Charty vs Lemingi czyli biegowe stereotypy

Znalazłem wczoraj archiwalny tekst na stronie poradnikbiegacza.pl z roku 2016 na temat biegowych typów charakterologicznych. Trochę przejaskrawione, ale myślę, ze warto przypomnieć. Tekst co prawda dosyć długi, ale myślę, że na początek tygodnia w sam raz:. No i tak trochę ku refleksji i przestrodze dla nas wszystkch.

Świat biegaczy nie jest wolny od stereotypów i uprzedzeń. Pierwszego kwietnia możemy się im przyjrzeć z właściwym dla Prima Aprilis przymrużeniem oka.

Populacja biegaczy pęcznieje z roku na rok. Wraz ze wzrostem liczby biegających rośne też potrzeba mniej lub bardziej poważnych podziałów biegaczy na podgrupy. Podobnie jak we wszystkich innych dziedzinach, tak też w bieganiu lubimy utożsamiać się z konkretną grupą. Sami także jesteśmy kategoryzowani, nawet jeśli to lubimy znacznie mniej.

Jeśli tylko ta segmentacja jest wolna od negatywnego, piętnującego ładunku i porównań, to chyba nie ma w tym nic złego. Najważniejsze jest przecież to, że mamy wspólną pasję i chcemy się nią dzielić z innymi.

Spróbujmy z dystansem stosownym dla dzisiejszej daty przyjrzeć się stereotypom, które funkcjonują w biegowym światku. Poznajcie Marka, którego Czarek nazwałby „chartem” i Czarka, którego Marek nazwałby „biegowym lemingiem”. Lektura ich pamiętników, które będziemy publikować na blogu w kolejnym tygodniu, pomoże lepiej zrozumieć, jak pojemnym terminem jest Rodzina Biegaczy.

Marek:

Marek nie pamięta kiedy zaczął biegać. Było to dawno, może nie przed pierwszym złotem olimpijskimi Roberta Korzeniowskiego, ale na pewno „panie, przed tą całą modą na bieganie”. Z pamięci recytuje swoje życiówki na dystansach dłuższych niż 15 km. Trenuje regularnie, niezależnie od pogody, świąt rodzinnych i dolegliwości. Człowiek, który przebudował piramidę Maslowa dodając bieganie między potrzeby

fizjologiczne a bezpieczeństwo. Weekendy spędza na zawodach biegowych w okolicy, a poniedziałki komentując poczyniania organizatorów tych zawodów na forum.

Inspirują go: jego dziewięcioletni Garmin, którego nie zmieni za nic na świecie; forum; kolega Staszek i (przed zawodami) zapach maści rozgrzewającej.

Irytują go: tłumy w biurze zawodów; niedzielni biegacze z krótkim stażem, którzy rozpychają się na linii startu i machają do niego przy każdej możliwej okazji; trole na forum; medale na mecie przyznawane każdemu; kolejne koszulki w pakietach startowych; Ukraińcy, Białorusini i Kenijczycy na listach startowych; brak gadżetów w pakietach startowych.

Cel biegowy: pokonać Staszka w każdym kolejnym maratonie.

Czarek:

Czarek doskonale pamięta kiedy zaczął biegać. Odznaczył tę datę jako wydarzenie na Facebooku. Swoją decyzję o rozpoczęciu biegania, tzn. treningów podjął podczas pauzy na lunch, kiedy jego koledzy z działu IT po raz kolejny przechwalali się swoimi życiówkami. Po powrocie do domu przeczytał wszystkie blogi o bieganiu, polubił wszystkie biegowe profile na Facebooku i po raz pierwszy zalogował się do Endomondo. Klamka zapadła. Trenuje regularnie, zależnie od pogody, świąt rodzinnych i dolegliwości (a nawet potencjalnych dolegliwości), a także ciekawych seriali w TV i wprowadzania przez Facebooka nowych opcji komentowania postów.

Inspirują go: nowinki techniczne, aktualizacje Endomondo, koledzy z działu IT i książki o bieganiu Beaty Sadowskiej.

