Po treningu następny trening

Chciałbym na chwilę jeszcze wrócić do mojej czwartkowej biegowej kombinacji. Tak dla przypomnienia, w środę nie biegałem i za karę w czwartek rano obudziłem się w okolicach drugiej i po 30 minutach bezowocnego przekładania się z boku na bok poszedłem biegać. Zrobiłem sobie nawet jak na moje ostatnie możliwości nawet w niezłym tempie moje treningowe, klasyczne 9 kilometrów, a następnie poszedłem do pracy.

Kiedy wróciłem z pracy byłem z lekka w innym obszarze świadomości z powodu tak delikatnie mogę napisać pewnego stanu zmęczonego. Przyznam szczerze, że po powrocie do domu marzyłem tylko o tym, by położyć się do łóżka, ale kiedy moje myśli, a za nimi nogi kierowały już się w stronę sypialni nagle w głowie odezwał mi się dzwonek alarmowy: „nie pójdziesz biegać i znowu o 2 się obudzisz”. Dlatego nawet zbytnio nie przeklinając zebrałem się w sobie, przebrałem i mimo stanu przytomnego trochę innego niż normalny poszedłem biegać. I mimo, że organizm się buntował i po pierwszym kółku już mnie namawiał do przerwania, to jednak zrobiłem mój klasyczny dystans i jakoś nawet go przeżyłem. Co ciekawe znowu udało mi się uzyskać czas na poziomie tylko ciut gorszym od nocnego. Jednak nie to mnie aż tak w tym zastanawia, jak to, że mimo iż biegam spokojnie swoje, bez żadnych temp, interwałów, ot tylko samym tupanie, to moje tempo na tym odcinku w okresie ostatnich 3 tygodni poprawiło się na jednym kółku o prawie 4 minuty, a to przy dystansie 4,5 km już stanowi pewien jak na mnie ciekawy wynik. Tym bardziej, ze w standardzie robię 2 kółka, czyli w okresie 3 tygodni poprawiłem się o 7 minut, a to jak na prawie 50-letniego tak naprawdę nigdy wcześniej nie biegającego faceta daje już pewną sporą różnicę. Zobaczymy, jak jutro będzie na parkrun – oczywiście pod warunkiem, że tam dojadę.

Co do mojego ostatniego biegania, to widzę, że powolutku ale zaczynam się wydostawać z czarnego tup odbytu w którym od zeszłego roku się znajduję. Z pewnością jest to w dużej mierze spowodowane tym, że pogoniłem troszkę kilogramów i zbliżam się do mojego może jeszcze nie wymarzonego, ale już akceptowalnego celu. Brakuje mi jeszcze 2-3 kilogramów i jest pewna szansa, że do maratonu zejdę. Na razie zgubiłem ich 13 więc stąd pewno bierze się ta różnica w czasach. Czyli powoli moje biegowe horyzonty się rozjaśniają, a po nocy przychodzi dzień…

https://www.youtube.com/watch?v=wT_ObQMSs3U

Chociaż w moim przypadku to mogę zaśpiewać: a po treningu następny trening…


1 thought on “Po treningu następny trening”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.