Jaki polonez na studniówkę

Czasem zdarza mi się na blogu poruszyć, tak dla oczyszczenia atmosfery, trochę inne, niż biegowe tematy. Tak będzie też dzisiaj.

Dla tych z nas, którzy jako nie wiedzieć dlaczego oraz po co, swoją młodzieńczą drogę życiową postanowili ozdobić posiadaniem matury czy też podbiegnięcia do niej w swoim cv, jednym z ważniejszych młodzieńczych wspomnień jest studniówka. Czy i do czego matura się nam przydaje nie chcę na razie się rozwodzić. Może kiedyś popełnię tekst na ten temat, ale z pewnością ( mimo że sam mam ją, znaczy się maturę na „rozkładzie) nie będzie on poprawny politycznie.

Ale nie o tym chcę teraz pisać. Chciałbym się zatrzymać na jednym z najważniejszych kamieni milowych prowadzących do tego jakże ważnego w życiu każdego zdającego wydarzenia, czyli imprezie zwanej studniówką. Dla tych z nas, którzy brali w niej udział kojarzy się ona zapewne z dwoma wspomnieniami: polonezem i piciem, by nie napisać bardziej dosadnie chlaniem na umór. Może jeszcze nie takim, jak na balu maturalnym, gdzie puszczają wszelkie „trzeźwe hamulce”, ale już nie mały przedsmak tego dające. No, ale może spuśćmy zasłonę milczenia i zajmijmy się tym, do czego dążę od początku, czyli Polonezem.

Jak pisałem, moja córka w sobotę miała swoją studniówkę i także, zgodnie z pisaną tradycją od pierwszej studniówki, także zaczęła go polonezem. Zasada jest prosta, jak studniówka, to polonez być musi. I nie ma innej opcji. Jest tylko jeden problem, którego poloneza wybrać. Niby jest swoboda wyboru i nie ma narzuconego, ale obecnie wskazanym, żeby nie napisać, że obowiązującym, jest polonez Wojciecha Kilara:

https://www.youtube.com/watch?v=AJ0fkOQ8-Wc

Co ciekawe, za moich czasów zaczynaliśmy studniówkę do poloneza Ogińskiego

https://www.youtube.com/watch?v=_rB-VBCNUdE

Może dlatego, że miał okres w życiu, że należał do Konfederacji Targowickiej? No, ale też potem walczył w Postaniu Kościuszkowskim. Może jednak obecnie nie wpisuje się w kanon współczesnego niezłomnego bohatera Polaka. W każdym razie teraz przyszli abiturienci tańczą, a w zasadzie dumnie poruszają się w rytmach skomponowanych przez Wojciecha Kilara. Może to nie biega o życiorys Ogińskiego, tylko że Kilar „młodszy”, „świeższy”? Czy to możeliwe, że poprawność polityczna sięga już nawet tego, jakże pięknego ( jak i jeżeli ktoś pamięta, bo nie zasłoniły mu opary alkoholowe) balu. Nie nam zgadywać. Ale z drugiej strony: próbowaliście biec mając w uszach rytm poloneza? Może trochę kulejąco, ale fajnie się tupta.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.