Irytują go: brak stabilizatora obrazu w jego nowym smartfonie (biegowe selfie wychodzą rozmazane); brak wi-fi w biurze zawodów; biegacze, którzy pozdrawiani nie odmachują; nowe kolekcje sprzętu w stonowanych kolorach; brak gadżetów w pakietach startowych.

 

Poniedziałek

Marek

Po weekendowym długim wybieganiu boli mnie łydka. Znów przeholowałem. No trudno, teraz nie mogę odpuścić. Maraton już za 252 dni. Potraktuję ją maścią rozgrzewającą. Maść jest dobra na wszystko. Drugą łydkę od razu też wysmaruję, profilaktycznie. Stać mnie. I sztachnę się jeszcze. Mmm! Ten zapach zawsze mnie motywuje. Na dworze niby trochę wieje, ale przecież to nie jest powód, by zostać w domu. Może dla tego gościa z naprzeciwka, ale nie dla mnie. Nie w takiej pogodzie biegałem.

Sprawdziłem na forum, co tam piszą o bólach łydek. Żeby iść do lekarza piszą. Czyli nic nie piszą. Maści nie znają.

Dziś na spokojnie: 10 km na 63% HRM + skipy + 4x 100m 90% + 3x 3 km 76% HRM + trucht 2 km + streczing + podbieg + zbieg.

Czarek:

Dobrze, że sobie w weekend odpuściłem bieganie, tzn. trening miałem powiedzieć. Dziś też pauza – poczekam aż zrobi się cieplej. Sąsiad z naprzeciwka znów dziś biegał. Wariat! Jak w taki wiatr można biegać bez ciuchów z Windstopperem?! Dobrze, że chociaż w sobotę załączyłem sobie Endomondo na zakupach w galerii. 1,3 km piechotą nie chodzi.Jutro pójdę.

Dobrze, że zostałem w domu. Odkryłem nową apkę motywacyjną. Sam ustalam sobie cel, a aplikacja wysyła na moją tablicę na Facebooku spersonalizowane przypomnienia dźwiękowe nagrane głosem K. Czubówny automatycznie tagując wszystkich znajomych, których mam oznaczonych na innych zdjęciach biegowych. Czad! Oj, lajki będą słać się równie gęsto jak rozgotowany makaron na pasta party. Tylko jaki hasztag mam sobie do tych postów wymyślić?

Wtorek

Marek:

Maść nie pomogła. Przy każdym kroku łydka kłuje mnie niemiłosiernie. Uczucie podobne to tego, gdy teściowa przy świątecznym obiedzie pyta, kiedy wreszcie wydorośleję i dam sobie spokój z tą zabawą w bieganie. Kobieto, daj żyć! Muszę iść z nią do lekarza. Z łydką, nie z teściową. Albo nie, nie pójdę, spróbuję rozbiegać. Pamiętam taki bieg w 1999 r., 10 km w Karczewie, skończyłem 27. i 4. w kategorii. Na 3. kilometrze był taki ostry podbieg po bruku, na którym miałem średnie tętno 87% i wiatr w plecy. Wtedy łydka bolała dokładnie w ten sam sposób. Jeśli wtedy udało mi się ją rozbiegać, to teraz też powinno pomóc. Sam sobie postawię diagnozę: zagryźć zęby, posmarować maścią i rozbiegać.

Ale dziś to już naprawdę spokojnie: 8 km na 73% HRM + skipy + 3x 2 km 72% HRM + trucht 2 km + streczing + podbieg. Zbieg już sobie dziś odpuszczę.

Czarek:

W pracy na lunchu rozmawialiśmy dziś o naszych celach biegowych na ten rok. Ambitne chłopaki. Darek z IT ma taki czelendż, że chce zrobić w tym roku Koronę Maratonów Polskich. Po pracy trochę pogooglałem i chyba w tym roku zrobię Majora, chociaż jednego. Ale bym nałapał lajków za fotki z Berlina albo Londynu… Mój Instagram by oszalał! Może w ogóle zostałbym biegowym blogerem? Przecież to nie może być trudne.

