Śmierdziowe czyli opłata od tuptania

Ostatnio w oczy wpadł mi super tekst, który znalazłem na jednym z czołowych portali biegowych. Tak w skrócie ukazywał on biegających, jako takich dziwnych śmierdzieli, którzy płacą za to by śmierdzieć i są szczęśliwi, że przybiegają pod koniec stawki. Tak kiedy człowiek się nad tymi zdaniami zastanowi, to dojdzie do wniosku, że coś w tym jest i że głębia tego stwierdzenia, aż nas poraża.

W sumie jakby nie patrząc, to po starcie w biegu zorganizowanym, do tego jeszcze w środku lata czy generalnie w gorących dniach, trudno powiedzieć, byśmy pachnieli fiołkami. Jeżeli potem ktoś wraca po takim starcie w środkach transportu publicznego, a nie zdąży czy nie ma ducha, by po dobiegnięciu do mety wykąpać, to można śmiało napisać, że roztacza dookoła siebie wcale nie do końca mały fetorek, który współpodróżnych może irytować. A do tego nie dosyć, że śmierdzi to jeszcze szczerzy się do wszystkich radośnie wyprężajac dumnie pierś ozdobioną kawałkiem mosiężnego czy metalowego medalu. No, a kiedy się tak dumnie wypręża to oczywiście śmierdzi jeszcze bardziej. No i jak takiego typa zdefiniować? Radosny śmierdziel jest chyba najłagodniejszym określeniem. I co by weselej płacimy za to by śmierdzieć. Można napisać, że opłata za start to wpisowe obciążone śmierdziowym czyli ekstra dodatkiem od śmierdzenia. I cos w tym wszystkim jest.  A najweselsze w tym wszystkim jest to, że śmierdzący biegacz, to szczęśliwy biegacz. I chyba nic więcej do tego nie trzeba dodawać. Przynajmniej tak mi się wydaje. Wiec biegajmy i śmierdźmy razem, a tuptający śmierdziele wszystkich krajów łączcie się. I to jest kwintesencja biegania czyli śmierdzenia.  Naszym prywatnym podatkiem od biegania jest właśnie śmierdziowe. I niech śmierdzenie będzie z nami wszystkimi, bo jak nie śmierdzimy to znaczy, że to była popierdółka, a nie bieg. Z kolei im większy fetor nas otacza znaczy to, że tym lepszy był bieg. Bo jak można zrobić życiówkę bez śmierdzenia? Nie ma takiej mozliwości. Fiołkami pachną ci co bez wysiłku ale i bez endorfin. Tak naprawdę endorfiny i śmierdzenie biegną w parze.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.