął i nie może przestać. Wracając do komarów. Te, które niosą nam możne cięcie, nie są to takie małe komarzątka, które są może i uciążliwe, ale w sumie nie czujemy tego wbijania się w nas aż tak bardzo. Tutaj mamy komary mutanty, które naprawdę mogą nas zdrowo napocząć. I nawet im się to udaje. Ale my, tak jak latem się jakoś od nich opędzamy, to na te zimowe staramy też mamy swoje metody. I tutaj podobnie jak w czasie komaropolowania letniego też wymachujemy naszymi rękami czy też rękoma (jak komu bardziej pasuje, bo obie formy są poprawne) we wszystkie strony, a czasem klepiemy samych siebie, jak taki mroźny komar za mocno nas dziabnie. Ale dajemy radę, bo nie ma takich komarów, które by mogły nas pokonać i od tuptania odciąć swoim cięciem. Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica między mrozem a komarami. Bo jak w piosence leciało że o ile „komary w dupę tną”, tak mróz gdzie popadnie

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.