Szybko przechodzę od słów do czynów. Przynajmniej tutaj. Zacząłem sobie planować wygląd swojego bloga. Musi być dynamiczny – jak mój finisz w Business Run’ie i dopracowany estetycznie – jak mój stój startowy. Trochę mi to zajęło i zapomniałem wyjść na bieganie, tzn. na trening miałem powiedzieć. Nawet i dobrze, bo od tego planowania bloga padła mi bateria w telefonie, a wiadomo, że bez Endomondo nie biegam. No trudno. Jutro też jest dzień.

Środa

Marek:

Moja noga strajkuje. Od wczoraj łydka nieco spuchła. Spuchła też ze złości moja żona kiedy dowiedziała się, że wczoraj zamiast do lekarza poszedłem pobiegać. Powiedziała mi, że nie da się nabrać i muszę iść na jutrzejsze imieniny teściowej.Dziś też nie pójdę do lekarza. Wziąłem „na żądanie”, odpocznę. A jutro to rozbiegam. Zostałem w domu i trochę mnie nosi. Przeczytałem już wszystko na forum. Ułożyłem na półce wszystkie książki J. Gallowaya wg rozmiarów. Zrobiłem plecy, brzuch, uda i giętkość bioder. Wyzerowałem tubkę maści. Ważyłem się po każdym posiłku i wizycie w ubikacji. Przedpokój okazał się wystarczająco długi na skip A. Jak głosi jedna z mądrości ludowych na forum: Są skipy, nie będzie lipy. Wyrollowałem się za wszystkie czasy. Opracowałem też cztery strategie na to, jak wyrolować żonę i wykpić się z imienin teściowej. Może się uda.Jeszcze jeden taki dzień i z nudów założyłbym chyba konto na Facebook’u.

Czarek:

To jest wymarzony dzień na trening. Idealna temperatura, optymalne stężenie wilgoci, lekki wiatr, niewielki stopień zanieczyszczenia atmosfery, pozytywna wróżba w horoskopie, lipa nie pyli, opadł poziom oceanu Indyjskiego, indeks Shanghai Composite rośnie. Moja nowa aplikacja dla biegaczy #DontSweatYourRun mówi mi, że wszystko przemawia na moją korzyść. Czuję, że dziś będę w formie.

W drodze z pracy do domu wstąpiłem do marketu. Rzucili nowe Naleśniki Teściowej. Okazały się pyszne i nienamawiany przez nikogo zjadłem więcej niż planowałem. Przyznaję, dyscyplina żywieniowa nigdy nie była moją mocną stroną. Dziś odpuszczę, bo z pełnym żołądkiem nie mogę biegać. Puściłem za to posta o tym, że naładowałem się węglami.

Czwartek

Marek

Wie-dzia-łem! Znam swój organizm lepiej niż najbardziej wytrawne konsylium ortopedów. Sprawdza się kolejna mądrość z forum: „Nie ucz biegacza diagnozy robić”. Opuchlizna zeszła, łydka nie boli. No dobrze, trochę boli, ale znacznie mniej, a już na pewno nie tak bardzo, bym miał dziś sobie odpuścić bieganie.

W niedzielę mam start na 5 km. Czas najwyższy zacząć ładować węgle – od wczoraj jem tylko makaron. To tylko piątka, niby nic wielkiego, ale jednak adrenalina się we mnie wzbiera. Kolejny pojedynek ze Staszkiem. Jest Staszek, nie ma żartów.

Dziś dołożę sobie do pieca. Wreszcie będę mógł się porządnie zmęczyć. Zrobiłbym sobie jakieś długie wybieganie, ale wieczorem muszę pojechać na imieniny do teściowej. Tam na pewno się zmęczę…

Dziś będzie trochę mocniej: 13 km na 79% HRM + skipy + 2x 3 km 72% HRM + trucht 2 km + streczing + 2x (podbieg + zbieg).

