Nasi biegowi przedchorągiewni

Na początku krótka definicja: „Przedchorągiewny – rycerz czoła chorągwi w szyku bitewnym stosowanym w XIV-XV w. Chorągwie w tym czasie operowały na polu bitwy w formacji w kształcie prostokąta z trójkątem na czele. Rycerze walczący w trójkącie nazywani byli rycerzami przedchorągiewnymi. Słynni rycerze przedchorągiewni to Zawisza CzarnyJan FarurejMszczuj ze Skrzynna.”. Tak na marginesie to temu ostatniemu przypisuje się zrobienie ” kęsim” Wielkimu Mistrzowi Urlykowi von Jungingenowi pod Grunwaldem. 

Możemy więc śmiało napisać, że przedchorągiewni, to elita elit czyli najlepsi z najlepszych. Również w bieganiu mamy naszych przedchorągiewnych. Także nazywają się oni elita i zawsze z przodu ciągną za sobą nas zwykłych, szarych tupaczy.  Przedchorągiewni to ci, którzy na 5 km łamią na luzie 20 minut, na dyszkę 40 nie stanowi dla nich większego problemu w półmaratonie minimum przyzwoitości to godzina trzydzieści, a maraton powyżej 3 godzin, to już powód do zejścia z trasy i nie do końca chęci uwzględnienia siebie w oficjalnych wynikach, bo wstyd. Oni są jak Ci legendarni rycerze łamiący tarcze czasu przed nami ustawione. Oni je rozrywają zostawiając za sobą sekundowe i minutowe zgliszcza, po których my zwykli smakosze kilometrów radośnie tuptamy. Oni nie smakują kilometrów, oni je demolują, jedną trudną dla nas z tyłu do uchwycania szarżą. A my tuptamy spokojnie za nimi czując pod nogami rozpalony przez nich asfalt, już tylko uginający się pod naszym ciężarem.  I tak się zastanawiam ilu takich przedchorągiewnych znam. Z pewnością najwięcej ich spotykam na naszym parkrun. Tutaj z pewnością należy zaliczyć Grzegorza jednego z naszych wodzów, drugiego Grzegorza, który mnie goni po względem ilości startów, Michała z towarzystwa Maniaków, oraz wielu innych, których znam z widzenia, ale może troszkę mniej się kontaktuję. Tyle, że to dotyczy samych piątek, gdyż w przypadku dłuższych dystansów to w niektórych przypadkach znajdują się w czasach w paru są poza nimi. Ciekawe ile z moich tup bardziej lub mniej znajomych można by zaliczyć do tej kategorii we wszystkich dystansach. 

 Z wymienionych powyżej najbliżej bycia przedchorągiewnymi we wszystkich kategoriach są obaj Grzegorze, z czego myślę, że goniący mnie Grzesiu z racji, że jest najmłodszy ma jeszcze ciągle szanse stać się pełnoprawnym przedchorągiewnym na wszystkich dystansach. Chociaż w naszym przypadku nie powinno się mówić przedchorągiewni, tylko raczej przedbiegowni. Ciekawe ilu znacie mistrzów do wszystkich kategorii się zaliczających. No i jeszcze nie sposób nie wspomnieć o ciemnoskórych najemnikach niektóre biegi wspomagających. Oni stanowią jakby awangardę przedbiegownych pierwsi z blokadami czasowymi swoje kopie  kruszący.  Jak było napisane we wprowadzeniu: przedchorągiewni operowali trójkami. U nas też jest podobnie, bo w końcu trzech jest zawsze na “pudle”. 


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o