Weekendowa ofensywa biegowa

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Sławku cieszę się, że powoli wracasz na biegowe trasy i do zobaczenia na Cytadeli.

Do mojego głównego w tym roku startu, czyli poznańskiego maratonu, pozostał miesiąc z malutkim haczykiem, czyli 33 dni. Można napisać, że to oznacza wkroczenie na główną ścieżkę, a w zasadzie już autostradę (ścieżynka to była do tej pory) prowadzącą prosto do utęsknionego startu. W zasadzie nie licząc codziennych treningów, które z racji ograniczeń czasowych mają pewne blokady pozostały mi cztery mocne weekendowe sesje treningowy ( nie licząc sytuacji, kiedy wyskoczy jakaś zawodowa realizacja, która wszystko na głowie postawi).

Na razie jednak się nie zanosi i wszystko biegnie w dobrym kierunku. Obecnie w tygodniu biegam moje, a w weekendy nastawiam się na szaleństwo treningowe – oczywiście, jak na moje warunki i możliwości. W ostatnich tygodniach niby też miałem w weekendy kilometry porobione, ale były one przedzielone okresami pobytu w pracy, czyli przebieżka do pracy, zrobienie swoje i powrót do domu. Niby kilometry były, ale nie takie jak powinny. W ten weekend były dwie pełne i już względnie godne jednostki treningowe. Najpierw w sobotę parkrun połączony z częściowym dobiegnięciem i pełnym powrotem do domu, czyli ponad 17 kilometrów, a wczoraj już pełna zabawa, czyli spod domu dłuższą trasą na Maltę, tam obiegnięcie jeziora i znowu powrót dłuższą trasą do domu, co oznaczało ponad 23 kilometry. Kiedy zsumuję sobotnie i niedzielne tuptające wygibasy, to prawie maraton wybiegł. Do tego nawet nie najgorszy, jak na moje ostatnie kilometry czas mi wybiegł, ale jak pisałem wcześniej jest to raczej związane z systematycznym, chociaż powolnym gubieniem wagi. Tak sobie myślę, że fajnie by było do maratonu chociaż te 2-3 kg dołożyć, znaczy się odjąć. Optymalnie byłoby koło 4, ale na wszystko jeszcze przyjedzie czas. Może w przyszłoroczne bieganie wkroczę już na pełnej mojej biegowej mocy. Na razie ją sobie buduję, czy też sklejam w całość jej kawałki, które podczas moich treningów tu i tam zbieram.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.