Czarek

Po wczorajszym obżarstwie i łącznie pięciu dniach lenistwa, tzn. regeneracji miałem powiedzieć, skontaktowało się ze mną moje sumienie. Jego wyrzuty nie pozostawiają mi pola manewru: dziś biegam. Tzn. trenuję miałem powiedzieć.

Dla mnie trening wiąże się z całym rytuałem. Wstaję rano, biorę prysznic, szykuję sobie pastę i pakuję ją do lunch box’a zaraz po tym jak zrobię sobie z nią selfie. Do pracy biorę torbę, do której wkładam cały sprzęt: bidon, odblaski, frotka, opaska, pulsometr, plastry na sutki, opaski kompresyjne, armband, słuchawki, krem na otarcia, pasek na żele energetyczne, mp3, okulary, kijek do selfie, książka B. Sadowskiej. Muszę też naładować smartfona, bo Endomondo jest bardzo chciwe na baterię.

W pracy na YouTube odsłuchałem kilka mów inspiracyjnych znanych motywatorów: M.L. King, A. Pacino, Dalai Lama, gen. G. Patton, E. Chodakowska. Jestem tak nabuzowany, że założyłem opaski kompresyjne już w czasie przerwy na lunch.

Dziś zrobiłem 5 km, ale na Fejsie zalogowałem 6,4 km, bo włączyłem Endo zaraz po wyjściu z pracy. Całe życie na krawędzi.

Piątek

Marek

Żona się do mnie nie odzywa, bo twierdzi, że przez moje bieganie spóźniliśmy się na imieniny mamusi. Trudno. Przynajmniej nie będzie mi suszyć głowy i dziś będę mógł spokojnie pobiegać. Teściowa patrzała się krzywo, bo zjadłem całą sałatkę z makaronem. Zacząłem opowiadać jej o ładowaniu węglami, ale chyba nie zrozumiała, bo zapytała, czy to ma coś wspólnego z niską emisją i smogiem nad Krakowem.

Wczoraj na treningu spotkało mnie znów to samo. Po raz kolejny mija mnie ten gość z naprzeciwka i mi macha. Nie odmachuję mu, bo i po co! Przecież to nawet nie jest biegacz! Amator jakiś. Nordic. Człapacz. Tuptuś. Chodziarz. Wałęsa. Spacerniak. Snuje się obwieszony jakimiś słuchawkami, telefonami, gadżetami, a cały stój ma dobrany pod kolor! Ja nie mam go w papierach.

Robię się nerwowy przed niedzielnym biegiem. Staszek śnił mi się w nocy. Sprawdziłem profil trasy, listę startową, pogodę, miejsca parkingowe, ilość toi-toiów przed biurem zawodów, opracowałem taktykę studiując „Sztukę wojny”. Obkleiłem już sutki plastrami przed niedzielą, żeby nie zapomnieć. Nic mnie nie zaskoczy.

Łydka już właściwie nie boli, więc dam sobie do wiwatu: 14 km na 72% HRM + skipy + 2x 3 km 79% HRM + trucht 3 km + streczing + 3x (podbieg + zbieg).

Czarek

Żona się do mnie nie odzywa, bo odznaczyłem w poście B. Sadowską a nie ją. Trudno. Odznaczę ją dzisiaj. Nawet na Instagramie.

Wczoraj biegało, tzn. trenowało mi się tak dobrze, że dziś też pójdę. Tym bardziej, że moje wczorajsze 6,4 km polajkowało 102 znajomych, a potreningową fotkę 311 osób, w tym B. Sadowska. No nieźle! Patrzę w lustro i widzę w sobie nieposkromiony blogowy potencjał. Jestę blogerę.

Ostatnio 2 razy pod rząd biegałem we wrześniu na urlopie w Bieszczadach. W ośrodku nie było wi-fi i nie wiedziałem, czym mam się zająć. Czuję się mocny, więc dam z siebie wszystko. Niech będzie, raz się żyje: 7 km bez przerwy!

