Poprawa biegowych możliwości

Ku mojemu, wcale niemałemu zdziwieniu w ostatnich dwóch, trzech tygodniach zaobserwowałem nagły skok moich biegowych możliwości. Dość napisać, że jeszcze niecały miesiąc temu moje treningowe „kółeczko” dookoła domu ( jakieś 4.5 kilometra) robiłem w około 30 minut, a moje wyniki na parkrun w okresie ostatniego roku także w tych obszarach czasowych oscylowały. I to nawet zdecydowanie ponad 30 minut. Było dno i siedem metrów mułu.

Na ostatnim parkrun pobiegłem nagle na poziomie 27 minut, a w ostatnich treningach moje pod domowe kółeczko machałem na poziomie 25 minut, a w ostatnich dwóch dniach nawet udało mi się 25 minut złamać. Ja wiem, że nie są to żadne rewelacyjne czasy w skali naszego biegowego pojmowania, ale w skali takiego raczej mało zdolnego biegowo, wręcz przeciętnego, a do tego cichego, skromnego i przepełnionego pokorą biegacza amatora jak ja, to już coś godnego. I tak się zastanawiam szukając powodu, tej nagłej, acz niespodziewanej progresji. Myślę, że powody są dwa. Jednym jest z pewnością moja operacja zbijająca wagę i fakt, że znowu naście kilogramów odpłynęło w siną dal, ale drugą, podejrzewam, że dużo ważniejsza jest moja prywatna metoda treningowa. Może nie jest ona jakoś rewolucyjna ba, nawet mogę napisać, że jest wręcz bardzo przeciętna i sprowadza się tylko do zwiększanie kilometrowej dawki. Niedzielne 23 kilometry zrobiły mi naprawdę dobrze. W przyszłym tygodniu biorę sobie urlop z pracy na główną operację treningową przed Królewskim Dystansem. Oj w przyszłym tygodniu będzie się działo, znaczy biegało… Może powinienem wziąć ten urlop trochę później, ale postanowiłem, że na 4 tygodnie przed moim głównym tegorocznym startem zbuduję sobie skałę przygotowawczą, na której potem będę już tylko to co zbuduję szlifował. W niedzielę znowu machnę sobie ponad dwudziechę, w tygodniu parę mocnych nastek, a w przyszłą niedzielę nawet trzydziestkę. No i zobaczymy co z tego wybiegnie. Przyszły tydzień będzie mocno biegowy. Na razie nie ma już dna i siedmiu metrów mułów tylko góra dwa, trzy, a fajnie byłby dotrzeć tylko do dna.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.