Ładowanie do biegowego pieca

Przygotowania do poznańskiego maratonu, można napisać, że są już na ostatniej prostej. Do startu pozostały niecałe trzy tygodnie, czyli tyle praktycznie co nic. Jeżeli ktoś teraz zaczął się przygotowywać do startu, to znaczy że albo jest taki mocny, że nie musi się specjalnie to jakiś nędznych w jego mniemaniu 42 kilometrów przygotowywać, albo ma w sobie takie pokłady optymizmu, że wierzy, że na nich Królewski Dystans pokona.

Ja niestety nie jestem żadnym biegowym mocarzem, ani tym bardziej nadmiernym optymistą, dlatego w ostatnich tygodniach coś tam starałem się doładować do mojego biegowego pieca podpałkę, na której mam nadzieję, że w miarę spokojnie 14 października potuptam. Może nie były to jakieś godne osiągi, ot na moim poziomie okolice tych 70  kilometrów ( nie wszystkie treningi mi sie zapisały na endomondo, więc nie ma pełnego, wcześniejszego obrazu, gdyż w każdym z dwóch wcześniejszych tygodni jeszcze po dyszce powinno być dolizone)  Szczyt dokładania, a w zasadzie ładowania miał miejsce w zeszłym tygodniu, kiedy w okresie od niedzieli do niedzieli czyli ośmiu dni, z czego siedmiu biegowych pokonałem łącznie 140  kilometrów w 10 jednostkach treningowych. Jeszcze w tym tygodniu oprócz zwykłych już treningów dziennych w sobotę i niedzielę spróbuję znowu łącznie ponad 40 kilometrów pokonać, a potem już będę tylko umiejętnie podpalał to, co załadowałem. Jak na moje chyba możliwości to mój piec powinien być już odpowiednio w przyszłym tygodniu naładowany. W ostatnich 13 nastu dniach będę już tylko dokładał mniejsze jednostki kalorycznego paliwa ( krótsze, ale bardziej intensywne treningi), no i powoli zacznę do rozpalać, by na niedzielę 14 października w moim piecu ogień tańczył, śpiewał, buzował aż miło. 

Jak to się zakończy nie mam pojęcia. Jak napisałem działam trochę po omacku kierując się własnym nosem i jakimś tam, może nie szczególnie wielkim, ale kilkuletnim tuptającym doświadczeniem.  Wiem, że mógłbym w sieci znaleźć dziesiątki rozpisek, które by ukazały w sposób dużo bardziej profesjonalny drogę przygotowania, ale już nie raz się przekonałem, że coś pisane pod wszystkich o charakterze niby uniwersalnym niekoniecznie się sprawdza w moim przypadku. No a drugie jak uda mi się dobiec wg mojej metody to satysfakcja będzie mimo wszystko chyba większa.. Dlatego niech się dzieje moje przygotwanie,  a nad tablicą wyników niech wisi do końca wielki znak zapytania. Mogę śmiało napisać, że  kiedy wystartuję w maratonie będę miał dwa wyjścia: albo dobiegnę, albo nie..


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o