Przedstartowe szlifowanie tego co się jeszcze da…

Do mojego najważniejszego, tegorocznego startu pozostało już tylko 10 dni. W przyszłą niedzielę czyli 14 października stanę z ciut ponad 5 tysiącami innych zapaleńców, wariatów, świrów, pasjonatów ( każdy może wybrać co mu pasuje) by o zaplanowanej godzinie ruszyć przed siebie by zmierzyć się Królewskim Dystansem, czyli ciut ponad 42 kilometrami.

Na jakim jestem etapie przygotowawczym? Trudno oszacować, w końcu przygotowywałem się zgodnie z moimi wcześniejszymi przemyśleniami, prowadzony własną wyobraźnią. W każdym razie prawie wszystko co planowałem wykonałem. Może braknie mi takiego klasycznego wybiegania na odcinku równo 30 kilometrów, ale kilka treningów pod 23-25 kilometrów mam na rozkładzie. Teraz te ostatnie dni, to już tylko szlifowanie tego, co sobie przygotowałem. W moim przypadku o formie trudno napisać, ale jakieś tam podłoże startu uprawniające mnie do pobiegnięcia na tym dla wielu z nas hardcorowym dystansie myślę, że mam. Te ostatnie dni to jeszcze  jakieś trzynastki pod domem, w sobotę parkrun z dobiegiem do domu i w niedzielę jakaś nastka…  Oczywiście nie mniej niż niż osiemnastka, co by prokuratorowi nie podpaść. Natomiast przyszły tydzień, to już tylko do środy po dyszce, czwartek i piątek sobie odpocznę, sobota parkrun, ale już bez dobiegu i niedziela…. Moje godziny prawdy. Oczywiście na życiówkę się nie nastawiam ani nawet na żaden konkretny czas. Pragnę, a w zasadzie marzę, by tak zwyczajnie dobiec do mety, a  jestem pewny, że kiedy już uda się jakimś cudem dotrzeć do mety, to osiągniety czas będzie najlepszym do osiągnięcia w danym dniu. W końcu ostatni praktycznie rok to była czarna treningowa rzyć, ale może to co w ostatnich trzech miesiącach dzięki akcji Pomoc Mierzona Kilometrami coś tam nadgoniłem i mam teraz cichutką nadzieje, że mi coś jednak to pomoże i może jakimś cudem doczłapię, doturlam się, czy w najgorszym wypadku doczołgam do mety…

Na końcu jeszcze jedna refleksja. Z powodu podniesienia cen pakietów na liście startowej mamy grubo ponad 1000 mniej osób zapisanych niż w zeszłym roku. Ba. jest to najgorsza liczba startujących od 2011 roku. Co prawda do liczby z 2011 roku brakuje tylko 300 osób,  ale że  obecnej cenie za pakiet na poziomie 200 PLN trudno nastawiać się, że dużo chętnych przybędzie. Z drugiej strony ponad 6000 tysięcy za 100 PLN, a 5000 za 120 ( nie liczę tych, co po 150 się zapisywali), to i tak kasa jest porównywalna, czyli wszystko się zgadza. A przy tysiącu uczestników mniej, zawsze trochę mniej pracy, a w końcu lepiej mniej się narobić, a tyle samo zarobić.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o