Drożyzna cenowa nie tylko biegowa

Tak po cichutku, boczkiem, chyłkiem od ponad roku obserwujemy znaczny wzrost wszystkich cen. Ostatnio sobie porównałem, że za zakupy spożywcze, za które jeszcze rok temu wydałbym około 50 PLN dzisiaj trzeba wydać już koło 80. Kiedy tak się rozejrzymy dookoła, to raptem okaże się, że „dobra zmiana” sprowadza się głównie do ubożenia naszych portfeli. Chciałbym, żeby było tutaj jasne. Nie kieruję się tutaj takimi czy innymi moimi sympatiami politycznymi, tylko zerkam przez pryzmat ubożejącego naszego społecznego portfela. I co najbardziej szokuje, że dotyczy również naszej biegowej pasji. Nie tak dawno zwróciłem uwagę na fakt, jak podrożały pakiety startowe na różne biegi. Kapitalnie to widać np. na przykładzie półmaratonów, maratonów czy nawet dyszek. Jeszcze 2-3 lata temu można było dyszkę pobiec za 20 PLN, półmaraton za 40, a maraton za 60-70 PLN. Teraz o takich cenach można zapomnieć.

Ostatnio zacząłem się rozglądać na nowymi butami do biegania. Jeszcze rok temu takie przyzwoite, może bez  szału, ale w takich w których pokonać można najbardziej popularne dystanse do maratonu włącznie buty można było kupić w sklepie za 150-170 PLN. Kiedy w tym tygodniu przeszedłem się po sklepach, to ceny za rozsądne buty zaczynają się od 230-240 PLN. A takie buty, w których można w spokoju ducha przebiec królewski dystans to od 250 PLN bardzo skokowo wzwyż. O cenach poniżej 200 PLN można zapomnieć. Jest opcja kupić w sklepie internetowym, ale kupowanie w taki sposób akurat butów  niesie za sobą zbytnie ryzyko. Natomiast ceny w sklepach stacjonarnych skaczą niczym ujeżdżacz byka na rodeo.  Domyślam się, że wielu z nas znajdując się pod ciągłą niemal jak za komuny propagandą sukcesu zaraz zacznie na mnie najeżdżać używając nazw różnych partii ( ja tego unikam). Bo przecież za poprzednich rządów było gorzej, a wszystko co złe dzisiaj wynika z rządu właśnie poprzedników. Takie tłumaczenie i argumentację skąś znam,  Za komuny też wszystko na Sanację zwalano, więc sposób robienia propagandy jest bardzo zbliżony do tego, co ja jeszcze pamiętam. No, ale wielu z nas niestety łyka to niczym ryba zanętę. Ja widzę jedno: za poprzedników ceny tak nie szalały jak teraz było stabilniej. Jak ktoś nie  pamięta, to niech sobie przypomni cenę masła sprzed wyborów na poziomie 3 PLN. W tym przypadku najbardziej widać szok, znaczy się skok cenowy. Jak napisałem wcześnie  nie oceniam we wpisie formy  uprawiania polityki tylko ceny… Jakoś nie widzę by pensje przeciętnych ( nie piszę tutaj o tych, co przy korycie i tych najbardziej przedsiębiorczych – tym ostatnim niech się dobrze dzieje) , takich jak ja Kowalskich wzrosły tak samo, jak ceny, Podam krótką matematykę: przeciętne ceny od 2015 roku wzrosły o oko. 30%, a najniższa pensja ( i to brutto) o 200 PLN, 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.