Biegnę i myślę sobie o tym gościu z naprzeciwka. Znów mi wczoraj nie odmachał kiedy go pozdrawiałem. Dziwne. Mówi się, że biegacze to jedna wielka rodzina, ale jak widać zdarzają się czarne owce.

Robię się nerwowy przed niedzielnym biegiem. Chciałem na nim nagrać swój pierwszy materiał – transmisję live na mój kanał na YouTube, ale nie wiem, czy zdążę kupić nowy selfie stick do niedzieli.

Sobota

Marek

Jutro start kontrolny na 5 km u nas w mieście. Po bólu łydki nie ma już śladu. Mimo kontuzji i imienin teściowej, nie zmarnowałem tego tygodnia. Czuję się nieźle, jutro powalczę o dobry czas. Będą wszyscy moi koledzy, nawet Staszek, z którym ostatnio przegrałem w naszej kategorii w biegu o Puchar Trzeciego Zastępcy Przewodniczącego Rady Pomocniczej Rady Osiedla. Nie zapomnę mu tego. Będzie wreszcie okazja, żeby się odegrać.

Nic nie napędza mnie tak do biegania, jak rywalizacja. No może jeszcze zapach maści. I hejterzy na forum. Kocham te biegowe cyferki: czasy, brutto, netto, międzyczasy, HRM, kalorie, przewyższenia, strefy, zakresy, procenty. Uwielbiam je wszystkie analizować i porównywać. W poprzedniej pracy miałem ksywę Ceneo.

Jutrzejsze zawody nie zwalniają mnie oczywiście z dzisiejszego biegania. Z zaraz po treningu urządzę sobie domowe pasta party.

Dziś bez niepotrzebnych szaleństw: 10 km na 66% HRM + skipy + 2x 3 km 74% HRM + trucht 3 km + streczing.

Czarek

Jutro start kontrolny na 5 km u nas w mieście. Dobrze przepracowałem ten tydzień, w sumie zrobiłem 13,4 km, zarobiłem 583 lajków i dodałem do znajomych B. Sadowską. Pofrunę! Wieczorem spakowałem cały ekwipunek zgodnie ze wskazówkami Runners World. Na bieg zakładam oczywiście swoją ulubioną błękitną koszulkę, to mój szczęśliwy amulet. Umyłem buty. Do snu założyłem kompresy, by łydki się przyzwyczaiły. Pofrunę jak nic.

Nic nie napędza mnie tak do biegania jak inni ludzie, a przynajmniej ich lajki. Uwielbiam spotykać nowe osoby, dzielić się z nimi swoimi opiniami, wymieniać się kontaktami, oznaczać na zdjęciach. O to właśnie chodzi w bieganiu – o ludzi. No i o pozytywne komentarze pod fotkami.

Jutro start, więc dziś obowiązkowo regeneracja. Skoczę jeszcze do fryzjera, by mieć pewność, że jestem optymalnej formie przed jutrzejszą transmisją live.

Niedziela

Marek

Wstałem o piątej rano. Zjadłem sprawdzone, mocno węglowodanowe śniadanie w trzech ratach: jajecznica, tosty z dżemem, orzechy. Przed startem poprawię jeszcze bananem i żelem. W tle puściłem sobie nokturn Chopina, by spowolnić skołatane nerwy i wprowadzić się w trans.

Trans prysł gdy wszedłem do biura zawodów. Ścisk jak na otwarciu dyskontu w Otwocku. Ludzie przepychają, krzyczą, robią sobie zdjęcia. Gdzie te czasy kiedy połowa z tej gawiedzi nie odróżniała pulsometru od ciśnieniomierza? Ehh, to były czasy! Jedno się nie zmienia: nadal nic nie dają do pakietów startowych. Same ulotki, nawet żela nie dali.

