To będzie biegowy weekend

Przede mną mocno nasączony biegowymi wyzwaniami weekend. Najpierw w sobotę, jak zwykle w sobotę udam się na Cytadelę. Jednak tym razem to nie będzie klasyczny, typowy parkrun, takie jak zwykle. To będzie mój jubileuszowy 250 w mojej parkrun tup historii. Ktoś, kto nie zna prawideł i zasad obowiązujących na naszym cyklu może się zdziwić: co to jest 250? Rozumiem, pełne cyfry, 200, 300, 400, ale 250? Ni w pupę, ni w jeża. No, ale parkrun to nie jest typowy projekt biegowy.

Powiedzmy sobie szczerze, zdecydowanej większość z nas typowy projekt biegowy kojarzy się ze wpisowym, pakietem startowym, pasta party, oznaczoną trasą, pomiarem czasu, medalem oraz poczęstunkiem po biegu. W parkrun z tego mamy oznaczoną w taki czy inny sposób trasę oraz pomiar czasu. Poza wyjątkami ( do których zalicza się Poznań), nie ma nic do jedzenia oraz picia ani żadnych innych gratyfikacji. U nas w Poznaniu zawsze po biegu jest picie, oraz czasem zdarzy się coś do skosztowania.

Jednak parkrun, mimo iż bieg z gatunku non-profit nie przynoszących żadnych przychodów Organizatorom to jeszcze wymusza na nich koszty związane nie tylko z samą organizacją, pomiarem czasu, kontrolą nad wynikami, ale także  z pewną forma nagradzania tych najbardziej wytrwałych. Otóż mamy tutaj pewnego rodzaju punkty, czy kamienie milowe, po których ci którzy do nich dotrą otrzymują specjalne nagrody. Wygląda to w ten sposób, że po 50, 100, 250 oraz 500 parkrun otrzymuje się koszulki z napisana na plecach liczbą przebiegniętych biegów.

Ja już w mojej kolekcji mam 50 i 100, a dzisiaj odbędzie się mój 250 parkrun, co oznacza że za kilka tygodni, może miesięcy dotrze do mnie kolejna koszulka właśnie z 250 numerem. Do tego jeszcze u nas Poznaniu nagradza się specjalnym dyplomem. I właśnie taki dyplom otrzymam, jak dotrę na miejsce i dobiegnę do mety dzisiaj. O ile koszulki to jest standard we wszystkich lokalizacjach pakrun na całej kuli ziemskiej, to chyba dyplom jest pomysłem naszych poznańskich Orgów. Jak bardzo pożądanym i celnym pomysłem może być fakt, że dzisiaj oprócz mnie swój 250 parkrun zaliczy Alison Symonds Tayler, której macierzystą lokalizacją jest Roundshaw Downs. Tak się przynajmniej wydaje, bo tam ma najwięcej przebiegniętych parkrun. Oprócz nas  będzie dzisiaj jeszcze jedna setka, którą wytupta Michał Sydoruk. Mimo, że parkrun z zasady nie jest płatnym biegiem, to stwierdziłem, że z życia i parkrun nie można tylko brać i z okazji 250 biegu postanowiłem zamówić 4 kilogramy mam nadzieję, że dobrego placka. Pewno lepszy byłby tort, ale na 200 osób byłby trudny do przewiezienia na Cytadelę. Tu już samochód osobowy mógłby nie wystarczyć. No to czas ruszyć na Cytadelę.

No, a parkrun do domu, zostawić rzeczy i jeszcze co najmniej dyszkę się przebiec, by przed niedzielną planową trzydziestką się rozruszać. Jutro planuję właśnie mój główny punkt przygotowawczy do poznańskiego maratonu, więc jak ruszę, to diabli wiedzą, kiedy wrócę. Oczywiście wszystkie moje weekendowe kilometry będą nie tylko związane z samym przygotowaniem do maratonu, ale także z finałem akcji Pomoc Mierzona Kilometrami, która właśnie w niedzielę kończy. Trzeba więc trochę tych kilometrów jeszcze nadbić…


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o