Motywacja podczas finiszu

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Marek i Iza macie rację miłość się między nimi rodziła, by wreszcie eksplodować pełnią szczęścia. Teraz szczególnie będą rozjaśnali wszystkie trasy biegowe. gdzie Sławka pobiegnie, a Damian będzie się starał dogonić ją z aparatem.

Bieganie to czynność w sumie taka sama jak każda inna. Ma swój początek i ma swój koniec. W naszym przypadku nazywa się to start i finisz. No i jak z każdą czynnością na początku jest olbrzymia siła i chęć działania, a z każdą minutą czy upływającym kilometrem odpływa ona w siną dal. Pojawia się znużenie, zmęczenie i ogólne osłabienie organizmu.

No i w końcu docieramy do końca czyli finiszujemy. No i ciekawe dlaczego tak jest, ale w większości przypadków kończenie czyli finiszowanie wyzwala w nas dodatkową energię. Oczywiście nie zawsze tak jest. W wielu przypadkach jesteśmy na końcu już tak zmęczeni, że nie mamy już siły na nic. Jednak zdarzają się takie końcówki, które dają nam takiego kopa i taką moc, jakbyśmy dopiero zaczynali, a nie kończyli. Zazwyczaj jest to w sytuacji, kiedy finiszujemy z kimś. Ta druga osoba, którą gonimy, albo która nas dogania wyzwala w nas dodatkową energię i powoduje, że zdecydowanie szybciej poruszamy naszymi nogami. Na zdjęciu prowadzących ten wpis, na portalach gdzie biegacz amator ma swoje kryjówki,  widać jak podczas jednego z parkrun finiszuję z panią. Muszę napisać, że to była zabawna sytuacja. Biegłem sobie wtedy bardzo spokojnie, już praktycznie po przekroczeniu granicy dzielącej bieganie od człapania, więc mogę napisać że człapałem sobie wyluzująco. No i na ostatnim kilometrze dobiegła do mnie Pani i zaczęła wyprzedzać niczym ślimaka. No i trochę się zawstydziłem i postanowiłem nie odpuszczać. Co prawda nie wypadało wyprzedzić, ale co razem sobie do mety dobiegliśmy to nasze. Najśmieszniejsze było to, że to moje całe planowane ledwo człapanie, na ostatnim kilometrze diabli wzięli. No, ale czasem tak bywa. Dzięki temu finiszowanie dało mi naprawdę ostrego, życiowego kopa. Zacząłem wolniutko, zakończyłem szybciej niż zacząłem, czyli jak klasyk powiada: „ nie ważne jak kto zaczyna, ważne jak kończy”. I nie wnikając w opcję polityczną reprezentowaną przez klasyka i moje nie do końca się z nią zgadzanie, to jednak w przypadku tej wypowiedzi, coś jest na rzeczy.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.