Najlepsza biegowa motywacja

Nie jest chyba zbytnią tajemnicą, że jedną z najważniejszych rzeczy, aby w pełni oddawać się biegowej pasji, niezbędna jest jakaś konkretna, napędzająca nas motywacja. Bez motywacji trudno jest nie tylko biegać, ale generalnie cokolwiek robić w naszym życiu. Gdyby nie motywująca nas kasa, to czy pracowalibyśmy? Przykładów można mnożyć. Jakakolwiek nasza aktywność musi być czymś zmotywowana, bo bez motywacji, to możemy jedynie się położyć i pójść spać. Nawet by włączyć telewizor niezbędna jest motywacja, że zobaczymy coś, co nas zainteresuje. Są oczywiście przypadki oglądania dla samego buczenia tv w pokoju, ale to są przypadki szczególne.

No, ale już wracam do wiodącego tematu tego bloga, czyli postaram się znaleźć odpowiedzi na pytanie: co może być najlepszą biegową motywacją. Bo to nie jest tak, że samo bieganie dla biegania na dłuższą metę się znudzi. To by było tak jak sztuka uprawiana dla samej sztuki, w pewnym momencie zapał, ochota i motywacja się wypalą. Dlatego potrzeby jest jakas podpałka zewnętrzna, która ten płomień będzie mogła podtrzymać. To tak jak silnik samochodowy, czy niegdyś kocioł w lokomotywie: bez odpowiedniego paliwa nie ma męskiego przyrodzenia we wsi, nie ujedzie się za długo. Dlatego musi od czasu do czasu coś zewnętrznego nas wspomagać, by ten ogień płonął, tak długo aż się da. Możemy mieć tutaj kilka przypadków. Jeden z bardziej powszechnych, to oczywiście jakiś zaplanowany start w biegu zorganizowanym. Jak już kiedyś pisałem, maraton np. sam się nie przebiegnie i bez treningu stałego, regularnego i do tego godnego na trasie będzie jedna, wielka czarna i śmierdząca kupa. Nawet może taka, która jest efektem rozwolniona. No, ale sam start dla startu, mimo że napędza ma też pewne ryzyko, że w pewnym momencie czegoś nam zabraknie. Bo w końcu do startu mamy jakiś tam mniej czy bardziej określony czas i czasami zawsze można sobie mówić: jak jeden, czy dwa dni nie potrenuję, nic się stanie. Dlatego potrzebny jest jakiś konkretny bicz, który duchowo nad nami wisi.

Musze przyznać, że w tym roku, przed maratonem w Poznaniu niczym zbawienie spłynęła na mnie akcja: Pomoc mierzona kilometrami. Tak w skrócie: akcja ruszyła 24 czerwca i trwa do końca września. Bierze w niej obecnie udział prawie 1100000 uczestników, którzy podczas treningów zbierają kilometry, które potem są przeliczane na złotówki, które organizator przekazuje na potrzebujące dzieci. Do końca miesiąca naszym celem jest zebranie 150 mln kilometrów, które są warte 150 mln PLN. Pozostało nam jeszcze  koło 3,5 mln kilometrów podczas ostatnich 5 dni. Oczywiście jest to związane z pewną miłą formą rywalizacji, gdyż każdy z nas mimo że zbiera kilometry do wspólnej puli, widzi także swoje zebrane kilometry i miejsce w grupie zbierającej. Musze przyznać, ze wyjątkowo mnie to motywuje do zwiększania biegowego kilometrażu. Napiszę krótko: kiedy się przyłączałem zakładałem, że w okresie tych trzech miesięcy uskładam łącznie tak w granicach 800 kilometrów. A tutaj jeszcze 5 dni, a ja już mam prawie 830 na koncie. A jeszcze dzisiaj i jutro w planie jeszcze łącznie ponad 20, w sobotę parkrun z częściowym dobiegiem do i całkowitym z powrotem, a w niedzielę jeszcze w okolicach 30-stki i to już powinna być to. Nie wiem czy uda się do 900 dobiec, ale zbliżę się maksymalnie tyle ile się da. Muszę przyznać, że szczególnie motywuje mnie moje miejsce na liście wszystkich biorących udział w projekcie. Przez cały czas utrzymywałem się na poziomie ciut poniżej 50 tysiecznego miejsca, a po ostatnich treningach wskoczyłem do czwartej dziesięciotysięcznej grupy, czyli jestem w grupie pierszych 4 procentach tuptajacych. A to motywuje szczegolnie. W końcu robienie czegoś dla innych daje nam szczególnego, życiowego kopa.  No, a od następnego tygodnia znowu treningi w warunkach zakamuflowanych, bez motywacji zewnętrznej, ale liczę, ze na tej co ją dzięki akcji wyrobiłem do maratonu jeszcze jakieś godne kilometry nadgonię. Bo w końcu maraton sam się nie przebiegnie.


1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Marek
Gość
Marek

parkrun i to jaki! 250ty!