Przed startem muszę się jeszcze solidnie rozgrzać. Streczing, skipy, interwały. Rozgrzewałem się przez godzinę, a zegarek zameldował mi, że przebiegłem więcej niż dystans biegu, który za chwilę się rozpocznie. Problem w tym, że coś ukuło mnie w łydce ze zdwojoną siłą. Skurcz gigant. A maść została w depozycie…

Muszę jeszcze dokuśtykać na linię startu. Albo nie: najpierw do toi-toi’a, a potem na start. W kolejce do WC zauważyłem Staszka. Tętno tak mi podskoczyło na jego widok, że Garmin pomyślał, że już zaczęliśmy. Udałem, że go nie widzę. Niech myśli, że niby biegnę dziś treningowo, że mi nie zależy na wyniku. Niech myśli, że biegam dla przyjemności.

Widziałem też sąsiada, tego truchtacza z naprzeciwka, ale kiedy spojrzał w moją stronę udałem, że ustawiam coś w zegarku. Dobrze opanowałem ten unik w latach poprzednich, by nie rozmawiać z amatorami. Brawo ja.

Czarek

Trochę zaspałem. Dobrze, że kompresy nałożyłem sobie już wczoraj przed snem. Na śniadanie zrobiłem sobie dwa szybkie toasty i jedno selfie z #fitbreakfast. Mam też batona energetycznego, ale zjem go w biurze zawodów, żeby ludzie widzieli, że nie jestem tam przez przypadek.

Wdycham ferment biura zawodów pełną piersią: mnóstwo ludzi, wspólne zdjęcia, nowe znajomości, inspirujące trendy. Jestem w swoim żywiole. Jeszcze tylko selfie z biegaczką poznaną w kolejce po odbiór pakietu (dobrze, że żona została w domu) i … No właśnie, mogliby coś dawać coś więcej do pakietów startowych. Same ulotki, nawet żela nie dali.

Uwielbiam te wspólne rozgrzewki w rytm aerobiku prowadzone przez trenerów fitness. Żałuję, że na tę się trochę spóźniłem, ale musiałem odpalić przed startem wszystkie aplikacje i ustawić odpowiednią długość kijka do selfie.

Przed startem widziałem sąsiada z naprzeciwka. Machałem mu, ale udał, że ustawia coś w zegarku. Dziwak. Chyba jest z tych, co to biegają dla wyniku. Wygląda na takiego, który nie ma konta na Facebook’u. Dobrze, że nie zadaję się z ludźmi, których nie mogę odznaczyć na zdjęciu.

Epilog

Marek

Okej, teraz tylko przepchnę się przed te tłumy amatorów. Co? Co to za leszcze w pierwszej linii. No! Porozpychałem ich trochę. Widzę, że Staszek też się tu dopchał. Odliczanie. No i start!!! Ooo świetnie!!! Noga dobrze podaje i jestem w pierwszej piątce. Łydka trochę kłuje, ale dam rade. To tylko piątka. Pierwszy kilometr! Jest dobrze, czołówka, żel wciągnięty przed startem daje moc. Drugi kilometr, łydka mocniej kłuje, czołówka się oddala. Ale nadal pierwsza dziesiątka jest. Trzeci kilometr, dobra wciągnę żel to dogonię tego piętnastego. Czwarty kilometr, łydka pali strasznie, okej, jutro pójdę do lekarza, ale dziś dam rade!!! Chociaż w pierwszej 30 jak będę to spoko. Ważne by przed tymi lemingami za mną.

4,8 kilometra. Jest meta!!! No to teraz mocny akcent na koniec!! Tak to czas na sprint by wszystkie lemingi zobaczyły jak należy finiszować. Zrywam się i… Aua!!!! Co z moją nogą, nie potrafię się podnieść, a łydka szarpie jak nigdy wcześniej… żeby chociaż wstać i dotruchtać do mety…. Ej! Lemingu cholerny uważaj ja tu leże!!! Słyszysz?!?! Uważaaaaj…

