Orka na biegowym polu

Do maratonu pozostał niecały miesiąc i muszę przyznać, że zacząłem wdrażać mój z lekka szalony, wytworzony w mojej lekko zakręconej wyobraźni plan. Miałem w pracy zaległy urlop i postanowiłem wziąć sobie tydzień teraz. Jednak cel tego urlopu jest jeden: nie planuję żadnego wyjazdu, tylko chce na moich biegowych terenach zaorać moje tup pole. Dlatego wymyśliłem swój plan treningowy. W zasadzie jest on prosty i trudno napisać, bym jakąś Amerykę odkrył, jednak jest od dopasowany do moich prywatnych potrzeb i możliwości.

Głównie sprowadza się on do nadbijania stawki kilometrowej. I tak wczoraj machnąłem sobie 23 kilometry, jutro i pojutrze po dwie sesje rano i wieczorem po około 9 kilometrów każda, czyli 18 km dziennie.  Poranna sesja wzbogacona interwałami, a wieczorna już na luzie i w spokoju. Potem w czwartek znowu sobie pobiegam nad Maltą czyli 23 kilometry w planie. Mogę napisać, że sądne cztery dni biegacza amatora. W piątek klasycznie odpoczynek, w sobotę parkrun z dodatkiem i niedzielę pewno znowu 23. No, a w kolejną, lub za 2 tygodnie niedzielę jeszcze dołożę sobie jakąś uczciwą trzydziestkę. Co prawda po dwukrotnym upadku i rozsypaniu się na czynniki pierwsze mojego telefonu endomondo mi z lekka niedomierza i na trasie, którą dwa tygodnie temu miałem zmierzoną jako 23 ( dokładnie 23,73) kilometry wczoraj mi policzył 21 z hakiem, ale najważniejsze, że ja wiem co się dzieje. A że mi nie domierzy i akcji Pomoc Mierzona Kilometrami nie dołoży, to już inny problem, na który obecnie, czyli dopóki nie zmienię telefonu nie mam wpływu. Na razie trudni ja biegam swoje a endo pokazuje swoje czy dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu. Najśmieszniejsze jest to, że wtedy miałem czas 2 godziny 28 minut z hakiem, a wczoraj 2 godziny i 17 z jakimś tam dodatkiem. Czyli powoli, jak zółw ociężale ruszyla machina biegacza amatora pytanie czy ospale. 

Obecnie mogę napisać, że jestem jak ten Oracz ( przepraszam panie Mateuszu) na polu woły poganiający i coraz głębiej w ziemi, a w zasadzie czasie się zanurzający. Oram, sieję i czekam na plon, który za miesiąc na trasie poznańskiego maratonu ma wyrosnąć. A czy faktycznie wyrośnie, to juz zupełnie inna bajka, 


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o