To ci była tup-sobota

Do mojego głównego tegorocznego startu czyli poznańskiego maratonu zostały równo 4 tygodnie czyli 28 dni. Można napisać, że już sam nie wiem co jeszcze mogę zrobić więcej by było lepiej, ale jest pewne to, że trzeba coś robić, bo jak nie to będzie goła, czarna, blada i diabli wiedzą jeszcze jaka pupa.

Wczoraj jak zwykle w sobotę, kiedy mam ją wolna udałem się na Cytadelę, by w moim ulubionym cotygodniowym evencie biegowym wziąć udział. Jak zwykle postanowiłem do samego startu dołożyć biegowe przedstartowe kilometry, a potem długą na prawie 10 kilometrów podróż biegową do domu. Jak napisałem najpierw kilka, ale mało kilometrów przedstartowych, by na Cytadeli ze znajomymi się przywitać. Jak zwykle w ostatnich miesiącach przybyło koło 200 biegających, z czego koło 70 osób, to już stała ekipa, z której każdy czy każda ma ponad 50 biegów w ramach parkrun przetuptane. Nie napisałem, że na Cytadeli, bo możliwe, że parę osób nas odwiedziło w ramach turystyki parkrun-owej. Kiedy się przywitałem ze znajomymi jak zawsze stała startowa procedura, czyli wódz prowadzący ( wczoraj Grzesiu) zaprosił wszystkich debiutantów do siebie, by nasze parkrun zasady im wyłuszczyć. Potem jak to nasz sposób działania nakazuje udaliśmy się na miejsce startu, gdzie słowo wprowadzająco-motywacyjne przez Grzesia zostało wygłoszone i na jego znak ruszyliśmy na naszą cotygodniową pętelkę.

Wczoraj biegło mi znowu super, żeby się na ten sam temat znowu zbytnio nie rozwodzić, napiszę że znowu w stosunku do zeszłego tygodnia poprawiłem się o ponad 1 minutę i 20 sekund, a wcześniej lepszy czas od wczorajszego uzyskałem w lipcu zeszłego roku. Czyli widać, że jakaś tam progresja wyników ma miejsce. Potem po naszej rodzinnej fotce udałem się biegiem do domu, co znaczyło dołożenie jeszcze 9 i pół kilometra do porannej sesji. Co prawda na parkrun znowu telefon mi wyleciał i się z lekka rozdzielił na części pierwsze, no ale mam ostatnio coś niefart w mierzeniu czasu i mojej ulubionej akcji czyli pomocy mierzonej kilometrami, no ale znowu coś się tam nadbiło.

 Najważniejsze jest to, że czuję, że moje przygotowania kroczą w dobrym kierunku i mogę z pełnej piersi śpiewać na ile moje zdolności wokalne pozwalają:

https://www.youtube.com/watch?v=9jK-NcRmVcw

Tak, to już naprawdę ostateczne odliczanie.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o