Czarek

Okej Endo odpalone, muza w uszach, szybki selfik w tłumie i ruszamy… Macham do ludzi… ooo chyba już czytali mojego bloga. Pierwszy kilometr… jak to pierwszy?? przecież już godzinę biegnę… a nie Endo pokazuje że 6 minut. Te chipsy przedwczoraj to był chyba zły pomysł. Drugi kilometr… okej wpadłem w rytm, muzyka dobra, pora na izo z bidonika przy pasku. Drugą ręką nadal macham do ludzi. Kurcze wszyscy mnie chyba z Youtuba znają. Trzeci kilometr, ręka boli, ale ważne, że plam pod pachami nie ma. Ooo pani przede mną ma legginsy z najnowszej kolekcji Nike… ciekawe jakbym w nich wyglądał. Czwarty kilometr pomału trzeba się zacząć poprawiać. Koszulka lekko się pomarszczyła na klacie a spodenki podwinęły. Ktoś mi puścił peeptalka na endo „go czarek go” w uszach mi odzywa się Krysia Czubówna.
4,8 kilometra. Dobra pora na selfika. Wyciągam z mojego wielofunkcyjnego paska kijek do selfi, jednocześnie pilnuje tempa w Endo. Skubany kijek nie chce się zamontować… Ale dobrą muzę dziś w rzuciłem na trackliste. Eye of Tiger leci, o kijek zaskoczył. No to teraz selfik i meta!!!

I bum!!!!

Marek

Ty głupi lemingu ja tu leżę i czekam na pierwszą pomoc przedmedyczną!!! Nie wiesz, że nie biega się w słuchawkach?? Ooo! To ten mój głupi sąsiad.

Czarek

Jasna cholera. Telefon w drobny mak się rozsypał przez jakiegoś idiotę co na środku trasy leżał. Kijek do selfi połamany. Ooo! To ten mój nadęty sąsiad.

Czarek i Marek już po udzieleniu pomocy siedzą i wcinają makaron. Marek przyniósł z depozytu swój telefon i robią wspólnego selfika, o którego poprosił Czarek.

Opis na fb pod selfi głosi: Tyle razy mijaliśmy się na treningu, a spotkaliśmy się dopiero przed metą. Wspólnie ją przeszliśmy, gdyż Marek zerwał ścięgno Achillesa, a ja potrzaskałem kolano gdy na niego wpadłem. Od dzisiaj biegam bez muzyki!!!!

Biegacz amator

Muszę przyznać, że rozwaliło mnie to na kawałki pierwsze, a przy okazji do pewnych refleksji skłoniło. Oczywiście mało nas jest takich, którzy tylko do pierwszej czy drugiej grupy należą, ale myślę że każdy czy każda z nas coś dla siebie znajdzie.


23 thoughts on “Charty vs Lemingi czyli biegowe stereotypy”

  • 1
    Chet Levier on Czerwiec 18, 2018 Odpowiedz

    I blog frequently and I truly appreciate your information. The article has truly peaked my interest. I’m going to take a note of your blog and keep checking for new details about once per week. I opted in for your Feed as well.|

  • 2
    Domingo Wetherbee on Czerwiec 17, 2018 Odpowiedz

    What’s Happening i am new to this, I stumbled upon this I have found It absolutely helpful and it has aided me out loads. I’m hoping to contribute & help different users like its aided me. Great job.|

  • 3
    Altha Brickett on Czerwiec 16, 2018 Odpowiedz

    Hi, I do think this is a great blog. I stumbledupon it 😉 I may come back once again since I book-marked it. Money and freedom is the best way to change, may you be rich and continue to help other people.|

  • 4
    Mellisa Juaire on Czerwiec 15, 2018 Odpowiedz

    Hello there! This post couldn’t be written any better! Reading this post reminds me of my old room mate! He always kept talking about this. I will forward this article to him. Fairly certain he will have a good read. Many thanks for sharing!|

  • 5
    Moon Wengreen on Czerwiec 15, 2018 Odpowiedz

    Pretty nice post. I just stumbled upon your weblog and wanted to say that I’ve truly enjoyed surfing around your blog posts. After all I will be subscribing to your rss feed and I hope you write again soon!|

