Kiedy jest dobry dzień do biegania

Czasem zdarzają się dni kiedy się chce, ale są też dni, kiedy chce się trochę mniej. Oczywiście w przypadku tego bloga mówimy głównie o bieganiu, więc jeżeli ktoś ma inne skojarzenia, niech zatrzyma je dla siebie. Muszę napisać jasno i wyraźnie, że wczoraj miałem dobry dzień do biegania.

No, ale od początku. Rano, jak w każdą wolną sobotę, kiedy mam taką możliwość udałem się mój ulubiony cykl biegowy czyli parkrun by po raz 245 pięciokilometrowy odcinek przebiec. Nie było wczoraj upału, więc z radością w duszy w grupie równo 200 biegających stanąłem. Tak, tak wczoraj pobiegło na 200. Pamiętam czasy, w pierwszym roku poznańskiego parkrun, kiedy setki nie mogliśmy zebrać, a zdarzały się starty gdzie biegło nas trochę powyżej 50 osób. Wszystko się zmieniło. No, ale wracam do wczorajszego biegu. Po starcie jakoś na początku spokojnie biegłem, dopóki nie dogoniła mnie znajoma biegaczka, o której pisałem dosyć niedawno, jak mnie w moich okolicach pogoniła. Pani Beata i tym razem ze swoim wsparciem wózkowym zapewniła mi wyjątkową motywację. W zasadzie mogę napisać, że była to podwójna motywacja gdyż pani Beata ze swoim wózkowym wsparciem biegowy, co na zdjęciach ten wpis prowadzącym wyraźnie widać. Co prawda tuż przed metą odpaliła swoje turbodoładowanie i tyle ją widziałem, ale co mnie pociągnęła,  na dobry, jak na moje obecne osiągi czas, to inna bajka. Mogę napisać, że uzyskałem wczoraj może nie najlepszy, ale jeden z lepszych tegorocznych rezultatów. Oczywiście do moich optymalnych czasów, gdy łamałem 24 minuty i zbliżałem się do granicy 23 jeszcze bardzo daleka droga, ale jak może jeszcze parę kilo ucieknie….

No, ale na tym wczoraj nie zakończyłem. Po parkrun zrobiłem sobie jeszcze przebieżkę do pracy, bo okazało się, że czegoś gdzieś zabrakło i trzeba było to ogarnąć, a następnie spokojnym tempem pobiegłem dalej i dalej i nim się zorientowałem, oprócz piątki na parkrun , w ramach pomocy mierzonej kilometrami, jeszcze trochę ponad 15 kilometrów dołożyłem.

Może szału czasowego nie było, ale jak na moje obecne możliwości, ale 15.5 km w godzinę i trzydzieści dwie minuty, to był naprawdę dobry trening. Mogę więc śmiało napisać, że wczoraj był dobry dzień na bieganie. ciekawe, czy też mieliście wczoraj takie odczucie. Co mnie wczoraj szczególnie ucieszyło to fakt, że po raz pierwszy od dłuższego czasu udało mi się na 10 km godzinę i to o prawie 5 minut złamać. Do życiówki i to w wersji startowej brakuje już “tylko” siedmiu. Podsumowując mogę napisać krótko: każdy dzień jest dobry do biegania, ale wczorajszy był troche lepszy niż inne


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.