Główny cykl przygotowujący do maratonu zakończony

Do mojego najważniejszego tegorocznego startu, czyli poznańskiego maratonu pozostało 6 dni. Tak 6 dni do mojego 7 maratonu w życiu. Nie było ich dużo, bo bieg na dystansie 42 kilometrów to dla takiego zupełnie przeciętnego tuptacza jak ja, to jest wyzwanie do którego podchodzę z pokorą.

Do każdego z nich miałem opracowany osobny plan treningowy, który mniej lub bardziej skrupulatnie wypełniałem, jednak poza pierwszym startem w Poznaniu, gdzie faktycznie zrobiłem wszystko co miałem, w reszcie procesów przygotowawczych różnie bywało. No i wyniki były też jakie były, czyli w połowie przypadków raczej konanie, dogorywanie  niż bieganie. Tym razem jednak zmieniłem mój sposób przygotowania

Można napisać, że mój cykl zaczął się w  ramach akcji Pomoc Mierzona Kilometrami od 24 czerwca do końca września. Przez te trzy miesiące pokonałem łącznie 894 kilometry. W najbardziej aktywnych tygodniach tuptałem plus minuw 80 kilometrów, ze wskazaniem na plus. Ostatnie dwa tygodnie to  158 kilometrów, czyli łatwo obliczyć, że ostatni tydzień to 78 kilometry. Jeżeli zsumujemy, to wybiegnie mi łączny kilometraż na poziomie 972 kilometry. Biorąc pod uwagę fakt, że w tym tygodniu jeszcze do środy trzy treningi planuję, a w sobotę parkrun, to magiczny tysiąc powinien pęknąć. Jednego, czego mi trochę brakuję i do czego musze się przyznać, to brak klasycznej trzydzieski. Natomiast we wrześniu zrobiłem sobie 5 dwudziestkek z hakiem plus dwie czy trzy grube nastki. Ba, miałem nawet tydzień, kiedy robiłem dwa treningi dziennie. W końcu wziąłem sobie specjalnie tydzień urlopu z pracy, by się lepiej przygotować. Mogę więc napisać, że trochę tych kilometrów się zrobiło. Co prawda można się przyczepić, że brakowało trochę treningów szybkościowych, interwałowych czy takich urozmaiconych, no ale nie można mieć wszystkiego. Ja raczej jestem długodystansowcem wyrobnikiem niż szybkościowym artystą. Takie już życie.

Pytanie co mi to da i na co mogę liczyć w niedzielę? Jak mam być szczery wolę na nic nie liczyć i niczego nie zakładać. Najważniejsze to dotuptać do mety a czas… będzie i tak najlepszy, jaki tego dnia będę mógł osiągnąć. I myślę, że tego się trzeba trzymać…No co jeszcze przez te parę dni możemy zrobić? Już chyba tylko modlić się do tej Siły Wyższej, w którą każdy z nas wierzy.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o