  • 6
    Albert Wetzell on Czerwiec 15, 2018 Odpowiedz

    Wonderful website you have here but I was curious about if you knew of any user discussion forums that cover the same topics talked about here? I’d really like to be a part of group where I can get responses from other experienced people that share the same interest. If you have any suggestions, please let me know. Thanks!|

  • 7
    Karol Morrales on Czerwiec 14, 2018 Odpowiedz

    Yes! Finally someone writes about keyword1.|

  • 8
    Parker Mapps on Czerwiec 14, 2018 Odpowiedz

    This piece of writing presents clear idea for the new users of blogging, that actually how to do blogging.|

  • 9
    Nada Foell on Czerwiec 14, 2018 Odpowiedz

    Hello, I enjoy reading through your article. I like to write a little comment to support you.|

  • 10
    Alina Curnutt on Czerwiec 14, 2018 Odpowiedz

    This article presents clear idea in support of the new users of blogging, that genuinely how to do running a blog.|

  • 11
    Franchesca Blackington on Czerwiec 14, 2018 Odpowiedz

    With havin so much content do you ever run into any problems of plagorism or copyright infringement? My website has a lot of exclusive content I’ve either created myself or outsourced but it looks like a lot of it is popping it up all over the internet without my authorization. Do you know any techniques to help protect against content from being stolen? I’d certainly appreciate it.|

  • 12
    Ted Kemppainen on Czerwiec 13, 2018 Odpowiedz

    Aw, this was a very good post. Spending some time and actual effort to make a top notch article… but what can I say… I hesitate a whole lot and don’t manage to get anything done.|

  • 13
    Gloria Tammen on Czerwiec 13, 2018 Odpowiedz

    Does your blog have a contact page? I’m having a tough time locating it but, I’d like to shoot you an email. I’ve got some recommendations for your blog you might be interested in hearing. Either way, great blog and I look forward to seeing it grow over time.|

  • 14
    Kristen Chaskey on Czerwiec 13, 2018 Odpowiedz

    Thanks for finally talking about > blog_title < Loved it!|

  • 15
    Monte Lamarche on Czerwiec 12, 2018 Odpowiedz

    I every time used to read piece of writing in news papers but now as I am a user of net so from now I am using net for articles or reviews, thanks to web.|

  • 16
    Cecila Tempelton on Czerwiec 12, 2018 Odpowiedz

    Good day! I just would like to give you a big thumbs up for the great info you’ve got here on this post. I will be returning to your web site for more soon.|

  • 17
    Jerald Didonatis on Czerwiec 12, 2018 Odpowiedz

    What’s up, yes this paragraph is really fastidious and I have learned lot of things from it regarding blogging. thanks.|

  • 18
    Adella Hougen on Czerwiec 12, 2018 Odpowiedz

    Its not my first time to go to see this web page, i am visiting this site dailly and obtain good data from here every day.|

  • 19
    Salome Stencil on Czerwiec 12, 2018 Odpowiedz

    My partner and I stumbled over here from a different web address and thought I might check things out. I like what I see so i am just following you. Look forward to looking into your web page yet again.|

  • 20
    Dorian Kash on Czerwiec 11, 2018 Odpowiedz

    After looking into a few of the blog posts on your web page, I seriously like your way of blogging. I saved it to my bookmark website list and will be checking back soon. Please check out my web site too and let me know your opinion.|

  • 21
    Karyn Secord on Czerwiec 11, 2018 Odpowiedz

    you are really a excellent webmaster. The web site loading velocity is amazing. It seems that you are doing any distinctive trick. Furthermore, The contents are masterpiece. you have performed a great process in this matter!|

  • 22
    Luanna Airhart on Czerwiec 11, 2018 Odpowiedz

    Nice post. I learn something new and challenging on blogs I stumbleupon on a daily basis. It’s always exciting to read through articles from other authors and use something from their sites. |

  • 23
    Troy Lawis on Czerwiec 10, 2018 Odpowiedz

    I do not even know how I ended up here, but I thought this post was great. I do not know who you are but certainly you’re going to a famous blogger if you aren’t already 😉 Cheers!|

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.